- Reklama -
spot_img

Czerwcowa wojna postu z karnawałem

Strona głównaCzerwcowa wojna postu z karnawałem

Musisz przeczytać

- Reklama-
spot_img

Będę pisał szeptem, bo się zaziębiłem. Chłodnikiem. Zespół Maanam nie przypuszczał nawet jak wyjątkowo zimny potrafi być maj. Zimne licho wzięło majowe weekendy, grillowanie, chłodniki i wczesne truskawki rodzimego chowu. Tak się nie robi! Na maj jestem obrażony. Niech czerwiec lepiej uważa, bo też może mu się dostać.

Trochę obrażony jestem też na brak wyobraźni u wegetarian. Nie żebym miał coś przeciwko, wręcz przeciwnie, ale proszę Ich/Was o nazywanie rzeczy po imieniu. Będąc człekiem wrażliwym jak nowalijka pod inspektem, zwłaszcza w obszarze semantyki języka polskiego, czuję się nagminnie oszukiwany. A to za sprawą nazewnictwa wegetariańskich przysmaków. Mili, choć roślinożerni Przyjaciele: gulasz, kaszanka, kotlet, klops, bigos, smalec, parówki, kiełbasa, sznycle, pasztet to potrawy MIĘSNE jak nie wiem co i wegetariańskie ręce precz do ogródka! Skoro z różnych powodów, których nie mnie oceniać, rezygnujecie ze spożywania schabowego sporządzonego, jak obyczaj nakazuje ze świńskiego zadka, to na jakie licho zmieniacie znaczenie tej szlachetnej nazwy? Lenistwo? Brak wyobraźni, czy tylko zwykła tęsknota za smakiem przyrumienionej skwareczki? 

Smalec z fasoli! Toż to nawet brzmi fałszywie, jak nie przymierzając piwo bezalkoholowe, czy kobieta bez serca… A przecież nasz język piękny i przebogaty aż prosi o inwencję i kreatywność. Gulasz to węgierskie danie narodowe, które składa się z MIĘSA, cebuli i papryki. Z mięsa, a nie z trawy!  Może być wieprzowy, wołowy, jagnięcy, z dziczyzny, ba, nawet z kurczaka pozostaje wciąż gulaszem (nie gulażem). Potrawa z bakłażana, czy marchewki to zupełnie inna bajka.

W czerwcu najbardziej kocham ogródki warzywne. Nie, nie jestem w tym pięknym czasie wegetarianinem, ale jaroszem trochę tak. Zrywanie prosto z krzaka strąków słodkiego groszku, zajadanie się ogóreczkiem z ostrymi igiełkami na zielonej skórce (to co, że trochę piasek zgrzyta między zębami) chrupkość młodej marchewki, albo rzodkiewki… Niebo w gębie! Zupa jarzynowa na młodziutkich darach ziemi, albo młode ziemniaczki z jajem sadzonym, koperkiem i maślanką to sedno czerwcowych smaków. 

Nie od dziś jestem wyznawcą teorii mówiącej, że to okoliczności miejsca i czasu mają największy wpływ na nasz jadłospis. Trudno przecież będąc pod namiotem nad jeziorem jeść na obiad bliny z łososiem, awokado i kremem z wasabi, albo pappardelle z ragout z królika. Ale podgrzana konserwa turystyczna z makaronem kolanka to zupełnie inna sytuacja. Latem w naturalny sposób jestem mniej mięsożerny. Zbyt wiele smakowitych zieloności wokoło. Podobnie jest podczas pobytu w miejscach egzotycznych. Czule wspominam swoje pobyty nad morzem Śródziemnym, gdzie tamtejsza kuchnia prowokuje wręcz do większego spożycia warzyw, oliwy i tego co z morza wspomnianego na nas spoziera. Przepadnijcie boczki i kiełbasy, niech żyją sałatki i sery wszelkich rodzajów! Miast schabowego zajadam się delikatnym mięsem krewetek, ośmiornic i egzotycznych ryb o trudnych do spamiętania nazwach.

I tak trwa we mnie ta wojna postu z karnawałem, charakter mięsożercy walczy z wiosenno-letnimi skłonnościami jarosza. A rada na rozwiązanie żywieniowego dylematu jest najprostsza i jedyna: szaszłyk? oczywiście, ale obok tego z wieprzowego mięska niech rozkwita kolorami także warzywny! Grill? Z przyjemnością, lecz obok skwierczącego gorącym tłuszczem kawałka wołowego steku, niech rumienią się bez wstydu kabaczek, papryka, bakłażan, lub zielone plastry mięsistego pomidora. Możliwości urozmaicenia czerwcowego grillowania mamy bez liku. Oczywiście, można i kiełbasę najprostszą rzucić na ruszta i popić tanim piwem prosto z puszki, ale czy tak ma smakować życie?

P.S. no i wpadłem! Czy to ja napisałem: „szaszłyk warzywny”?

- Reklama -
spot_img

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
spot_img

Musisz przeczytać