Jego głos jest naprawdę rzadko spotykany. Zresztą próbkę umiejętności mogliśmy już usłyszeć podczas otwarcia mariny na Wyspie Grodzkiej. Występ zrobił wrażenie, podobnie jak na jury The Voice of Poland. – O tym, by wziąć udział w programie, myślałem już przy pierwszej edycji – opowiada Damian. – Wiedziałem jednak, że nie pojawię się tam przez jakiś czas. Dzięki swojemu głosowi był bardzo oryginalnym uczestnikiem i z pewnością zapamiętała go cała Polska. Jak do tej pory był odbierany w Szczecinie? – Myślę, że nie tylko w Szczecinie, ale w każdym innym miejscu byłbym odbierany w różny sposób. Mam na koncie różne historie – sympatyczne, ale także i te pikantne, których zaczynem był właśnie mój głos. Jest nietypową materią, więc sam już od paru ładnych lat obserwuję i zapisuję w pamięci, jak jeszcze można na niego zareagować – mówi szczecinianin. Damian ma bardzo zdrowe podejście do medialnego szumu, który towarzyszy mu po programie. – Natworzyłem się w życiu wiele, więc mój punkt zadowolenia się też przesuwa wyżej i wyżej. I coraz trudniej go dotknąć – mówi. – Nie mogę jednak zaprzeczyć, że chciałbym wydać album, ale nie jest to paląca potrzeba. Najbardziej liczę na to, że będę pracował z rzetelnymi ludźmi.







