Kilku mieszkańców podszczecińskich Warzymic sfotografowało tęczę, która pojawiła się pewnego wieczoru nad tą miejscowością. Ale na zdjęciach jednego z nich ukazały się jakieś tajemnicze obiekty na niebie. Wniosek więc nasunął się prosty – ani chybi, to UFO! To kolejny sygnał o wizycie „obcych” w okolicach stolicy Pomorza Zachodniego. Wcześniej takie informacje docierały od kilku znajomych dziewczyn ze szczecińskich agencji towarzyskich. Mówiły, że wizyty takich zielonych, z czółkami u nich w pracy, to nic nowego. Ale solidni klienci, bez dziwnych wymagań i zostawiają sute napiwki. A ich wygląd oraz kolor w ogóle dziewczynom nie przeszkadza. I jak same twierdziły kilku innych ich klientów np. pewnych polskich polityków wyglądało dużo dziwniej. I dużo dziwniej się zachowywało.
W 2004 roku przy zachodnim falochronie w Świnoujściu odkryto wrak XIX-wiecznego żaglowca. Potwierdziły to teraz badania nurków i podwodny robot. To 40-metrowy, drewniany wrak, który prawdopodobnie został specjalnie zatopiony podczas wojny francusko-pruskiej. W świnoujskich wodach co chwila pojawia się jakieś znalezisko. Według „przecieków” zachodniopomorscy naukowcy mają dowody na istnienie w nich także potwora z Loch Ness, który przeniósł się do nas znudzony zbytnim zainteresowaniem turystów w Szkocji, żółtej łodzi podwodnej (wiadomo czyjej) oraz Jożina z Bażin (na gościnnych występach).
– To była rekordowa frekwencja – liczba zwiedzających w trakcie tegorocznej Europejskiej Nocy Muzeów w Szczecinie sięgnęła prawie 55 tysięcy osób. To o 10 tysięcy więcej niż w zeszłym roku. Według optymistów, to wynik lepszych i ciekawszych propozycji przygotowanych przez szczecińskie muzea. Według pesymistów po prostu w telewizjach, wtedy, nie było nic ciekawego.
Jeżeli ktoś zobaczy jakichś osobników biegających po ulicach Szczecina z kartką i długopisem w dłoni za lokalnymi cyklistami, którzy umykają na ich widok wymachując nerwowo pompkami i miotając bidonami, to niech nie reaguje nerwowo. To nie jest jakaś nagonka na rowerzystów. Po prostu w mieście trwa ich liczenie. Na taki pomysł wpadło stowarzyszenie Rowerowy Szczecin. Dzięki temu ma być im łatwiej walczyć z urzędnikami o budowę nowych ścieżek w mieście oraz inne ułatwienia dla cyklistów. Drugim etapem akcji ma być wyłapywanie rowerzystów i wszczepianie im pod skórę specjalnego czipa. Żeby było wiadomo gdzie jest i co robi oraz czy czasem nie przyszła mu do głowy zmiana środka lokomocji.
Lokalni artyści prymitywni, czyli po prostu graficiarze mają poważny kłopot. Jest szansa, że ich bazgroły (nie wszystkich oczywiście, bo niektóre malunki są naprawdę udane i robią wrażenie). Oto w ręce pracowników szczecińskiego Zarządu Budynków i Lokali Komunalnych wpadł specjalny preparat, który pozwala usunąć grafitti ze ścian budynków. Pierwsze próby okazały się bardzo udane. Kolejne w planach. I w ten sposób niejeden lokalny Nikifor pojemnika ze sprayem straci pole, tzn. ścianę do swych popisów, wpadnie w depresję i niemoc twórczą, albo nawet sobie ucho przytnie. Nie pierwszy to raz kiedy świat nie docenił artystów. A talent został brutalnie zamordowany przez urzędniczą machinę. Ale jak pisał poeta:” i cóż, że to życie g…warte. Eviva l’arte!”.







