Baryton, pochodzi ze Szczecina, choć na co dzień pracuje w Opera national de Paris.
– Szanuję Mahlera za głębię barw i kolorów. Za korelację poezji z muzyką i za brzmienia – mówi Michał. – Uwielbiam różnorodną muzykę, lubię grać charaktery dosyć mroczne, złe, takich typów spod ciemnej gwiazdy.
Początek jego kariery rozpoczął się od niezdanego egzaminu z fortepianu. – Oblałem go przez własna głupotę. Zamiast grać program, zacząłem improwizować. Wyrzucono mnie – wyznaje śpiewak. – Po roku zatęskniłem za muzyką.
Michał trafił do Poznania w ręce znakomitego śpiewaka Jerzego Mechlińskiego, który go wszystkiego nauczył. Zanim jednak początkujący artysta trafił na paryską scenę, śpiewał na ulicy La Rambla w Barcelonie. Stamtąd też trafił na konkurs, który odmienił jego życie. – Za swój dotychczasowy sukces uważam wygranie konkursu Francisco Viñasa w Barcelonie – kontynuuje. – Miałem tam nie jechać, bo czułem się nieprzygotowany, ale stwierdziłem, że odwiedzę siostrę i pojechałem.
Młodemu śpiewakowi udało się także zaśpiewać w La Scali, czyli w prawdziwej świątyni opery. – Śpiewanie to moja pasja. To świetna zabawa, za którą jeszcze mi płacą – dodaje na koniec Michał. – Dopóki nie traktuję muzyki jak pracy, mam w sobie chęć, żeby to robić, bo w końcu to nie jest zwykłe odgrywanie nut.







