- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

Cudze chwalimy, może poznajmy nasze?

Strona głównaCudze chwalimy, może poznajmy nasze?

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

Ba, to nawet, w przypadku męskiej części społeczeństwa, nobilituje i stanowi pewnego rodzaju afrodyzjak. Na fejsowych profilach roi się gęstość fotografii „samodzielnie” zrobionych sałatek, ostryg w maladze i innych „cuisine nouvelle”. Jeden z drugim, Witek – sprytek prześcigają się w opowieściach o swych kuchennych sukcesach i piszą dyrdymały używając klawiszowego skrótu kopiuj – wklej. Rzeczywistość i codzienność piszą zgoła inne scenariusze. Internetowy „bóg kuchni” po dziesięciu godzinach jazdy w poszukiwaniu zbytu na kiepskiej jakości towar, który ma wcisnąć w imieniu firmy importującej azjatyckie buble, wraca do swojego pustego mieszkania i otwiera lodówkę… Dwie puszki energetyzującego napoju, ketchup, puszka szprotek w pomidorach i zeschnięta cytryna. Jak z tego wyczarować lasagne ze szpinakiem, albo choć kawior z szampanem? Pozostaje (jak zazwyczaj) telefon do zaprzyjaźnionej pizzerii.

Do opisania takiej sytuacji skłoniła mnie bezgraniczna wiara jaką widownia pokłada wobec niezliczonych programów kulinarnych i prasowych poradników. Zatrważający brak kreatywności i samodzielności w poszukiwaniu smaków i aromatów. Za dobrą monetę bierzemy każdą bzdurę płynącą z ekranu, a przecież i szczypta szczypcie nie równa i pietruszka inny ma smak na Sycylii, a inny w Goleniowie. I nie trzeba się zachwycać knajpką nad morzem Egejskim, jeśli możemy tak samo uroczą odkryć nad Zalewem Szczecińskim.

Jak może Szanowni Czytelnicy zauważyli, jestem nieomal maniakalnym zwolennikiem rodzimych potraw z naciskiem na strawę ciężką, tłustą i niezdrową, a przez to najsmaczniejszą. Różnorodność polskich dań i sposobów ich przygotowania nie ustępuje najbardziej wysublimowanym kuchniom orientu. Zwykłe gołąbki zrobione przez warszawiaka, poznaniaka i spadkobiercę lwowskich tradycji, to trzy różne dania! Inaczej smakuje pomidorowa w Katowicach, inaczej w Gdańsku. Mieszkańcy Szczecina będąc cudownym tyglem tradycji nieomal wszystkich regionów Polski są w tej szczęśliwej sytuacji, że by zjeść danie wileńskie, śląskie albo mazowieckie nie muszą wybierać się w podróż. Wystarczy dobrze rozejrzeć się po Rodzinie i Przyjaciołach.

Jestem bardzo ucieszony z  nagłej popularności kuchni regionalnych i takich produktów. Nareszcie, po latach bylejakości gastronomicznej (wyłączając kilka kultowych miejsc żywienia zbiorowego) zaczęto dostrzegać piękno i smak tradycji. Lato sprzyja wypadom za miasto, a jeśli pogoda nie dopisze, to może niech celem letniej podróży będzie właśnie jakiś lokalny specjał?

Rybny rosół z pierożkami nadziewanymi mięsem z leszcza. Myślicie, że to zamierzchłe wspomnienie? Nic podobnego! W Nowym Warpnie jest miejsce, gdzie dwie przemiłe Siostry podają ten starannie przygotowany specjał. A na drugie świeżuteńka ryba złowiona przez ostatnich warpieńskich rybaków. Jeśli będziecie w okolicy Czaplinka, koniecznie spróbujcie sielawy w przydrożnym barze na południowym brzegu jeziora. Prawdziwe niebo w gębie. Zwolennikom obfitego, dwudaniowego obiadu z surówką i  kompotem polecam byłą knajpę geesowską (obecnie prywatną) w Starych Łysogórkach, tuż za Siekierkami. Nieprawdopodobnie piękne miejsca na całodzienną wycieczkę po rozlewiskach Odry należy zakończyć właśnie tam nad talerzem i przy szklaneczce… ok. niech będzie, herbaty.

Wielu z miejsc znanych mi przed laty ze smakowitej kuchni już nie ma. Zmienili się właściciele, zmieniły się warunki ekonomiczne. (Nie wiem, czy wciąż funkcjonuje najsmaczniejsza smażalnia ryb naprzeciw portu w Stepnicy?) Na szczęście wciąż na nowo podejmowane są próby stworzenia miejsc z klimatem i ze SMAKIEM.

Wędrując po Pomorzu Zachodnim, ale dotyczy to również i pozostałej, mniej ważnej części naszej Planety, w wyborze miejsca posiłku kieruję się kilkoma żelaznymi zasadami: po pierwsze zapach. Czasem rezygnuję tuż po przekroczeniu progu i największy głód mnie nie przekona do posiłku. Po drugie: personel. Jeśli jest uśmiechnięty, oczekujący mnie przyjaźnie i potrafiący porozmawiać na temat karty dań, wiem, że to tu. I wreszcie po trzecie: „okoliczności przyrody”. Nic tak nie wpływa na apetyt jak widok z tarasu, czy okna niewielkiej knajpki na Zalew, Odrę, jeziora pomorskie…Tak, tak, o Bałtyku ani słowa, bo nadmorskie kulinaria w czasie wakacji to temat na zupełnie inną bajkę. Dość smutną.

No, to w drogę! Tuż za progiem czeka nas wciąż tyle nieodkrytych miejsc…
Smacznego.
 

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

– Reklama –

clochee1000x100

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać