Choć córki są już dorosłe nadal utrzymują intensywny kontakt z matkami. Bo więź między nimi jest silniejsza i trwalsza niż z przyjaciółkami. Patrząc na ich wyjątkowe relacje nieprawdziwe staje się stwierdzenie, że „córeczka jest tylko tatusia”. Ich historie pokazują że relacja na linii matka – córka jest wyjątkowa – tak jak męska przyjaźń. O wychowaniu, wspólnych wakacjach i trudnych decyzjach szczerze opowiedziały nam trzy rodziny. U nich Dzień Matki i Dzień Dziecka jest cały rok.
EWA SAWKA
Nie jestem nadgorliwą mamą i traktuję moją córkę po partnersku. Liczę się z jej opinią, a ona z moją. Nigdy nie narzucam jej swoich racji, wolę coś zasygnalizować i dać jej to do przemyślenia. Dobrze się rozumiemy i sądzę, że Karolina darzy mnie dużym zaufaniem. Mamy wspólne pasje, które dodatkowo budują bliskość między nami. Zainteresowanie jeździectwem wynika z tego, że cała nasza rodzina kocha zwierzęta i córka w naturalny sposób zaczęła jeździć konno. Razem lepiłyśmy w glinie, ale ja w pewnym momencie przestałam i Karolina sama rozwijała tę pasję. Nie jestem zaślepiona na punkcie moich dzieci, nie osaczam ich, ale też nie było takiej sytuacji, że Karolina uciekała od naszego towarzystwa. Wręcz przeciwnie, spędzaliśmy ze sobą dość dużo czasu, także na wspólnych wyjazdach.
Karolina ma silną osobowość i cieszę się z tego. Zaznacza swoje zdanie i nie boi się wyrażać opinii. Nie przechodziła gwałtownego odejścia od domu, nie przypominam sobie też momentu buntu. Wynika to pewnie z mojego charakteru, staram się zawsze wszystko zrozumieć i chyba dobrze się ze mną rozmawia. Jedyne kryzysy jakie następowały między nami zdarzały się w liceum, gdy nastał czas osiemnastek. Imprezy klasowe odbywały się czasem trzy razy w tygodniu, więc musiałyśmy wypracować pewne kompromisy. Teraz, gdy mieszka i studiuje w Warszawie, bardzo tęsknię za nią, ale wiem, że dziecko musi odciąć pępowinę. Nie można z tym walczyć. Mam świadomość, że dzieci mają swoje życie i nie chcę się im narzucać. Mają robić coś dla siebie, a my jako rodzice możemy obserwować i cieszyć się, że jest im dobrze.
KAROLINA SAWKA
Nie pamiętam, żeby mama pracowała, zawsze była blisko dla mnie i dla brata. Wychowała nas. Wszystkie ważniejsze rozmowy i moje problemy zawsze rozwiązywałam z mamą, która była dla mnie w 100%. Wiem, że poświęciła dla nas cały swój czas, dlatego teraz, gdy studiuję w Warszawie nadal mam z mamą świetny kontakt i bardzo silną więź. Dzwonimy do siebie prawie codziennie. Mama jest dla mnie także przyjaciółką. Rozmawiam z nią o rzeczach, których nie poruszam z rówieśniczkami. Mam pewność, że mama jest osobą, która najlepiej mi pomoże, rozsądnie wszystko wytłumaczy. Poza tym mam do niej zaufanie w prywatnych sprawach. Zawsze pomoże podjąć najlepszą decyzję.
Naszą wspólną pasją są konie. Jeździmy też często na różne wyjazdy, odbyłyśmy we dwie kurs witrażu i lepienia z gliny. Dzięki temu spędzamy ze sobą dużo czasu i mamy swoje babskie sprawy. Nikt nikomu nic nie narzucał. Witraże to był pomysł mamy, ja bardzo chciałam lepić w glinie. O wyborze studiów także zdecydowałam sama. Rodzice nie ingerowali w mój wybór, ani w ścieżkę mojej przyszłej kariery. Gdybym poprosiła ich o jakąkolwiek pomoc czy podpowiedź na pewno by to zrobili, ale nie byli napastliwi. Nie pamiętam też momentu buntu. Dziwiłam się, czasami, że inne dzieci nie szanują swoich rodziców. Ja zawsze miałam do nich dużo szacunku. Na pewno wywinęłam im jakiś numer, ale nie robiłam tego świadomie. Nie chciałam im wyrządzić celowo przykrości. To zapewne były dziecięce głupoty. Takie rzeczy się zdarzają.
Elżbieta Wiśniewska
Asia zawsze była bardzo grzeczna, zdyscyplinowana i nie stwarzała mi żadnych problemów. Brzmi to niewiarygodnie, ale to prawda. W szkole wysoka średnia, większość egzaminów perfekcyjnie zdana. Śmiało mogę powiedzieć, że miałam idealne dziecko. Wiedziałam też, że jest odpowiedzialna i zawsze mogłam na nią liczyć. Teraz jest taka sama i jestem z niej bardzo dumna. Ponieważ jestem stomatologiem proponowałam jej ten kierunek, ale nie narzucałam. Moim zdaniem jej osobowość idealne pasuje do zawodu lekarza. W pracy jest odpowiedzialna, obowiązkowa i dąży do perfekcji. Pamiętam, że Asia myślała o dziennikarstwie, ale moim zdaniem ma za mało przebojowy charakter. Jest podobna do mnie. Obydwie nie przeceniamy swoich umiejętności i jesteśmy bardzo wrażliwe. Zawsze chętnie pomagamy innym. Cenimy też krytykę, ale tylko słuszną. Ona nas mobilizuje.
Ogólnie mam świetny kontakt z moimi dwiema córkami. Bywają miedzy nami spory wynikające z różnicy zdań i poglądów. Nie ma u nas jednak gniewu. Nie jesteśmy bezkrytyczne ale wiemy, że zgoda buduje.
Często jadamy wspólne sobotnie lub niedzielne obiady, ale nie jest to obowiązek dla nikogo – szanujemy swoje wybory. Oczywiście z ogromną przyjemnością w wolnym czasie zajmuję się wnuczką, ale Asia ma dużo taktu i nigdy nie narzuca mi żadnych obowiązków. Zawsze zapyta, czy mogę zająć się Alicją, czy mam czas i ochotę. To dziewczyna o wysokiej kulturze osobistej.
Gdy Joanna była na stażu zaraziła się moją miłością do brydża. Teraz z powodu spraw zawodowych i wychowania małego dziecka, brakuje jej czasu na grę. Ale znajdujemy czas na wspólne zakupy. Relaksujemy się chodząc po sklepach. Uważam też, że córka ma świetny gust, bardzo dobrze ubiera siebie i moja wnuczkę. Czasem też jeździmy razem na rowerze i lubimy wypady nad morze, ale ponieważ ma już swoją rodzinę, nie mamy tego wspólnego czasu aż tak wiele.
Joanna Serewa
Moja więź z mamą jest bardzo silna, chociaż ja trochę się przeciwko temu buntuję. Rady mamy początkowo uznaję za zbędne, twierdząc, że nie ma racji, a potem w głowie pojawia się myśl, że może to jednak ja się mylę? Na wielu płaszczyznach jesteśmy do siebie podobne, ale nie identyczne. Należymy do innego pokolenia i mamy inne spojrzenie na niektóre sprawy, ale ponieważ to mama mnie wychowała, na część rzeczy patrzę podobnie. Obydwie też jesteśmy silne i wrażliwe. Poza tym pracujemy w jednym gabinecie stomatologicznym, więc mamy wiele wspólnych tematów. Często po pracy konsultujemy się, zdarza się to nawet przy obiedzie rodzinnym. Nie lubi tego moja siostra, która ma zupełnie inne pasje i godzinne rozmowy o stomatologii jej nie interesują. Gdy byłam nastolatką nie chciałam być stomatologiem. Nie byłam też dzieckiem, które spędza wolny czas z mamą w gabinecie i wie wszystko o tym zawodzie. Mama oczywiście podpowiadała ten kierunek studiów i zawsze twierdziła, że to dobry, choć trudny i odpowiedzialny zawód. Ale nigdy nie narzucała.
Żałuję, że kiedyś, gdy byłam mała a mama chciała zabrać mnie na lekcje gry na pianinie uparłam się i nie poszłam. Wpadałam w histerię i koniec. Mama oczywiście nie zmuszała mnie, tak jak ze wszystkim. Nauka w tamtym czasie pewnie przyszłaby mi dużo łatwiej niż gdybym teraz zaczęła się uczyć. Zainteresowałam się za to, oczywiście dzięki mamie, grą w brydża. Nauczyłam się grać na stażu po studiach i wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że mama tak genialnie gra. Choć nie mam teraz czasu, by ćwiczyć i spotykać się ze znajomymi wiem, że kiedyś do tego wrócę. To niełatwa gra, która zmusza do myślenia i wymaga skupienia. Teraz mama radzi sobie świetnie grając w brydża na portalach internetowych. Dzięki temu jest na czasie z obsługą komputera i ma motywację do nauki języków obcych – przydają się do gry przy międzynarodowych wirtualnych stolikach. Podoba mi się w niej to, że wie czego chce i konsekwentnie do tego dąży. Wiem, że zawsze będzie „moją mamą” na której mogę polegać, i której nigdy nie będę musiała matkować. Jest silną, inteligentną kobietą, która ma w sobie życiową mądrość i dużo rozsądku. Ponieważ mam małą córkę staram się wychowywać ją w poczuciu miłości i wyjątkowości, podobnie jak robiła to moja mama, dlatego wciąż powtarzam Alicji że jest mądra i często ją chwalę.
LILIANA BOGACKA
Zawsze chciałam mieć córki. Mąż oczywiście liczył na to, że będziemy mieli choć jednego syna, ale okazało się inaczej i był w domu osaczony przez trzy kobiety. Dzięki temu, że mam dwie wspaniałe córki, mam z nimi bardzo bliski kontakt. Mąż dużo pracował i ja byłam odpowiedzialna za ich wychowanie. Woziłam na zajęcia pozalekcyjne, uczyłam jeździć na nartach, prowadzałam na tenisa, jeździłyśmy konno i na łyżwach. Zaszczepiłam w nich sport. Dzisiaj z racji obowiązków robimy razem mniej rzeczy, ale kontakt i więź absolutnie się nie zerwała. Chodzimy czasami na wspólne zakupy, wyjeżdżamy też na wakacje.
Moja starsza córka Daria jest bardzo do mnie podobna. Tak jak ja jest energiczna i kontaktowa. Dagmara to cały mój mąż. Jest bardzo rozsądna, poukładana i ambitna. Potwierdzają to nawet jej znajomi ze studiów doktoranckich. Mogę na niej polegać, jak na Zawiszy. Dziewczyny podzieliły się obowiązkami w firmie i pomagają mojemu mężowi. Gdy wyjeżdżamy jesteśmy spokojni, wiemy że wszystko załatwią i poradzą sobie bez problemu. Myślałam kiedyś, że Dagmara pójdzie na psychologię, ponieważ zawsze umiała doradzić wszystkim wkoło, na uczelni była grupową, brała udział we wszystkich klasowych komisjach i konkursach. Zdecydowała się jednak na ekonomię, aby pomóc w firmie. Daria po maturze zdecydowała się na wyjazd na studia do Anglii. Choć mąż najpierw był przeciwny, ja zgodziłam się od razu. Wiedziałam, że jest na tyle rozsądna, że świetnie sobie poradzi i przy okazji nauczy odpowiedzialnego życia. Nie byliśmy wtedy w Unii Europejskiej, więc wszystkie procedury były bardziej skomplikowane. Cieszę się, że tam była ponieważ nie ma teraz żadnej bariery językowej i ma inny kontakt z ludźmi. Nauczyła się oszczędności, tam pracowała, uczyła się i chłonęła inny świat. Jestem bardzo dumna z córek, zawsze mogę na nie liczyć.
DAGMARA BOGACKA-ISKRA
Nie ma chyba porównywalnej więzi jak matka i córka. Cały czas jesteśmy w kontakcie, dzwonimy do siebie codziennie. Choć mamy już swoje rodziny, wiemy zawsze co się dzieje w naszym rodzinnym domu. Mama jest niekiedy z nami tak blisko jak koleżanka, doradzi w najtrudniejszych sprawach i była zawsze pierwszą osobą do której zgłaszałam się aby w domu przeforsować jakiś temat. Ceniłam zawsze to, że nie wymuszała na nas pewnych rzeczy tylko tłumaczyła siłą argumentów. Jestem jej także niezmiernie wdzięczna za to, że wszechstronnie mnie ukierunkowała. Dzięki niej nauczyłam się grać w tenisa, jeździć konno, na nartach, łyżwach, czy pływać. Mama zawsze miała zamiłowanie do sportów i my z Darią dzięki niej też potrafimy się w tym wszystkim odnaleźć. Oczywiście nie zawsze było tak, że ochoczo biegłyśmy zimą na basen. Ale zawsze nam potrafiła spokojnie wytłumaczyć, że warto.
Gdy wybierałam kierunek studiów, mama sugerowała mi psychologię. Uszanowała jednak moje odmienne zdanie i wiem, że teraz docenia to co robię i wie, że dobrze dla siebie wybrałam. Na studiach miałam elementy zarządzania, finanse, bankowość. Dzięki temu pomagając tacie w firmie mam opanowaną teorię i praktykę.
Ogólnie bardzo dobrze wspominam swoje dzieciństwo. Śmieję się często z tego, że nikt nie wycałował mnie tak jak mama, nawet mój mąż. Chciałabym kiedyś też mieć córkę, bo wiem że to szczególna więź. Mojej mamie czasami więcej mówię niż mężowi. Wiem, że zawsze mnie zrozumie.
DARIA BOGACKA-ADAMUS
Nie wyobrażam sobie dnia bez mamy. Zaczynam z nią dzień i kończę. Gdy gdzieś wyjeżdża muszę całkowicie zmienić swój harmonogram i przystosować się do innego funkcjonowania. Wie o wszystkim co się u mnie dzieje, a nasze kontakty są bardzo intensywne. Jednak nie traktuję mamy jak koleżanki, mam do niej całkowicie inny szacunek. Nasz kontakt nasilił się w momencie kiedy urodziły się moje dzieci. Nie pouczała mnie jednak i nie zrzędziła, nie wchodziła też z butami w moje życie, tylko wysłuchiwała i pozwalała zawsze robić to co podpowiadał mi mój rozsądek. Nie analizowałam do tej pory naszych relacji. Zawsze po prostu czułam, że jest blisko mnie i mogę na niej polegać. Chętnie też zgodziłyśmy się na tę sesję, bo ona trafia w sedno. Idealnie charakteryzuje naszą rodzinę. Trzymamy się blisko i jesteśmy razem bez względu na wszystko. Mimo tego, że w święta nie zawsze siedzimy przy wspólnym stole, bo ja mam już swoją rodzinę. Odbieram to tak, że u nas w domu codziennie jest święto, każdy dzień jest ważny.
Moja mama jest bardzo pozytywną i wesołą osobą. Jestem do niej bardzo podobna. Roztaczamy taką samą energię. Choć nigdy nie starałam się do niej upodobnić, pewnie to stało się automatycznie, ponieważ wpajała mi przez lata pewne zasady. Nie ma też między nami tematów tabu. Mama zawsze wpajała w nas rozsądek i dawała nam możliwość wyboru. Wiem, dzięki niej, że każda moja decyzja ma jakieś swoje konsekwencje. Tłumaczyła nam że musimy zrozumieć co jest dla nas dobre. Tak było z nauką języków, ze sportem. Jeśli uważałyśmy inaczej, nie było w domu żadnego przymusu. Nauczona jestem też tego, żeby zawsze mówić prawdę i to samo staram się wpajać moim dzieciom.
Od momentu gdy moi synowie są trochę więksi spędzamy razem wakacje. Ale też nie przesadzamy z wizytami co weekend. Rodzice mają już swoje sprawy, a my z mężem spotykamy się z naszymi znajomymi. Zachowana jest w tych kontaktach równowaga. Czasami trochę żałuję, że nie mam córki, bo na pewno moja więź z synami będzie inna. Ale postaram się ich wychować jak najlepiej dla przyszłej synowej. Oczywiście przy wsparciu mojej mamy, ponieważ łapię się na tym, że robię rzeczy dokładnie tak samo jak ona kiedyś robiła.









