- Reklama -
spot_img

Kaloryfer

Musisz przeczytać

- Reklama-
spot_img

 

Wiosna nadeszła! Pora to niezwykle radosna. Do życia budzi się otaczająca nas przyroda, ale budzą się też ludzkie zmysły, troszeczkę uśpione podczas wyjątkowo srogiej tegorocznej zimy.

Zresztą jak się mają nie budzić, kiedy to w pierwszych promieniach marcowego słońca po ulicach spacerują wiosenne kobiety pozbawione wielu niepotrzebnych zimowych rzeczy, takich jak: futra, płaszcze czy czapki. Dzięki temu my, mężczyźni możemy podziwiać te piękne nogi, wzrok sycić odkrytymi pępkami i tęsknie wodzić za falującymi biodrami spacerujących pań. Aż żyć się chce. Niestety ten lekki negliż to także dla wielu pora refleksji. Bo lustro może i trochę przekłamuje (czytaj: nienaturalnie poszerza) ale już niedopinający się pasek do spodni beznamiętnie wskazuje na nadmiar tłuszczyku. I zaczyna się nadludzka walka z żywiołem zwanym nadwagą. Dni do czasu wakacyjnych wyjazdów odliczamy z coraz większym niepokojem. Jaki rodzaj broni wybrać, jaką taktykę przyjąć w tej straszliwej batalii, aby osiągnąć zwycięstwo? Dieta białkowa czy węglowodanowa? Jeść makaron czy tylko mięso? A może dwa miesiące żywić się tylko owocami z Południa? Co wybrać, aby już w  długi weekend majowy chwalić się „kaloryferem” w miejscu aktualnych fałdek na brzuchu? W  ruch poszły kolorowe magazyny, internet i  dobre rady koleżanek i kolegów. Każdy doradza co innego, zwariować można. I jeszcze ten straszliwy efekt jo-jo, którym straszą niczym czarownicą w  bajkach dla najmłodszych. A przecież jest na to i inny sposób. Może nie taki rozreklamowany jak różnego rodzaju diety czy tabletki, ale o  wiele zdrowszy. SPORT. Rowery, bieganie, nordic walking i wiele innych. A  może fitness lub siłownia. Wskakujemy na bieżnię w najbliższym klubie i  już po kilku minutach wiemy, że raczej jesteśmy sprinterami, bo licznik pokazuje, że przebiegliśmy 200 metrów, a  nogi jak z waty, dalej biec się nie da. Podobnie na treningowym rowerku, na który wsiadamy pełni zapału, a  w myślach kołaczą nam wspomnienia Wyścigu Pokoju. Na początku jesteśmy jeszcze Szurkowskim, Szozdą czy Mytnikiem, potem już tylko marzymy o  doścignięciu autobusu z napisem „Koniec wyścigu”. Ale nie poddajemy się. Kilka wizyt i ze sprinterów stajemy się średniodystansowcami, a  na rowerku przyjeżdżamy na metę już w  środku peletonu. Trening czyni mistrza. Czujemy, że chudniemy. Waga nie kłamie, a  i samopoczucie coraz lepsze. I tak dzień po dniu. Kiedy znudzi nam się bieganie „na sucho”, a klub fitness zamienić chcemy na salę czy ścieżki rowerowe, wybrać możemy dyscyplinę najbardziej odpowiadającą naszym upodobaniom. A wybór mamy ogromny: godzina gry w squasha pomoże spalić 800 kalorii, lubisz pływać – biegnij na basen i spal 550 kalorii, a jak jeszcze zwołasz kilku chętnych i zagracie w waterpolo, masz szansę pozbyć się 680 kalorii przez godzinę. Jak już masz tylu znajomych, że udało wam się rozegrać mecz w basenie, zabierz ich na halę do pobliskiej podstawówki i zagrajcie w siatkówkę (strata 200 kalorii), koszykówkę (500 kalorii) czy piłkę ręczną, przy której spalicie aż 800 kalorii przez godzinę. Wolisz spędzić czas na świeżym powietrzu? Jeśli zdecydujesz, że będziesz biegać, spalisz 550 kalorii. Tyle samo stracisz, grając w  tenisa, 600 kalorii pozwoli zgubić jazda na rolkach czy na rowerze. Nie chcesz uprawiać sportu – kup psa. Godzinny spacer z pupilem i już zrzucamy 200 kalorii. Ruszaj się jak najwięcej, a  unikniesz konieczności wyboru kolejnej diety i już podczas najbliższych wakacji z dumą wyprężysz tors na plaży w Międzyzdrojach, a na widok „kaloryfera” na twoim brzuchu przechodzące kobiety cmokać będą z podziwu. A przecież o to właśnie chodzi.

 

Krzysztof Bobala

Krzysztof Bobala
Współwłaściciel agencji reklamowej „BONO”, organizator turnieju Pekao Open, wielki miłośnik tenisa i innych sportów rakietowych

 

- Reklama -
spot_img

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
spot_img

Musisz przeczytać