Wróciłeś do Szczecina i co zobaczyłeś?
Pierwsze dwa elementy, które mnie uderzyły w Szczecinie to woda i zieleń. To jest wyjątkowe w skali Polski, a nawet w skali Europy, że w mieście jest tyle wody i zieleni, które wręcz przenikają miasto. Od zabudowanych osiedli płynnie przechodzą do okalającej je puszczy. Obserwując to z boku nasunęła mi się taka refleksja, że ludzka cywilizacja niekoniecznie jest czymś antagonistycznym do natury. W przypadku Szczecina uderza mnie piękno miasta i to, że miasto wyrasta z natury.
Masz niezłą listę miejsc, w których mieszkałeś.
Urodziłem się w Szczecinie, wychowałem w Barlinku. Liceum skończyłem w Gorzowie, studiowałem we Wrocławiu skąd wyjechałem do Warszawy. I zaledwie parę miesięcy temu po prawie 10 latach z niej się wyprowadziłem. Jestem w ciągłej podróży między Kopenhagą, Berlinem, Barlinkiem, Szczecinem, Warszawą i Krakowem. To pojawiło się naturalnie, parę miesięcy po tym jak mój chłopak wyjechał z powrotem do Danii stwierdziłem, że nie chcę samemu mieszkać w kawalerce, a rysować mogę przecież wszędzie.
Ale Warszawa pomogła Ci w karierze.
W tamtym czasie nie byłoby mojej kariery bez Warszawy. Nigdzie indziej nie było tak otwartej przestrzeni na spontaniczne działania. Tam mieści się też większość ilustrowanych wydawnictw. Żyjemy w kraju mocno scentralizowanym na wielu poziomach, także pod względem kultury. Jednak obecnie Warszawa jest już dobrze użyźniona. Pora zabrać się za inne miasta. Współpraca z Trafostacją, z Patrycją Tokarską i Maćkiem Gardiasem z Tokarni, z Westivalem zainspirowała mnie do nowych poszukiwań.
Co prawda rozczarowały Cię studia politologiczne, ale czy nadal obserwujesz nasze polskie społeczeństwo? Dużo się ostatnio dzieje, także w sferze obyczajowej, seksualnej… Temat Ci bliski.
Oczywiście. Zwłaszcza w świetle ostatnich wyborów. Interesuje mnie jednoczenie się w ramach konkretnych zagadnień życia społecznego, badanie uwarunkowań, jakie mamy ze względu na naszą historię, tego czym możemy dzielić się ze światem, a czego powinniśmy uczyć się od innych.
Interesują mnie kwestie służby zdrowia i obecna sytuacja górników. A już ogromnie interesują mnie grupy wykluczenia społecznego. Sam do nich należę, bo jako gej nie mam w naszym kraju równych praw z osobami heteroseksualnymi. To ciekawe, że mówisz o sferze seksualnej jako szczególnie mi bliskiej. Wydaje mi się, że jest to część życia bliska każdemu człowiekowi, nie tylko mężczyźnie będącemu w związku z innym mężczyzną…
Nie masz trudności z bycia sobą?
Nie. Mam trudność z zaakceptowaniem braku równości w prawach obywatelskich, z przemocą czy to fizyczną na ulicy, w domu, czy to psychiczną w szkole, lub miejscu pracy. Pochodzę ze światłej i kochającej rodziny, z którą jestem bardzo związany, ale niestety nie każdy ma to szczęście, by wychować się w domu gdzie czuć akceptację. Tym bardziej jestem dumny z osób, które wychodzą z tzw. szafy, podejmują wyzwanie, by żyć otwarcie, bez oszukiwania siebie ani ludzi wokół. To trudne, w naszym społeczeństwie wciąż dużo jest lęku przed tym co podważa stereotypowy obraz męskości. Sądzę, że z tego wynika silna homofobia i szowinizm.
Jak to rozumiesz?
Sądzę, że lęk przed byciem „niemęskim” wiąże się z dyskryminacją kobiet. Mamy do czynienia z pewnym paradoksem – kobiety są w Polsce lepiej wykształcone, ciężko pracują, a wciąż są gorzej opłacane, mają utrudnioną ścieżkę kariery, nie mówiąc o społecznych oczekiwaniach kultywowania tradycyjnych ról w związkach. Wielu mężczyzn wciąż nie potrafi odnaleźć się w świecie gdzie kobiety są niezależne, chcą spełniać się zawodowo i osobiście. Kobiety śmielej podejmują walkę ze stereotypami na swój temat. Sądzę, że wciąż niewielu mężczyzn ma odwagę by być mężczyzną na własnych warunkach, a nie pod dyktando odgórnych oczekiwań.
Wróćmy do pracy. W którym momencie Twoja pasja stała się Twoim zawodem?
To był proces. Od początku studiów dużo rysowałem, ale po przerwaniu nauki na uniwersytecie utrzymywałem się głównie z prac dorywczych, np. w hotelowym barze, na budowie, jako pomocnik ogrodnika, lub przy festiwalu filmów dokumentalnych. Ale prawie codziennie po pracy do późnych godzin rysowałem swoje bazgroły.
Pamiętasz swoje pierwsze zlecenie?
Tak w 2004r. To były trzy ilustracje do niszowego lajfstajlowego magazynu pt. Cafe Magazyn.
A to, które Cię zaskoczyło?
Telefon od braci Waglewskich. Natknęli się przypadkowo na moją wystawę i chcieli użyć fragmentu mojej pracy. Nie zgodziłem się, ale zaproponowałem, że zrobię dla nich całą oprawę graficzną. Efektem była płyta „Heavi metal”.
Dobry album i okładka.
Dzięki. Przed przygotowaniem ilustracji zabronili mi słuchać albumu. Podali mi kilka swoich pomysłów i na tej podstawie mogłem już robić, co chciałem.
Dostałeś zamówienie z Kancelarii Prezydenta RP. Prestiżowe zlecenie…
Mam chyba problem ze słowem „prestiż” (śmiech). Użyłaś go specjalnie?
Chyba nie (śmiech).
Jeśli rozpatrywać „prestiż” w kategoriach tego co ważne i wyjątkowe to zamówienie z Kancelarii takim właśnie było. Jego przedmiotem były ilustracje do kalendarza na rok 2013, a tematem Pałac Prezydencki – przepiękny budynek, który Para Prezydencka postanowiła z bliska przedstawić szerokiej publiczności. Dzięki temu zamówieniu miałem możliwość spędzenia wielu godzin spacerując po historycznych salach, fotografując wnętrza i szukając inspiracji jak ciekawie opowiedzieć o tych przestrzeniach.
Poznałeś prezydenta Komorowskiego?
Tak, zostałem mu przedstawiony podczas noworocznego spotkania z twórcami kultury. Było mi miło z powodu zaproszenia, ale w towarzystwie tylu zasłużonych osób czułem się trochę onieśmielony. W trakcie jednego z przemówień Pan Prezydent podkreślił wagę inwestowania w nową polską sztukę. Mówił o tym w kontekście Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, ale dało mi to poczucie, że zaproszenie do współpracy nad kalendarzem nie było przypadkiem, tylko wyrazem wizji wspierania młodych twórców.
Wracając płynnie do początku naszej rozmowy to w Trafostacji Sztuki wyszedłeś poza ilustrację. Stworzyłeś swoją graficzną mapę Szczecina dodając do niej instalację z roślin rosnących w okolicach miasta.
Pokazałem wizję miasta, którym Szczecin może być w przyszłości, aspekty, które mnie w nim inspirują, ale też te, które są trudnym elementem życia codziennego. Z tego co zaobserwowałem goście Trafo dyskutowali nie tylko o kolorach jakich użyłem w ilustracjach, ale też o kondycji miejsca w którym żyją, ich prywatnych historiach, marzeniach i obawach związanych z przyszłością Szczecina. Jestem bardzo zadowolony z tego efektu.
Dziękuję za rozmowę.









