Książka „Wieczór nad rzeką zdarzeń” współpracującego z Prestiżem Rafała Podrazy napisana jest w formie wywiadu-rzeki i stanowi wciągający dokument, w którym można znaleźć i sensacje z życia gwiazd, ale i liczne zdjęcia, rękopisy tekstów piosenek bohatera książki. – Janusza Kondratowicza poznałem w 1997 roku. Przyjechał do Legnicy na Festiwal im. Anny Jantar, który organizowałem. Przywiózł mi, jeśli mogę tak powiedzieć, w formie „prezentu” Halinę Frąckowiak, która była gwiazdą wieczoru, a na której honorarium nie było mnie wówczas stać – opowiada Rafał Podraza. – Darzyłem go ogromnym szacunkiem, chciałem, żeby nauczył mnie pisać teksty piosenek. Tak zaczęła się nasza znajomość, której efektem jest książka, szczera do bólu.
Autor „Tyle słońca w całym mieście”, „Powrócisz tu”, czy „Zaopiekuj się mną” opowiada w niej o piosenkach, ale także przedstawia fakty z życia gwiazd, z którymi się przyjaźnił i pracował, fakty niekiedy zaskakujące… – Na samym początku ustaliliśmy, że książka ma być szczera i prawdziwa – wyjaśnia autor. – I tak wielu rzeczy w niej nie opublikowałem, gdyż uznałem, że byłyby zbyt ostre. Postanowiliśmy obalić mity, które narosły wokół niektórych osób i sytuacji. Czytelnicy dowiedzą się więc jak naprawdę wyglądały, dalekie od ideału, relacje Anny Jantar z jej mężem Jarosławem Kukulskim, albo, dlaczego Krzysztof Klenczon został wyrzucony z Czerwonych Gitar.
„Wieczór nad rzeką zdarzeń” wyjaśnia również genezę powstania wielu znanych piosenek. Kondratowicz pisząc teksty bardzo często przemycał do nich fragmenty swojego życia. – Pamiętam, że byłem zszokowany, kiedy wyjaśnił mi genezę tekstu do piosenki „Powrócisz tu”. Pisał ten tekst mając w pamięci, to co widział podczas Powstania Warszawskiego, to co widział jako czteroletni chłopiec z okna swego domu. Natomiast „Zielone wzgórza nad Soliną” to nic innego jak jego reminiscencje z Bieszczad, w których bardzo lubił odpoczywać.
Był perfekcjonistą. Zanim oddał tekst kompozytorowi, musiał być on dopieszczony w każdym calu. Nie lubił gdy wykonawca ingerował w treść piosenki, każda zmiana musiała być uzasadniona. – Wyjątek stanowiła Anna Jantar, którą bardzo lubił – dodaje Podraza. – Jantar czuła poezję, co jest rzadkością wśród wykonawców, którzy najczęściej tylko odśpiewują tekst, nie zagłębiają się w niego.
Janusz Kondratowicz był z pewnością szarą eminencją polskiej piosenki. – Jego jeden telefon załatwiał nagranie płyty, występ w telewizji czy w radiu. W latach 80. kreował gwiazdy, rządził opolskim festiwalem – tłumaczy autor książki. – Z drugiej strony nie pchał się przed flesze, ani nie przepadał za wywiadami. Miał w sobie bardzo dużo pokory.
Trudno współcześnie znaleźć takich autorów jak on. Dzisiaj nie zwraca się na metaforykę czy poetyckość tekstów. – Autorzy: Osiecka, Kofta, Młynarski, Kondratowicz to już niestety historia. I to jest smutne, nie ma – póki, co – następców – stwierdza Rafał Podraza. – Ludzie już nie zwracają uwagi na tekst. Jak to niedawno powiedziała „wybitna” polska piosenkarka, której już na szczęście nie ma na rynku: „Napisanie tekstu piosenki to jest pikuś”. Efekt: teksty są bez tekstu, muzyka bez muzyki, a wykonawcy bez osobowości i głosu.
Niestety, książka nie została ukończona. Kondratowicz zmarł niespodziewanie. – Nasze spotkania trwały przez cały luty 2014 roku. Wpadałem do niego codziennie – wspomina autor. – Wielu wątków nie przegadaliśmy.
Książka o Kondratowiczu odczytywana może być różnie. – Jeśli ktoś szuka ploteczek i sensacji to je znajdzie, jeśli ktoś szuka opowieści o polskiej piosence i o tym jak wyglądało życie poza estradą to też to znajdzie. Dla wielu czytelników to odkrycie człowieka, którego nie znali, a który stał za tymi wszystkimi piosenkami, które nucą kolejne pokolenia Polaków.







