Wyobraźcie sobie, że na 5 minut przed spektaklem teatr okazuje się być nieczynny! Albo nagle potrzebne jest 500 pułapek na myszy. To niektóre przygody organizatorów Kontrapunktu, który co roku w kwietniu niepodzielnie rządzi w Szczecinie.
Cztery busy, wypełnione po szyby teatromanami podjechały pod teatr Volksbuehne. Za chwilę miał się zacząć kolejny spektakl w ramach berlińskiego dnia Kontrapunktu. Wydawało się, że aby skonsumować kolejne festiwalowe przeżycia, wystarczy tylko przekroczyć progi teatru. Niestety, to akurat nie było możliwe. – Madziu, dlaczego drzwi są zamknięte?! – zapytała wściekła Anna Garlicka, dyrektor festiwalu.
– Okazało się, że scena, na której komisja artystyczna Kontrapunktu widziała ten konkretny spektakl, w czasie przeglądu była w remoncie – mówi adresat pytania, Magda Gardas, specjalista ds. marketingu „Pleciugi”, współgospodarza przeglądu. – Spektakl miał się z powodów technicznych odbyć w innym miejscu, kilka kilometrów dalej.
Do jego rozpoczęcia pozostało pięć minut, a kontrapunktowe busy zdążyły już odjechać. Bez szczecińskich widzów i organizatorów festiwalu spektakl nie mógł się rozpocząć. Berlińscy gospodarze byli wściekli. Aby rozluźnić atmosferę wśród zniecierpliwionych, niemieckich teatromanów, zaczęli rozdawać darmowe drinki.
Myszy w teatrze
Największą plagę kontrapunktowych niepowodzeń i anegdot przyniósł kwiecień 2010 roku. Z powodu żałoby po katastrofie smoleńskiej odwołano pierwszą edycję Małego Kontrapunktu. – Wielu rodziców było mocno zawiedzionych. Dzwoniono do nas z żalem, pytając: „dlaczego dzieci karać za tę katastrofę?!” – mówi Martyna Głowacka, rzecznik festiwalu.
Feralny kwiecień 2010 to także chmura wulkaniczna nad Europą. Jednak, o dziwo, odwołane loty były problemem nie tylko dla przybywających na festiwal z daleka artystów. – Zabrakło nam bukietów do wręczania po spektaklach, bo większość kwiatów sprowadzana jest do Polski właśnie drogą lotniczą z Holandii – mówi Iwona Zys, kierownik administracyjno -gospodarczy „Pleciugi”.
Organizatorzy Kontrapunktu muszą się zmagać nie tyle z gwiazdorstwem, co z koniecznością zaspokajania artystycznych potrzeb uczestników. Tak było w przypadku towarzyszącej festiwalowi wystawy prac scenograficznych Jana Banuchy. – Artysta chciał swoje prace zawiesić na ścianie za pomocą łapek na myszy – wspomina Anna Garlicka.- Musieliśmy zapewnić 500 sztuk łapek, co nie było takie proste, bo okazuje się, że w całym województwie jest ich ledwie kilkadziesiąt sztuk. Szukaliśmy w dawnych GS-ach, sprawa się rozniosła. W końcu zadzwonili do nas nawet z zakładu dezynsekcji i deratyzacji z ofertą, że oni nam te myszy za darmo wyłapią.
Kontrapunkt po niemiecku
Bywały też chwile groteskowe. Podczas jednej z edycji o godzinie 22 do Pleciugi zadzwonili strażnicy portowi. – Znaleźli w okolicy Łasztowni dwóch przerażonych Niemców, którzy nie potrafili nic powiedzieć po polsku oprócz jednego słowa: „Kontrapunkt” – wspomina Iwona Zys. – Okazało się, że to artyści jednej z festiwalowych grup zabłądzili.
– Kontrapunkt jest tak wielką imprezą, że zawsze musi zdarzyć się jakiś organizacyjny problem – przyznaje Martyna Głowacka, dodaje jednak: – Ale festiwal nic na tym nie traci. Co roku toczą się zażarte negocjacje między biurem obsługi widzów, a widzami, którzy najchętniej zarezerwowaliby bilety z rocznym wyprzedzeniem. Gdybyśmy na to pozwolili, już przed tegoroczną edycją zabrakłoby karnetów na przyszły rok.
Przegląd Teatrów Małych Form Kontrapunkt
To jeden z najstarszych festiwali teatralnych w Polsce. Po raz pierwszy odbył się w 1966 roku, jako Szczeciński Przegląd Teatralny. Od sześciu edycji częścią Kontrapunktu jest Dzień Berliński, w ramach którego widzowie festiwalu mogą zapoznać się z najważniejszymi scenami stolicy Niemiec. Od dwóch lat przegląd otwiera się także na najmłodszych, a to za sprawą spektakli dla dzieci w ramach Małego Kontrapunktu. Tegoroczną nowością przeglądu będzie klub festiwalowy w namiocie, postawionym obok Piwnicy Kany. XLVII edycja Kontrapunktu odbędzie się między 16, a 22 kwietnia b.r. i w jej ramach będzie można obejrzeć łącznie 26 spektakli z Polski, Niemiec, Austrii, Francji i Holandii, zarówno na scenach szczecińskich teatrów, jak i w hali opery czy w plenerze Parku Kasprowicza.







