Singiel na gotowanie nie ma czasu. Dla jednej osoby nie warto się męczyć , dlatego z reguły je byle jak i byle co. Jeśli już wejdzie do kuchni, to po to by otworzyć puszkę pulpetów albo zalać wrzątkiem zupkę kuksu. W oficjalnych rozmowach to singiel je tylko sushi, uwielbia kuchnię tajską i trufle. Ale na co dzień, w swojej samotności miesza makaron świderki z sosem – gotowcem i pyta się kto to wszystko zje?
Swoją drogą, wciąż zastanawia mnie ta różnica między singlem, a kawalerem, czy panną (nawet starą). Sądzę ,że polega ona właśnie na różnicy w menu. Dawni kawalerowie jedli bigos i kaszankę, a dzisiejsi single tylko frutti di mare i pasta awokado. Ale do rzeczy, czyli samotnego stołu z jednym nakryciem. Większość kulinarnych przepisów podaje proporcje składników na obiad dla trzyosobowej rodziny plus niespodziewana wizyta teściowej, a tymczasem Ty zastanawiasz się ile kurczaków trzeba kupić na dwa talerze rosołu? Martwi cię otwarty słoik z oliwkami, no bo prędzej pokryje je pleśń, niż dasz im wszystkim radę. A zresztą, co mi tam gotować jeśli i tak NIKT tego nie doceni!
Gorąco będę Was namawiać drodzy Czytelnicy, do radykalnej zmiany takiego podejścia do zagadnienia, które jest jednym z ważniejszych aspektów naszej codzienności. Już dawno mądrzy dowiedli, że Kuchnia, obok seksu, sztuki i polityki jest podstawową siłą napędzającą rozwój naszej Cywilizacji. A że w pojedynczym okresie naszego życia, zaniedbujemy ją przez lenistwo, to grzech czynimy podwójny! Właśnie na przekór nagminnemu brakowi czasu, zmęczeniu i nawałowi innych spraw, powinniśmy zadbać o luksus naszego samotnego stołu.
Fakt, że nikt nas nie obserwuje, nie powinien prowokować do spiesznego połykania kolacji z laptopem na kolanach. Podczas przygotowywania sobie posiłku także można odpocząć. Wyzwolić kreatywność i wyobraźnię. Rozwijać poczucie estetyki i dobrego smaku, w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Internet aż roi się od samotnych blogerów opisujących swoje kuchenne zmagania i podających wymyślne przepisy dla jednego, a poranne programy telewizyjne też nie pozostają w tyle, że o Waszym ulubionym miesięczniku nie wspomnę…
Na początek przypomnę rozwiązanie dotyczące jednego z podstawowych problemów gotującego singla: ilość! Idealnym sposobem są dostępne we wszystkich rozmiarach szczelne pojemniki na żywność. Przy zakupie nie ma co oszczędzać, a te droższe okażą się również praktyczniejsze. Gdy zdarzy ci się zrobić większe zakupy, podziel je na mniejsze porcje i zamroź.
Większość produktów nadaje się do mrożenia i w tym procesie traci niewiele składników odżywczych. Dotyczy to również większości przygotowanych dań. Sam trzymam w zamrażalniku „dyżurne” zupy na jeszcze cięższe czasy, a i jakiś kotlecik też się znajdzie. Gdy gotuję rosół zawsze część zamrażam by mieć podstawę na kolejną zupę (pomidorową, ogórkową, krupnik), a także bazę na sosy do mięsa.
Pamiętajcie tylko, żeby nie zamrażać ziemniaków w zupie, bo wychodzi to nieciekawie. Najdoskonalszym sposobem pozbycia się syndromu kulinarnego singlostwa jest jednak… zaproszenie na kolację Przyjaciół. O tym jednak następnym razem, a dziś proponuję ogarnąć się nieco w kuchni, tupnąć nogą i krzyknąć: „Wszyscy myślą tylko o sobie, więc ja pomyślę o mnie!”
Proponuję zacząć od jutrzejszego śniadania i niech będzie to omlet:
potrzebne nam będą 3 jajka, łyżka wody, 5 dag parmezanu, natka pietruszki, sól, pieprz, łyżeczka oliwy, łyżeczka masła i… coś z miliona rzeczy, które do omletu dodajemy. Tu pole do popisu dla naszej wyobraźni. Mogą to być końcówki szparagów, krewetki, brokuły, pomidorki koktajlowe, parówka, klocki lego… nie, klocki chyba nie? Jak przygotować to cudo? Jaja ubijamy z wodą, startym parmezanem, natką i doprawiamy przyprawami. Na rozgrzanej patelni na średnim ogniu smażymy omlet pod koniec smażenia dodając to co dodać chcemy, lub to co możemy, bo nic innego w lodówce nie ma.
I na koniec najważniejsze: nie czytamy przy jedzeniu! No, chyba, że powyższy tekst. Smacznego
Szymon Kaczmarek







