Po największej imprezie lata, czyli The Tall Ship Races zostały już tylko wspomnienia i … dyskusja o frekwencji, którą sprowokowały szacunki policji i magistratu mówiące o… 2,7 mln osób.
Porównajmy: 50 tys. osób dziennie pojawia się na wielkim festiwalu Heineken Opener, który odbywa się na lotnisku w Gdyni. 60 tys. osób wzięło udział w Bitwie pod Grunwaldem, a 175 tys. w koncercie Rolling Stones na Glastonbury, najsłynniejszym festiwalu Europy (festiwal zajmuje 3,6 km kw.). Tyle samo żołnierzy wzięło udział w największym desancie świata, czyli lądowaniu w Normandii. Na 500 tys. osób szacuje się zarowno Woodstock w Kostrzynie jak i ten pierwszy, legendarny amerykański festiwal. 1 mln osób bierze udział w karnawale w Rio, a 1,1 mln osób liczyła załoga Gwiazdy Śmierci, stacji bojowej Imperium. No to w wizjach przebiliśmy już samego George‘ a Lucasa!
Niezależnie jednak od tego jaka była frekwencja – trzeba przyznać – impreza była wielka. Czemu zatem takim małym oddźwiękiem odbiła się ogólnopolskich mediach? Poza anteną TVP – skromnie wypadliśmy. Niestety, przegraliśmy nie tylko z Woodstockiem, ale Powstaniem Warszawskim, pielgrzymką do Częstochowy, wypoczynkiem na Zalewem Zegrzyńskim czy ładną pogodną w Lublinie. Zatem podpowiadamy: sami organizatorzy zbytnio o obecność nie zabiegali. Przynajmniej tak to wyglądało – od kuchni. I jeszcze mała ciekawostka zza medialnych kulis: transmisję koncertu Gali Eski jaki można było zobaczyć w TVP realizowała ekipa… TVN.
Finał TTSR to także mnóstwo bankietów. Firmy organizowały je na pokładach największych żaglowców. W cenie był Dar Młodzieży i Mir – ustawione w samym sercu Wałów Chrobrego, a także Kruzensztern – choć schowany na Łasztowni to jednak największy. Bankiety były podobne do siebie, ale cieszyły się powodzeniem – chociażby z racji wyszynku i szybkiego dostępu do toalety. Choć niektórzy, tzw. „stali bywalcy“ pod koniec regat byli już nieco znużeni. Stąd podpowiadamy wszelkim firmom na przyszłość – najlepiej robić bankiet w pierwszym dniu imprezy, kiedy wszyscy oficjele mają jeszcze siłę. A potem w trzecim, wtedy też już mają siłę.
Nie ustaje aktywność polskich kibiców. Najpierw ramach meczu przyjaźni kibice Legii na dwie doby zawładnęli Szczecinem. Sprzątali miasto, pomagali starszym, a na koniec odnowili Deptak Bogusława. Ci sami kibice trzy tygodnie później pomogli władzom Łomianek w organizacji tamtejszego meczu. Swoją akcję zorganizowali także kibice Ruchu Chorzów. Na gdyńskiej plaży stawiali dzieciom babki z piasku, podawali napoje spragnionym, ratowali tonących, a na końcu odparli wściekły atak tysięcy meksykańskich bandytów. I jak tu nie chwalić naszych decydentów – zarówno krajowych, jak i pomniejszych – że nieustannie ładują kasę w piłkę nożną. Idealną współpracę psuje tylko tępa i nachalna policja, która nie rozumie potrzeby kibiców w niesieniu pomocy społeczeństwu. Jest wyjście: likwidacja obecnej policji i przekazanie jej uprawnień klubom kibica. Od razu byłoby w Polsce spokojniej. I milej.
A już nieco poważniej, choć nie do końca – to trzeba przyznać kibicom, że mają doskonałe służby dezinformacyjne. Przy okazji każdej zadymy w mediach pojawiają się wątpliwości – kto zaczął bójkę, kto sprowokował, że winna jest policja itd. Tak było przy okazji rozróby na Deptaku Bogusława, tak samo przy okazji walk na gdyńskiej plaży. Jeden fakt jest tylko niezmienny – regularnie „prowokowane“ są akurat grupy kibiców, a nie np. górników czy filatelistów. Takie fatalne zbiegi okoliczności.







