Karolina „Koko” Rattray
Kreatywna żartownisia, z zapałem do pędzla, aparatu fotograficznego i Photoshopa; nie stroni od wiertarki. Ma bzika na punkcie punktualności. Artystycznie kształcona w Szczecinie, Poznaniu i Londynie. Od wielu lat wierzy, że ma 26 lat.
www.kokorattray.com
Tworzę… obrazki na potrzeby druku. Lubię rysować portrety, budynki i szybkie szkice zmęczonym pędzlem i czarnym tuszem.
Mój pierwszy rysunek przedstawiał… Mamę, Tatę i bałwana (a może to był lodziarz?) Muszę zapytać mamy…
Inspirują mnie… fajnie mi się rysuje brzydkich i obłudnych ludzi, bo nie muszę się im przypodobać. Inspirują mnie „brzydkie” rysunki i poczucie humoru w sztuce. Moim „guru” jest Grayson Perry – ten facet dobrze mówi!
Największe wyzwanie dla artysty to… poszukiwanie pracy – siedzi po przeciwnej stronie spektrum twórczości.
Gdzie tworzysz?
W domu, w Londynie. Mieszkam w wiktoriańskim szpitalu, gdzie nie straszy.
Stały dom czy przemieszczanie się?
Stały, ale chodzi nam po głowie przeprowadzka do Edynburga — mąż jest Szkotem.
Czy artysta ma narodowość, czy jest obywatelem świata/wszechświata?
Absolutnie ma narodowość! Kiedyś rysowałam ilustracje dla Muzeum Sherlocka Holmesa — kurator ciągle mnie odsyłał z kwitkiem: „zbyt wschodnioeuropejskie”. Kolega powiedział mi kiedyś: „Genów nie wydłubiesz.” Operujemy systemem kodów i symboli, które nabyliśmy w domu i w kraju. Mieszkając w innym państwie, uczę się codziennie nowych znaczeń.