- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

Elita non profit

Strona głównaElita non profit

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

Rotary, Lions, kawalerowie maltańscy – te nazwy przeciętnemu człowiekowi kojarzą się najczęściej z czymś tajemniczym i niedostępnym. A skoro coś jest nieznane, to pewnie podejrzane: „masoni”, „zakon”, „sekta” czy w najlżejszym wypadku „towarzystwo wzajemnej adoracji” – to dość częste sądy wygłaszane na temat ich działalności. Prawda jest zupełnie inna – organizacje te pomagają biednym, wspierają chorych i fundują stypendia. A że są elitarne i trudno się do nich dostać? To już zupełnie inna sprawa – opowiadają „Prestiżowi” szczecińscy członkowie tych organizacji.

 

Służba ponad własne interesy” to motto Rotary, a „We serve” – „Służymy” jest przesłaniem lionizmu. Jak dotąd już od stu lat udaje się go przestrzegać, a chętnych, którzy się mu poddają, nie brakuje. Rotary International na całym świecie zrzesza około 1,2 miliona członków w 170 krajach. Lions Club International to 45 tysięcy klubów działających w 202 krajach świata i ponad 1,3 miliona członków. Tylko w Szczecinie są cztery kluby Rotary i jeden młodzieżowy Rotaract. To w sumie około stu czynnie działających osób. Podobnie działają lionsi, którzy zrzeszeni są także w czterech klubach i gromadzą ponad 90 aktywnie działających osób: lekarzy, prawników, biznesmenów, wykładowców uczelni, czyli wszystkich tych, którzy swoim doświadczeniem, wiedzą i możliwościami mogą nieść pomoc potrzebującym. I faktycznie pomagają.

Praca zamiast pieniędzy

Cel obydwu organizacji jest podobny – pomóc potrzebującym. Szczecińscy rotarianie mają na koncie wiele akcji zbiórkowych. Udało im się np. kupić inkubator transportowy dla noworodków, zaszczepić przeciwko meningokokom wszystkie dzieci do 18. roku życia z Nowego Warpna, zbudować drewniane ogródki w przedszkolach, wysłać na stypendia zagraniczne lub do szkół zdolne dzieci z okolic Szczecina.

Ewa Kwiatkowska z klubu Rotary Szczecin Pomerania z przyjemnością wspomina dzień, gdy do siedziby klubu w Hotelu Radisson SAS zaproszono ponad sto niepełnosprawnych osób, wytypowanych wcześniej przez pielęgniarki środowiskowe. Otrzymały one nowe wózki inwalidzkie. – Szczęście na twarzach tych ludzi jest nie do opisania – mówi. – Część z nich nie wierzyła, że może je wziąć do domu, na zawsze i w dodatku za darmo – dodaje wzruszona.

To jednak tylko niektóre ich zasługi, tak zwane akcje specjalne. Na co dzień opiekują się wybranymi przez siebie placówkami i ośrodkami opieki, hospicjami czy domami dziecka. – Oczywiście nie sposób pomóc wszystkim. Niezbędna jest pewna selekcja – dodaje Leszek Zdawski z Rotary Szczecin. – Trudno zadecydować, kto w danym roku jest ważniejszy i ma bardziej „palący” problem, ale musimy niestety odmawiać pomocy niektórym osobom. Często jest tak, że od wielu lat wspieramy wybrane miejsca.

– Działalność rotarian to nie tylko miasto i region. Działamy także za granicą – dodaje Ewa Kwiatkowska – w różnych akcjach humanitarnych, fundując stypendia dla młodzieży, nauczycieli akademickich i osób chcących zająć się rozwiązywaniem konfliktów miedzynarodowych. Dla nich to przeznaczone są tzw. stypendia ambasadorskie, na których poznają tajniki pracy negocjatora.

„Lwie” serca

Szczecińskie „lwy” także mają na swoim koncie mnóstwo akcji. Dzięki zebranym funduszom sfinansowały m.in. budowę basenu rehabilitacyjnego w Policach, zakupiły samochód, asystor kaszlu i pulsoxymetr dla Zachodniopomorskiego Hospicjum dla Dzieci, łóżeczka dla Specjalistycznego Domu Dziecka „Tęczowy domek”, laparoskop z torem wizyjnym, wózki inwalidzkie.

– Reklama –

spot_img

– W naszym klubie o tym, komu pomagamy, decyduje aktualna sytuacja i okoliczności – wyjaśnia Elżbieta Karasiewicz, prezydent LC Rainbow Bridge. – Pomagaliśmy m.in. Zachodniopomorskiemu Hospicjum dla Dzieci, domom dziecka w Szczecinie i Stargardzie. Obecnie chcemy wesprzeć I Klinikę Pediatrii PAM.

Na przykład LC Magnolia ma pod swoją opieką rodzinny dom dziecka prowadzony przez Elżbietę i Tadeusza Peplińskich, natomiast panie z LC Jantar w pierwszych latach swojej działalności objęły swoją opieką uzdolnione dzieci z byłych PGR-ów na terenie gminy Stara Dąbrowa.

– Był to bardzo wzruszający projekt nazwany przez nas „Jasiu”, który swoją nazwę wziął od pierwszego chłopca, któremu pomogłyśmy – opowiada Donata Juszczak z LC Jantar. – Dzięki naszej opiece Jasiu zamieszkał w Szczecinie, my sfinansowałyśmy jego naukę i pobyt tutaj. Skończył technikum, później Akademię Morską. Obecnie jest oficerem Marynarki Wojennej. Mamy z nim kontakt do dziś.

Lionsi chętnie współpracują też z zagranicznymi klubami. LC Rainbow Bridge współpracuje z klubem z Bornholmu, który przekazuje nową odzież ze sklepów, wycofujących resztki bieżących kolekcji. Ubrania przekazywane są do domu dziecka w Stargardzie Szczecińskim i schroniska dla bezdomnych w Szczecinie prowadzonego przez Stowarzyszenie Sióstr im. Matki Teresy z Kalkuty.

– Z inicjatywy i z pomocą LC Magnolia powstaje w Książnicy Pomorskiej specjalna pracownia, wyposażona w nowoczesny sprzęt elektroniczny, umożliwiający korzystanie ze zbiorów bibliotecznych przez niewidome i słabowidzące dzieci i młodzież, a także dorosłych – mówi Ryszard Stoltmann, prezydent.

Gorsi i lepsi?

Do klubów nie można wstąpić ot tak, „z ulicy”. W Rotary trzeba mieć rekomendację członków. – Każda nowa osoba musi zostać polecona i zaproszona do klubu przez co najmniej dwóch członków – tłumaczy Leszek Zdawski z RC Szczecin. – Nie chcemy przypadkowych osób – mówi.

Kandydat powinien aktywnie udzielać się w klubie. – Jednak nie ma tu miejsca na załatwianie swoich biznesów. Działamy non profit, więc sprawy zawodowe zostawiamy za drzwiami – wyjaśnia Ewa Kwiatkowska. Wyjątek stanowi Rotaract, tzw. młodzieżówka Rotary. Można do niej wstąpić bez rekomendacji, ale odbywając trzymiesięczny okres próbny.

– Każdy, kto chce przyjść i pomagać, a nie ukończył jeszcze 30 lat, ma do tego prawo – mówi Wojciech Dominiak, prezydent szczecińskiego klubu Rotaract. – A w przyszłości jest szansa na to, by zostać zaproszonym przez „dorosłe” kluby – dodaje.

Podobnie jak w Rotary, do lionsów także nie można się zapisać.

– Reklama –

spot_img

– Zawsze musi być osoba wprowadzająca, a najlepiej dwie z naszego klubu, które mogą poręczyć za kandydata – mówi Joanna Cichecka, prezydent LC Police.

– Kandydat musi cieszyć się nieposzlakowaną opinią i zaufaniem swojego środowiska, powinien mieć także ustabilizowany status materialny i przede wszystkim chęć służenia innym – dodaje Ryszard Stoltmann z LC Magnolia.

Nieco inne zdanie ma na temat przyjmowania nowych członkiń Donata Juszczak Past Prezydent z LC Jantar i przewodnicząca strefy zachodniopomorskiej LC Polska.

– Nie jesteśmy hermetyczne. Dlatego każda pani, która chce pomóc innym, jest mile widziana – wyjaśnia. – Stosujemy zasadę przyjęcia przy pomocy osoby wprowadzającej. Ułatwia to jej i nam poznanie zasad działania klubu i roli nowej członkini. Oczywiście musi przejść okres próbny, podczas którego jest obserwowana przez inne członkinie. Jednak nie sprawdzamy zasobności portfela czy tytułów.

To właśnie różnice w doborze przyszłych członków są głównym powodem tego, że w Szczecinie działa aż pięć klubów Rotary i cztery Lions. Tutaj ważna uwaga – podobnie jest na całym świecie.

Z rotarian pierwszy był Rotary Club Szczecin. Tylko dla mężczyzn. Potem jeden z jego członków wystąpił z klubu i założył drugi klub – Rotary Szczecin Pomerania. – Jego założyciel chciał zaprosić do klubu obcokrajowców i kobiety, które nie miały racji bytu w naszym męskim Rotary Szczecin – wyjaśnia Leszek Zdawski. I dodaje: – To normalne zjawisko. Jeśli ktoś ma swój pomysł na funkcjonowanie klubu, to ma do tego prawo.

Potem powstały kolejne dwa kluby. Podobnie dobierają się członkowie Lions. Choć podział na kluby męskie i kobiece oficjalnie został już wiele lat temu zniesiony – w Szczecinie jest jeden klub kobiecy, jeden męski i dwa mieszane. Kluby ściśle ze sobą nie współpracują, ale też nie ma między nimi rywalizacji. To co ich łączy, to wspólne struktury międzynarodowe i regulamin, którego pilnie przestrzegają.

Kształtowanie społeczeństwa

Bycie członkiem Lions lub Rotary wiąże się z elitarnością i prestiżem. Ale często też z kompletnym niezrozumieniem i podejrzliwością otoczenia. Lionsi czy rotarianie spotykają się z różnymi określeniami, jak chociażby „towarzystwo wzajemnej adoracji”. – Gdybyśmy byli obojętnymi dla siebie ludźmi i nieznajomymi, na pewno nie udałoby nam się wspólnie zorganizować tylu zbiórek pieniędzy dla potrzebujących – mówi Leszek Zdawski. – W klubie nikt nikomu nie zagląda przez ramię, mamy do siebie zaufanie, bo się znamy. A jak komuś z nas dzieje się krzywda, logiczne jest to, że sobie pomagamy. Jesteśmy przyjaciółmi – dodaje.

Być może niesprawiedliwe opinie biorą się z częstych imprez, balów jakie urządzają wszystkie kluby. Tymczasem dla nich to jeden z głównych sposobów na pozyskiwanie funduszy.

– Co roku organizujemy bazar mikołajkowy, podczas którego sprzedajemy własne wyroby – wspomina Elżbieta Plucińska z RC Multinational. – Cały dochód przekazujemy zawsze na wcześniej wybrany cel. W poprzednim roku zrobiliśmy tę akcję na rynku Pogodno. Byliśmy niesamowicie zaskoczeni, że większa część kupców solidarnie z tego dnia oddała na nasz cel 10% swoich zysków. To była niespodzianka – mówi wzruszona. – Tym bardziej że przeznaczyliśmy je na nowe place zabaw dla dwóch szczecińskich przedszkoli – dodaje.

W tym roku na pewno powtórzą imprezę. Jednak pozyskiwanie pieniędzy na pomoc dla potrzebujących nie jest wcale takie proste. – Firmy z roku na rok dają coraz mniej pieniędzy i coraz trudniej jest pozyskać sponsorów – mówi Ewa Bieganowska z RC Center. – Dlatego staramy się co roku wymyślać nowe atrakcje i urozmaicać nasze imprezy – mówi.

Profity bez profitów

Hipokryzją byłoby jednak stwierdzenie, że bycie w Rotary czy Lions to tylko obowiązki. Nikt z członków klubów nie neguje walorów towarzyskich licznych spotkań.

– Na pewno poszerza się nasz krąg znajomych z różnych obszarów społecznych i zawodowych. Przebywanie z nimi to przyjemność czerpania z ich doświadczenia i wiedzy, z ich energii życiowej i pomysłów, dzięki którym zaszli czasami bardzo daleko – dodaje Ewa Kwiatkowska.

Kolejnym profitem jest to, że mogą jechać w jakiekolwiek miejsce na świecie i zawsze rotarianie przyjmą ich z otwartymi rękoma. – Pomagamy sobie także, jeśli to jest wymiana międzynarodowa. Dlatego oficjalnie na naszych stronach internetowych można znaleźć informacje, kiedy i gdzie się spotykamy. Jak ktoś ma ochotę do nas przyjechać, lub my do kogoś, droga jest otwarta – wyjaśnia Elżbieta Plucińska.

Wszyscy zgodnie twierdzą, że nie mają żadnych innych korzyści z bycia członkiem Rotary. Jednak ta nieosiągalność bycia członkiem powoduje cały czas pewną elitarność i tajemniczość. Dla wybranych na pewno jest to duży prestiż, że zostali wyróżnieni z tłumu i zaproszeni do grona rotarian. Tym bardziej jeśli kiedyś w sprawach zupełnie nie związanych z klubem uda im się załatwić rzecz niemożliwą tylko dzięki temu, że ktoś dostrzegł na ich ubraniu znaczek Rotary. A i takie rzeczy się zdarzały…

DARIA PROCHENKA, IZABELA MAGIERA-JARZEMBEK

– Reklama –

clochee1000x100

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać