Co? Czytanie książek jest nudne? Oburza się każdy rodzic, kiedy jego dziecko tak właśnie stawia sprawę. Dlaczego tak wielu z nas nie lubi czytać? – Czasy się zmieniły, dziś lubimy bardziej oglądać, bo tak jest szybciej. Jeśli już bierzemy książkę do ręki, to jest to głównie kryminał lub harlekin z miłosnymi, zwłaszcza pikantnymi szczegółami.
Rozmowa zaczynała się rozkręcać. W przedziale same panie od 40 po ok. 60 lat.
– Co w tym złego, że „z momentami” ? Zapytała najmłodsza. -Absolutnie nie powiedziałam, że to niestosowne. Przeciwnie. Jako najstarsza tutaj z pań, powiem otwarcie. Takie książki dały mi namiastkę miłości, której nigdy nie zaznałam. Książki rozbudzają wyobraźnie, pozwalają marzyć i spełniać te marzenia przynajmniej w myśli. Książka, to subtelna rozrywka, nawet jeśli traktuje o niewyobrażalnych bezeceństwach. Podążając za bohaterem możemy zawędrować do piekła, ale za to jaka to może być fascynująca, pouczająca i pełna emocji podróż. Książki kształtują naszą wrażliwość, uczą, pokazują świat, który zbudowany jest z dobra i zła. Niełatwo czasem je odróżnić i można dać się nabrać, a cena za błędy bywa wysoka. Prawiła z rozwagą starsza pani. – Wcześniej padło pytanie, dlaczego dzieci, a potem dorośli nie chcą czytać? Do książek, jak do życia trzeba rozbudzić namiętność. Jeśli matka i ojciec nie czytają, nie mają książek w domu, za to są telewizor, kilka komputerów, to dziecko szybko przejmuje rodzinne nawyki. Chcę jednak podkreślić, że nie mam nic przeciwko współczesnym elektronicznym narzędziom. Są znakiem czasu i dzieciaki muszą je opanować. Ale chcemy przecież, żeby córka czy syn wyrośli na ludzi, a nie tylko maszyny w ludzkiej skórze, które wkrótce nieprzytomnie będą walić w biurową klawiaturę i marnować się w bezdusznych korporacjach. Dajmy im też inny świat, ich własnej wyobraźni, który pozwoli złapać oddech, przypomni o wartościach, o rodzicach, księżniczkach i 7 górach za lasami. Diabelnie to w dorosłym życiu pomaga. Jeśli mamy już dzieci, to postawmy na półce np.” Baśnie Andersena” i czytajmy do snu maluchom. W tych opowieściach jest prawdziwe życie jedynie z elementami niemożliwego. Jest okrucieństwo i miłość, prawda i kłamstwo, dobro i zło, zdrada i honor. Tylko czytać i się uczyć. Łatwe. – Nie muszę mieć książki w ręku, żeby czytać. Dziś są już, jak pani powiedziała elektroniczne zabawki, w które można wczytać dziesiątki książek. Cała biblioteka w malutkim komputerze. Odezwała się 40 – latka. – Najważniejsze, żeby czytać. Taka metoda jest dobra. Istnieje jednak zasadnicza różnica. Odpaliła grzecznie starsza pani. Za chwilę miało nastąpić trzęsienie ziemi w tym przedziale. Seniorka okazała się bardzo niekonwencjonalną mistrzynią argumentów.
– Jak powiedziałam wcześniej, z książkami jest jak z namiętnością, którą trzeba rozbudzić. Użyję więc, jak sądzę stosownego przykładu dla porównania elektronicznego plastiku (wgranej biblioteki) z żywą materią czyli książką. Woli pani ujmować w rękę prawdziwe walory swojego mężczyzny, czy może przedkłada nad to sztuczny wibrator? Zaległa cisza. Nawet ja zdębiałam, choć w duchu nie mogłam powstrzymać się od śmiechu – jaką to puentą może skończyć się dyskusja o czytelnictwie. Jak się jednak okazało – nie jedyną. Po kilku sekundach młodsza pani odzyskała oddech. – Mam na półce nie tylko Baśnie Andersena, na biurku elektroniczną bibliotekę, w szufladzie wibrator i w sypialni mojego mężczyznę i proszę mi wierzyć – wszystko czytam bardzo dokładnie i z nieukrywaną przyjemnością. – A to się pochwala. Ucieszyła się Starsza. Mam tylko nadzieje, że nie czyta pani jedynie w sypialni, bo to, byłoby nudne…
Do zobaczenia w następnej podróży…







