…Ach, jakie życie jest przewrotne, proszę Pani. To odwieczna walka dobra ze złem. Od małego. Pamiętam, dopóki się nie nauczyłem dobrze władać pięściami i kopać, to zawsze brałem w dupę.
A to – na podwieczorek nie wystarczyło dla mnie ciastka, a to kotlet zniknął z mojego talerza, rzadko bawiłem się zabawką, która była moją ulubioną. Aż pewnego dnia spuściłem łomot mojemu prześladowcy i się skończyło. To były dawne czasy. Dziś jest trochę inaczej, ale świat działa tak samo. Natura ludzka jest tak samo wybrakowana.
– Co to znaczy wybrakowana?- Zapytałam. Mój rozmówca wyglądał na bardzo porządnego faceta. Dobrze ubrany. Ogólny wygląd budził zaufanie. Miał ok. sześćdziesiątki. Widać było życiowe doświadczenie, ale nie była to bardzo zniszczona twarz.
– Kiedy Bóg stwarzał człowieka, to chyba musiał być po dobrym kielichu. No kto to słyszał dawać wolną wolę, a nie zabrać chytrości, zazdrości i zawiści. Przecież od razu było wiadomo, że grozi to wojnami, zabójstwami i innym ludobójstwem. To tak, jak w moim przedszkolu. Odżyłem dopiero, kiedy pokazałem, że jestem silniejszy i sprytniejszy. Skoro to pamiętam, a tyle lat już minęło to znaczy, że był to przełom w moim życiu. Taka zdobycz cywilizacji dla małego człowieka. Znalazłem maczugę i zrobiłem z niej użytek.
Wie Pani, czasem to sobie ucinam pogawędkę z tym moim Bogiem. Pytam go o różne trudne rzeczy. Dlaczego urodziłem się w takiej, a nie innej rodzinie, dlaczego mój ojciec pił i bił, dlaczego na mojej drodze postawił właśnie takich, a nie innych ludzi.
– I co panu odpowiedział?
– O, to nie była taka prosta odpowiedź. On zawsze tak wysoko stawia poprzeczkę, że aż mnie to wkurza. Odpowiedzi przychodziły ratami, w konkretnych sytuacjach. Okazywały się jednak genialne. Jak sobie składałem je do kupy – to nie wiem. Może to też Jego sprężynka. Kiedyś piłem, jak mój ojciec, bo przykład idzie z góry. Piłem i piłem, aż na pewnej libacji spotkałem chłopaka, takiego młodego gówniarza, który też ciągnął z gwinta w tym obdartym towarzystwie. I nagle, jakby mnie olśniło. Sam nie miałem dzieci. Nie będę pani opowiadać w szczegółach, ale żony też nigdy nie miałem. Nie wychodziło mi z kobietami. One są jeszcze bardziej pokręcone niż rozmowy z Bogiem. Więc sobie myślę, że może mógłbym pomóc temu chłopakowi. W końcu piję od lat, wiem czym to pachnie. Nie rzucałem, bo nie miałem motywacji. Nie zależało mi.
– A z skąd miał pan pieniądze na to picie?
– Ja jestem mistrzem stolarskim, jak chciało mi się pracować, to miałem pieniądze.
– Miał pan zajęcie, dlaczego więc alkohol?
– Jak już mówiłem, nie miałem rodziny, bo mi nie wyszło. Samotność trzeba było zagłuszyć. A charakter mam tak silny, że nie umiałem zapić się na śmierć. Pogadałem więc z tym chłopakiem, że go nauczę fachu. Spróbować nie zaszkodzi. Pomyślałem. Okazało się, że jego koleje losu też były nie ciekawe. Matka się puszczała, ojca nie znał. Szkołę ledwo skończył. Żadnej przyszłości nie widział. Poddał się. Wtedy na tej libacji stał się cud. I dostałem w jednej chwili wszystkie odpowiedzi na moje pytania. Gdybym wcześniej nie czuł się jak ten palec – sam na świecie, nie cierpiał, nie przeżył tego wszystkiego, co przeżyłem, nie umiałbym pomóc ani sobie, ani temu chłopakowi. Dziś jesteśmy jak ojciec i syn i żaden z nas nie pije, chyba że od święta.
– No, to co z tym Stwórcą? Może jednak nie zrobił błędu przy stwarzaniu świata i ludzi?
– Troszkę chyba jednak tak. Bo wielu nie ma takiego szczęścia jak ja i mój Piotrek.
– …ale każdy ma wybór. Pytanie tylko co wybierze, czy zechce chwycić podaną dłoń. Wolność jest pełna pułapek, ale otwiera wiele drzwi do szczęśliwych światów. Pan takie drzwi wtedy otworzył.
– no właśnie i wiem już jakim cudem. Po cichu, w głębi ducha bardzo pragnąłem, żeby zmieniło się moje życie. I niespodziewanie przyszedł ten moment, tak się stało. Może tylko wystarczy czegoś bardzo pragnąć i to się spełni. Musi to być coś dobrego, co nie wyrządzi krzywdy drugiemu człowiekowi. Jeśli tak to działa, to odkryłem wielką tajemnicę życia człowieka na ziemi. Bóg jest w nas. Słyszy każdy nasz żal, zna nasze pragnienia. Wystarczy tylko powiedzieć: proszę, pomórz mi, żeby się stało… Oto wielka tajemnica wiary, proszę Pani. A kluczem do tej wiary nie może być zachłanność, ale wrażliwość. Wcześniej człowiek musi wygrać swoją wewnętrzną walkę dobra ze złem. Doprowadzić do tego, żeby dobra było więcej. Na pewnym etapie naszej ziemskiej wędrówki, ten rachunek życiowych wyborów jest już bardzo widoczny. Niech pani to przemyśli.
Cytat z mojego przyjaciela Antosia Kujawy, telewizyjnego dźwiękowca, mistrza słów krotochwilnych:
Mężczyzna jest jak telefon komórkowy – albo pomyłka, albo zajęty, albo poza zasięgiem…
Do zobaczenia w kolejnej podróży…
Joanna Osińska









