Miłość do deski i sportów ekstremalnych miałam już od najmłodszych lat, kiedy jeździłam z rodzicami w góry na snowboard. Marzyło mi się aby zostać profesjonalna riderką snowboardu, ale wiadomo, że Szczecinowi, z którego pochodzę, bliżej do morza niż do gór – opowiada Justyna. – Później zafascynował mnie surfing, ale u nas w Polsce nie było raczej takiej opcji, i jedyne co mi zostało to kupowanie zeszytów do geografii z falą na okładce – wspomina ze śmiechem.
W życiu Justyny pojawił się jednak kitesurfing, sport pod względem warunków atmosferycznych aż tak niewymagający jak surfing.
– Było to dla mnie wielkie „WOW”, że jest taki sport wodny, który można uprawiać w Polsce, nawet przy bardzo małym wietrze – opowiada. – Dla mnie kitesurfing jest stylem życia. To tak jak ktoś nie może żyć bez porannej kawy, to ja nie mogę żyć bez kite’a! Myślę, że jest to sport jak najbardziej dla dziewczyn i zawsze staram się go promować wśród damskiej części globu.
W tym roku Justyna postanowiła zająć się kitem zawodowo i zaczęła startować w zawodach. – Z pomocą przyszła mi marka Nobile Kiteboarding, oferując mi sprzęt kiteowy, a firma Aero udostępniła mi deski – mówi Justyna. – W podskokach pojechałam na pierwszy przystanek Mistrzostw Świata w Maroku. Niestety dwa dni przed startem miałam poważny wypadek na wodzie i ponadrywałam więzadła i łąkotki w kolanie. O pływaniu mogłam zapomnieć na najbliższe miesiące, nie wspominając że ogólnie nie byłam w stanie chodzić. Bardzo to przeżyłam, ale dzięki wsparciu moich rodziców i sponsorów szybko się pozbierałam i jestem teraz w trakcie przygotowywania się do kolejnych zawodów.
Fotografia to druga z pasji Justyny. Przewrotnie to ona finalnie zadecydowała o zmianie adresu surferki. Wcześniej Justyna przymierzała się już do dłuższego wyjazdu, podążając za falą i wiatrem w cieplejsze rejony świata. Ostatecznie Szczecin zamieniła na Fuerteventurę.
– Kiedy zaczęłam zajmować się fotografią profesjonalnie i komercyjnie troszeczkę mnie to wypaliło. To był właśnie ten moment kiedy postanowiłam wyjechać z Polski. Potrzebowałam trochę czasu aby odetchnąć – wyznaje. – Fuerteventura jest takim miejscem gdzie zawsze coś się dzieje. W lecie mamy mocny wiatr, a w zimie cudowne fale do pływania na surfie. Zawsze podróżowałam sama. Na Cabo Verde miałam ekipę znajomych, jednak na Kanary zawitałam sama, nie znając nikogo na tym lądzie. Okazuje się że blondynka z deskami surfingowymi, w podróży często ma łatwiej niż jakby podróżowała z chłopakiem. Wszyscy chcą być wtedy pomocni – wspomina ze śmiechem. – Najważniejsze, że teraz wiem, że sama jestem w stanie sobie poradzić w każdej sytuacji – dodaje.
Z fotografii Justyna jednak nie zrezygnowała. Działa, ale mniej komercyjnie. Skupiła się na fotografii sportowej, a dokładnie wodnej, wplatając w nią niesamowitą i kolorową przyrodę Fuerteventury. Wyspy Kanaryjskie stały się jej domem.
– Jestem na etapie tworzenia domu daleko od domu, taki paradoks. Wracając do Szczecina czuje się niesamowicie wzruszona. Jest to miasto, które wywołuje we mnie wiele emocji i wspomnień. Jednak nie widzę już tam mojej teraźniejszości ani przyszłości – stwierdza. – Moim obecnym życiem jest krajobraz pustynny ze wzburzoną turkusową wodą, palmami i ucieczką przed zimą. Wcześniej myślałam, że mój dom jest tam gdzie jest dobra fala. Jest nawet takie powiedzenie wśród surferów: „Your home is where the wave is”. Ostatnio jakby przeszłam do kolejnego etapu w życiu gdzie oprócz tej fali szukam również stabilizacji. Po wielu przeprowadzkach i pomieszkiwaniu na walizkach w wielu miejscach jak: Boa Vista i Sal na Wyspach Zielonego Przylądka, Fuerteventura, Gran Canaria czy Lanzarote, stanęło w końcu na Fuercie. Myślę, że tu w końcu odnalazłam spokój i styl życia jakiego poszukiwałam.
Jak zatem wygląda zwykły dzień w idealnym miejscu do życia? –Poranek zaczynam od godzinnej sesji jogi na plaży. Rozciąganie jest bardzo potrzebne w takich sportach, szczególnie po kontuzji – wymienia Justyna. – Oczywiście jeśli jest ładna fala, biegnę od razu na spot, bo rano jest pusto, i wtedy najlepiej się pływa. Później lecę do pracy, bo może nie uwierzycie ale też pracuję – mówi ze śmiechem. – Zazwyczaj zabieram ze sobą od razu cały sprzęt do pływania kite i surf, i po pracy robię objazd po lokalnych spotach sprawdzając gdzie jest najlepszy warunek do pływania. Na jesień na Fuercie przestaje wiać i zaczyna się epoka surfingu. Na szczęście woda jest jeszcze ciepła i można pływać w krótkiej piance lub bikini. Zdarza mi się wychodzić z wody dopiero po zmroku jak jest już ciemno, więc maksymalnie korzystam z dnia. W weekendy, wieczorami spotykam się ze znajomymi w lokalnych barach, gdzie w kółko lecą filmy surfingowe, i mogę sobie pooglądać ile jeszcze mi brakuje do osiągnięcia pożądanego poziomu.







