Dzisiaj kilka słów o wodzie. I to nie o akwenach wokół Szczecina, który przecież nad wodą leży, a wielu rodaków jest nawet święcie przekonana, że nad samym morzem. Dzisiaj o wodzie w zupełnie innym stanie skupienia – o śniegu. Marzec i kwiecień to prawdziwe ostatki korzystania z wody w tej właśnie postaci przed nadejściem kolejnej zimy. Okazja ku temu trochę prywatna. Ot taki krótki, marcowy wyjazd narciarski do austriackiego Flachau (swoją drogą, niezła nazwa). Nie będę tutaj pisał z kim byłem, gdzie kwaterowaliśmy i co piliśmy apres ski. Nie będę się też chwalił ilością przejechanych kilometrów z deskami na nogach. Nie wspomnę też nic o pogodzie, chociaż aż mnie korci, taka była dobra. Chciałbym po tym wyjeździe (zresztą jak po każdym w minionych latach) po prostu zadać jedno zasadnicze pytanie – Jak to jest, że u nich można, a u nas nie? U nich to nie znaczy tylko w Austrii. U nich to także we Włoszech, Francji, Szwajcarii. Ba, to nawet na Słowacji czy w Czechach, żeby tylko skupić się na Europie. Dlaczego muszę jechać tysiąc kilometrów i dawać zarabiać austriackim czy włoskim hotelarzom i restauratorom? Dlaczego dzięki moim karnetom i opłacie klimatycznej bogacą się te zagraniczne gminy? Dlaczego nie mogę wraz z wielotysięczną rzeszą miłośników zimowego szaleństwa zostawiać tych pieniędzy w Polsce? Bo natura, zieleń, lasy i puszcze. Bo parki narodowe, nawiedzeni ekolodzy i politycy z zielonego ruchu. Bo to przecież nieprawdopodobne zagrożenie dla żyjących u nas zwierzątek. A przecież my Polacy to wybrany naród. Nasze zajączki, susły i sarenki w niczym nie ustępują tym austriackim, czy włoskim, a nawet je przewyższają. I właśnie dlatego musimy ich bronić. Żeby przypadkiem nie zakłócić świętego spokoju jakiejś kozicy czy wiewiórki. Pewnie wszystkie te zwierzątka w narciarskich kurortach za granicą cierpią na poważne nerwice i są pod stałą opieką psychologów. Nie to, co te, żyjące w naszych Tatrach czy Sudetach. I dlatego w każdej mniejszej czy większej wiosce w austriackich Alpach znaleźć można z dziesięć wyciągów kanapowych (i to na minimum sześć osób), nowoczesnych, szybkich i nierzadko z podgrzewanymi siedzeniami, a w Polsce jeszcze niedawno wszystkie serwisy telewizyjne robiły transmisje „live” z otwarcia nowego wyciągu kanapowego w jednym z najbardziej znanych zimowych kurortów – Szklarskiej Porębie. I fajnie. I wspaniale. Szkoda jednak, że to jedyna „kanapa” w popularnej Szklarskiej. I dlatego, już dzisiaj planujemy kolejny wypad narciarski w Austrii za rok. Ktoś chętny?






