- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

Długa droga na szczyt

Strona głównaDługa droga na szczyt

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

Foto: Radosław Kurzaj / www.radekkurzaj.com
Podziękowania dla właścicieli kamienicy nr 2 przy ul. Księcia Bogusława X za udostępnienie miejsca do sesji

Nie myślą o latach ciężkiej pracy, o tym że czasem boli. Oklaski publiczności dla baletnicy są największą nagrodą. Na scenie zapominają o wyrzeczeniach, liczy się tylko prawidłowa postawa, dobrze wykręcony piruet i piękno zagranej roli.

Mimo ogromnego boomu na taniec, świat baletu nadal pozostaje elitarny, trochę niedzisiejszy i ulotny. Grono miłośników baletu w Szczecinie jest dość wąskie i mało kto jeździ po świecie aby śledzić bieżące spektakle. Dzieje się tak z powodu braku szkoły baletowej, ale też dlatego, że sztuka sceniczna zdominowana jest we współczesnym świecie przez teatr i kino. Dopiero film „Czarny łabędź” w reżyserii Darrena Aronofsky’ego przypomniał nam o istnieniu baletu. Nie był to jednak obraz miły, lekki i przyjemny. Wręcz przeciwnie, pokazywał ogromną rywalizację, cierpienie, ból, krew i obłęd, w który w końcu popadła główna bohaterka. Choć Natalie Portman zagrała w nim oskarowo i była bardzo przekonująca, jej rola nie spodobała się tancerzom. – Osobiście nie widziałam tego filmu, ale dużo o nim mówiło się w moim środowisku – mówi Paulina Andrzejewska, choreograf i pedagog w Warszawskiej Szkole Baletowej. – Moja przyjaciółka, była solistka w Tatrze Narodowym jest zła, że robią z nas wariatki. Źle przyjęły go też moje uczennice – dodaje.

Zuzaznna Kidziak z 7 klasy szkoły baletowej i Natalia Rakowska z 6 klasy dodają, że film według nich pokazywał skrajne momenty, które nie mają miejsca w rzeczywistości. – „Czarny łabędź” jest dość kontrowersyjny, ale przedstawiony też w sposób magiczny – mówi Zuzia. – Film był mocno przesadzony, choć na pewno jest w nim ziarenko prawdy. Nie raz płakałam, gdy bolały mnie palce po próbach, czy nie udawały mi się jakieś sceny. Balet jest bardzo wymagający. Zajęcia kończymy dopiero po 18 czy 19, a oprócz tańca mamy normalne lekcje – dodaje.

Ale dla marzeń i zatańczenia ukochanej roli zdolne są do wielu poświęceń. – Chciałabym zostać solistką w Teatrze Wielkim i zatańczyć rolę Odetty-Odylii w „Jeziorze łabędzim” – opowiada Natalia. – Jeszcze kilka lat nauki przede mną, ale skoro przeszłam już tyle to napewno wytrwam do końca. Zżyłam się z koleżankami z klasy i nie zwracam już uwagi na ból – mówi.

 

Najlepsi z najlepszych

Rezygnacja w połowie nauki w szkole baletowej to nic dziwnego. Zostają tylko najlepsi i najwytrwalsi. Rezygnują sami gdy nie dają sobie rady z dyscypliną i wymagającym poziomem tańca. Odpadają też podczas częstych egzaminów. – Żeby dostać się do szkoły trzeba mieć predyspozycje takie jak odpowiednie wykręcenie stóp i bioder, dużą rozciągliwość i giętkość w kręgosłupie – mówi Andrzejewska, która również skończyła Warszawską Szkołę Baletową. – Potem co roku odbywają się egzaminy z przedmiotów zawodowych, po których część uczniów nie otrzymuje promocji do kolejnej klasy. Lepiej jeśli wcześniej dowiedzą się, że ta szkoła nie jest dla nich, niż mieliby katować siebie i swoje ciało skoro nie mają warunków do tańca klasycznego – dodaje.

Często dzieci przychodzą do tej szkoły, by realizować niespełnione marzenia swoich rodziców. – To też szybko weryfikujemy. Widać jeśli dziecko nie ma zapału, nie zależy mu, lub gdy płacze po rozmowie z zawiedzionymi rodzicami – mówi ze smutkiem Paulina.

Szkoła uczy dyscypliny i pokory, ale ci którzy chcą się uczyć dają sobie radę. Bardzo ważną rolę odgrywają w niej nauczyciele, którzy muszą być też świetnymi psychologami i obserwować z jakimi problemami borykają się ich podopieczni. – Rozpoczęłam naukę 20 lat temu, to były inne czasy ale wiem, że teraz jest podobnie. Szczególnie dla tych dziewczynek, które tak jak ja mieszkają w internacie – wspomina Andrzejewska. Paulina miała 11 lat gdy sama została w Warszawie. Codziennie pobudka o 6:30, zajęcia od 8 do 17, potem dodatkowe zajęcia językowe, odrabianie zadań domowych i czas na sen. Tak dzień w dzień. – Bardzo często płakałam mamie przez telefon, ale z drugiej strony bardzo tego chciałam. Gdy tata mówił, że już po mnie jedzie, prosiłam go, żeby dał mi jeszcze raz spróbować. Na takiej „szansie” skończyłam szkołę – mówi ze śmiechem. – Ale też dzięki niej jestem bardziej zaradna i twarda w momentach gdy trzeba zacisnąć zęby – dodaje. Przy tych wszystkich cechach nie brak jej też optymizmu, pogody ducha i wrażliwości, którą musi mieć każdy artysta i tancerz.

– Reklama –

spot_img

 

Cel – doskonałość

Dużo zależy od nauczycieli na jakich trafią dzieci w szkole i od obserwacji rodziców. Czy na czas zwrócą uwagę, że uczeń ma problem z daną figurą, tańcem, jest zbyt obciążony zajęciami indywidualnymi, nie radzi sobie z przygotowaniem do przedstawienia czy konkursu. Każda dziewczynka marzy o balecie klasycznym, ale może też się okazać, że powinna specjalizować się w tańcu współczesnym. Tak stało się w przypadku Pauliny. – Nauczyciele dostrzegli moje predyspozycje i moją osobowość na czas, ukierunkowali mnie w stronę tańca współczesnego. Teraz ja staram się tak dbać o moich uczniów aby zacząć pracować z nimi odpowiednio wcześniej według ich możliwości – mówi Andrzejewska.

Nauczycielem tańca współczesnego jest już od siedmiu lat. Została nim będąc jeszcze studentką IV roku Akademii Muzycznej w Warszawie. W połowie roku przejęła po innej nauczycielce grupę i sprawdziła się w tej roli. Dzięki temu bez większego stresu po ukończeniu studiów mogła wkroczyć w dorosły świat. – Nie każda z nas zatańczy na wielkiej scenie, to jest pewne. W Polsce jest pięć szkół baletowych i każdego roku wychodzi z każdej około piętnastu tancerzy – wymienia Paulina. – W teatrach nie ma tyle pracy – dodaje. Inne możliwości dla absolwentów to rola w musicalu, reklamy i programy telewizyjne, grupy taneczne lub wyjazd za granicę. – Zwątpiłam lekko po szkole. Nie byłam pewna co potem będę robić – wspomina. – Wystartowałam jednak w castingu do musicalu i dostałam się. Dzięki temu zostałam w „Teatrze Muzycznym Roma” i współpracuję z nim do dziś – dodaje.

Praca przy musicalu „Taniec wampirów” pomogła jej także zostać choreografem. Najpierw została asystentką i tłumaczem choreografa Dennisa Callahana. Ponieważ sprawdziła się w tej roli została także kapitanem grupy podczas “Tańca wampirów”, co w konsekwencji doprowadziło do tego, że dyrektor teatru Wojciech Kępczyński zaufał jej i powierzył zrobienie choreografii „Upiora w operze”. Dzięki temu zadebiutowała na wielkiej scenie jako jeden z najmłodszych choreografów. – Czasami brakuje mi tańca, ponieważ gdy robię choreografię to nie obsadzam siebie w roli – tłumaczy. – Moi uczniowie dają mi jednak mnóstwo satysfakcji, ponieważ zawsze się wzruszam, gdy to oni są oklaskiwani. Nie znaczy to też, że pozwalam sobie na luz. Codziennie ćwiczę i rozciągam się. W końcu w szkole muszę świecić przykładem – dodaje z uśmiechem.

I jak na przykładną panią profesor przystało Paulina na co dzień ubiera się skromnie i zawsze jest gładko uczesana. Ma zadbane, krótkie paznokcie, nie maluje się intensywnie i prawie nie nosi biżuterii. Na nasze spotkanie przyszła też 15 minut przed czasem. Wszystko zgodnie z zasadami wpojonymi przez szkołę. W ciągu nauki miała jednak chwilę słabości i prawie wpadała w anoreksję. – Gdy próbuję to teraz sobie przypomnieć, nie wiem jak to się stało – wspomina. – Jedna z koleżanek w klasie miała poważny problem, zrezygnowała ze szkoły z powodu choroby. My przy niej po prostu chyba jadłyśmy coraz mniej i nie odczuwałyśmy takiej potrzeby. Na szczęście nauczyciele i rodzice zareagowali na czas i zostałam podtuczona na wakacjach u mamy – mówi z uśmiechem.

 

Ból i poświecenie

Problem anoreksji wśród baletnic to nie rzadkość. Z założenia mają być lekkie, zwiewne i delikatne. Nauczyciele w szkole ważą uczniów i dokładnie śledzą ich wygląd. W niejedzeniu i liczeniu kalorii dzieci często wspólnie się napędzają. – W szkole dziewczyny zapadają na anoreksję i bulimię, ale zdarza się to coraz rzadziej – mówi Natalia. – Osoby, które często jeżdżą na konkursy i są obciążone psychicznie mają najczęściej taki problem. Ale nauczyciele rozmawiają z nami, możemy też iść do psychologa i sprawdzić czy wszystko jest w porządku – dodaje.

Szkoła kładzie nacisk na zdrowe odżywianie, a na stołówce serwuje pełnowartościowe obiady. – Oczywiście staramy się, żeby dobrze wyglądać i żeby partner mógł nas podnieść – uśmiecha się Zuzia. – Odmawiam sobie czekolady i unikam rzeczy które tuczą, ale generalnie dbam o zdrową dietę, żebym miała dużo energii na trudny dzień, pełen tańca – dodaje.

– Reklama –

spot_img

Te dziewczynki, które mają obniżoną odporność psychiczną Paulina stara się uczyć na swoich błędach i zarażać optymizmem. A jest w tym specjalistką, bo nie traci hartu ducha nawet po swoich przejściach zdrowotnych. Na swoim koncie ma problemy z łękotką, której przyśrodkowa część odpadła jej podczas pierwszych pięciu minut spektaklu „Koty”. Mimo bólu, dotańczyła swoją kwestię i dopiero po kilku minutach zeszła ukradkiem ze sceny. – Zdecydowanie balet jest kontuzyjny, ale po operacji i rehabilitacji tańczę nadal – mówi ze śmiechem. Już zawsze ta figura będzie kojarzyła jej się z bólem, ale gdy przedstawienie trwa, zapomina o przykrym doświadczeniu.

– Taniec daje radość, podczas wysiłku wytwarzają się endorfiny i nie ma nic piękniejszego jak oklaski po ciężkiej pracy. Dla oklasków warto żyć – mówi rozmarzona.

Podobne odczucia mają podopieczne Pauliny. – Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, że może tracę dzieciństwo chodząc do szkoły baletowej. Wręcz przeciwnie – mówi Zuzanna. – Choć nie mam przyjaciółek w klasie, jest między nami pewna rywalizacja, na każdym konkursie wysoka konkurencja i codziennie mam mnóstwo zajęć, bardzo kocham tańczyć. Sprawia mi ogromną radość bycie na scenie i pokazywanie tej piękej sztuki jaką jest balet. Łzy, ból i problemy odchodzą w zapomnienie. Kocham to i chcę móc się dalej rozwijać – zapewnia.

W siebie nie wątpi też Natalia, która długo zastanawiała się nad wyborem szkoły baletowej. Bała się zostawić przyjaciół i rozluźnić szkolne więzi. Postawiła na balet, nie zraziły jej nawet obwiązane plastrami palce i wizja zdeformowanych w przyszłości stóp. Nie żałuje decyzji, pracuje nad stresem i dobrze jej idzie ponieważ wywalczyła stypendium na szczecińskim konkursie „Złote pointy 2011”.

Daria Prochenka

Zdjęcia: Radosław Kurzaj / www.radekkurzaj.com
Podziękowania dla właścicieli kamienicy nr 2 przy ul. Księcia Bogusława X
Wejdź na www.magazynprestiz.com.pl i zobacz kulisy sesji

 

Konkurs Baletowy „ZŁOTE POINTY 2011”

Jest to jedyny konkurs w Polsce dla adeptów sztuki baletowej. Podczas niego odbywa się także konkurs o roczne stypendia artystyczne dla uczniów szkół baletowych w Polsce. Ubiega się o nie 10 uczniów.
Podczas tegorocznej imprezy oprócz absolwentów polskich szkół baletowych mieliśmy okazję zobaczyć absolwentów z: Pragi, Kijowa, czy Lwowa.

Na „Gali Gwiazd Baletu” i na „Koncercie Finałowym
Konkursu”, oprócz tegorocznych laureatów zaprezentowali się uczniowie Bytomskiej Szkoły Baletowej oraz laureaci poprzednich edycji.   Organizatorami są Fundacja Balet i Opera na Zamku, a współorganizatorzy to Centrum Edukacji Artystycznej i Bytomska Szkoła Baletowa. W tym roku obchodziliśmy podwójny jubileusz: XX lecia działalności szczecińskiej „Fundacji Balet” i X lecie
organizacji konkursów.
 
Bohaterki naszego tekstu: Natalia Rakowska i Zuzanna Kidziak z Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Warszawie na szczecińskim konkursie zdobyły stypendium.

FUNDACJA BALET
Działa już 20 lat. Jej celem jest rozwój baletu i innych sztuk scenicznych. Fundacja stara się
także, by w Szczecinie powstała szkoła baletowa stopnia podstawowego, średniego i wyższego.

BUDOWA SZKOŁY BALETOWEJ DOM SZTUKI OLEJARNIA

Każdy może wesprzeć inicjatywę budowy
DOMU SZTUKI Olejarnia, ul. Dębogórska 31-33 na potrzeby przyszłej szkoły baletowej wpłacajac darowiznę na Konto:
Raifeissen Bank Polska SA
87 1750 0012 0000 0000 1121 3968

PAULINA ANDRZEJEWSKA
Szczecinianka, tancerka, choreograf i pedagog.

Ukończyła Państwową Szkołę Baletową w Warszawie oraz Akademię Muzyczną o specjalności pedagogika baletu. Od 2003 uczy tańca współczesnego w Ogólnokształcącej Szkole Baletowej w Warszawie. Przez dwa lata była też pedagogiem tańca współczesnego w Ogólnokształcącej Szkole Baletowej w Łodzi.
Jako tancerka brała udział w:
• spektaklu Teatru Rampa „W 80 dni dookoła świata”
• operetce „Orfeusz w piekle”,
• programie tv „Gorączka złota”
• programie tv RTL7 „Gra w przeboje”
• musicalach Teatru Muzycznego Roma: „Grease”, „Koty”,
  „Taniec Wampirów” i jako asystent choreografa Dennisa
   Callahana
• przedstawieniu „Kwiaty we Włosach” oraz jako asystent
   choreografa Ryana Francois
• programie tv „Co nam w duszy gra”
• programie TVP1 „Jaka to melodia?”

Współtworzyła choreografię „Wieczór Baletowy” w Teatrze Wielkim w Łodzi oraz była autorem choreografii programu „Robert Rozmus Show”. Jest autorką choreografii do: „Upiór w Operze” i „Les Misérables” w Teatrze Muzycznym Roma oraz „Przygody pszczółki Mai” w Teatrze Lalki i Aktora w Lublinie.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

– Reklama –

clochee1000x100

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać