- Reklama -
spot_img

Debeściaki

Strona głównaDebeściaki

Musisz przeczytać

- Reklama-
spot_img

Koniec grudnia to najpiękniejszy okres w całym roku. Czas rodzinnych spotkań, prezentów, pięknie ubranych drzewek choinkowych, tych sztucznych, co roku podobnych, i tych „żywych”, pięknie pachnących, wycinanych w lasach pod okiem leśników.

Ale grudzień to od zawsze także okres podsumowań i plebiscytów. Przy świątecznych stołach, pośród makowców i pierników, pomiędzy grzybową a karpiem dyskutujemy o tym, co było najlepsze w mijającym właśnie roku. O ulubionych filmach, sportowych herosach czy największych bohaterach popkultury. Praktycznie każda gazeta, stacja telewizyjna czy radiowa przekonuje nas do swojej listy najlepszych w sporcie, kulturze czy polityce. Nie ukrywam, że od dawna i ja jestem fanem takich plebiscytów. Pamiętam, jak przed laty czekałem na noworoczny program w telewizji publicznej (innej nie było) podsumowujący cały rok w sporcie, z jakim zainteresowaniem śledziłem wyniki plebiscytu „Przeglądu Sportowego” na dziesiątkę najlepszych. Z wiekiem, kiedy coraz lepiej poznawałem mechanizmy rządzące światem sportu, te plebiscyty i podsumowania zaczęły budzić we mnie wiele kontrowersji.

Po pierwsze: jak sprawiedliwie porównać drużynę ze sportowcem indywidualnym. Rywalizacja drużynowa różni się przecież znacząco od tej uprawianej w pojedynkę. Sport indywidualny nie zna pojęć: kolektyw, lider drużyny, najsłabsze ogniwo. Ci wszyscy, którzy uprawiali sporty zespołowe, mogą wiele opowiedzieć – jak trudno wejść do drużyny, jak często rywalizacja zabija przyjaźń i jak wiele zależy od trenera.

Po drugie (i chyba najważniejsze): plebiscyty powinny być organizowane tylko w obrębie danej dyscypliny. Jak bez cienia wątpliwości porównać niezwykle popularną siatkówkę z łucznictwem, szeroko transmitowany tenis ziemny czy skoki narciarskie na przykład z kajakarstwem górskim? Jakiekolwiek wskazanie będzie wyłącznie subiektywną decyzją i to zgodną z popularnością dyscypliny w kraju, z którego głos ten pochodzi.

Gdybym chciał realnie ocenić najlepszych sportowców na świecie, to jak mam porównać słynnego i niezwykle popularnego np. w Indiach Gautama Gambhira, wirtuoza gry w krykieta, ze światowymi megagwiazdami Usainem Boltem, Rogerem Federerem czy Tigerem Woodsem. Chociaż ten ostatni, mimo że jest wirtuozem golfa, przez jakiś czas żadnego plebiscytu nie wygra (chyba że na sprawcę megaskandalu). Przecież umiejętności wszyscy prezentują na najwyższym, nieosiągalnym dla większości śmiertelników, światowym poziomie. A wymieniony przeze mnie Hindus Gautam gwiazdą poza Indiami jest tylko w Australii, Nowej Zelandii czy Wielkiej Brytanii. No może jeszcze w RPA, czyli wszędzie tam, gdzie krykiet jest naprawdę popularnym sportem i tam to właśnie Gambhir jest kandydatem na najlepszego sportowca 2010 roku.

Goszcząc niedawno w Londynie, byłem bezpośrednim świadkiem absolutnego szaleństwa fanek i fanów na punkcie jednego z najsłynniejszych angielskich rugbystów. Dzisiaj nie pamiętam już jego nazwiska, nie rozpoznałbym go na żadnym zdjęciu, ale tam, w kolejce po autograf w słynnym londyńskim domu towarowym, czekało kilkaset osób. Kolejka nie malała, wszystko to transmitowała telewizja, paparazzi błyskali fleszami, a co kilka minut dochodziło do prawdziwych scen uwielbienia i miłości do gwiazdy. Okazało się, że to podpora reprezentacji Anglii i jeden z najlepszych rugbystów na świecie. Dla przeciętnego kibica w naszym kraju osoba absolutnie anonimowa, ale w Wielkiej Brytanii kandydat do tytułu sportowca mijającego roku. A więc sprawa wyboru najlepszego sportowca świata jest tak naprawdę wyłącznie wyborem najpopularniejszego w ujęciu globalnym. Najpopularniejszego, bo dyscyplina, którą uprawia, jest popularna w dostatecznej liczbie krajów, bo transmitowana jest w ogólnoświatowych stacjach telewizyjnych, bo sportowiec jest ulubieńcem mediów, ba, określić możemy go nawet niezwykle popularnym w ostatnim czasie słowem „celebryta”. Bo prawie w każdym zakątku świata wiemy, ile zarobił pieniędzy za ostatni kontrakt reklamowy lub spektakularne sportowe zwycięstwo, kto jest jego nową partnerką życiową i że urodziło mu się dziecko. Czyli tak naprawdę poprzez media jesteśmy przez cały czas obecni w jego życiu.

A czy jest najlepszy?…

Krzysztof Bobala

PS

W moim prywatnym plebiscycie sportowymi debeściakami roku 2010 w naszym kraju są zdobywcy złotego medalu mistrzostw Europy – męska reprezentacja Polski w siatkówce, a w naszym regionie dominatorzy – Marek Kolbowicz i Konrad Wasielewski, mistrzowie świata w wioślarstwie.

– Reklama –

spot_img

Krzysztof Bobala Współwłaściciel agencji reklamowej „BONO”, organizator turnieju Pekao Open, wielki miłośnik tenisa i innych sportów rakietowych

- Reklama -
spot_img

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
spot_img

Musisz przeczytać