Jeśli nie wiesz o istnieniu Teatru Broadway, to dlatego, że jest unikatowy – nie posiada własnej sceny i częściej niż w Szczecinie, występuje na wyjeździe.
– Taki był mój zamysł, kiedy organizowałam teatr 12 lat temu – mówi Małgorzata Obłój, właścicielka, wokalistka, reżyser i choreograf w jednej osobie. – Koncepcja była starannie przemyślana, od repertuaru, formy artystycznej, jak również formy ekonomicznej, która jest bardzo złożonym przedsięwzięciem finansowym.
Stworzyłam całą strukturę od początku, bez dofinansowania z zewnątrz, bo nie lubię „żebraniny” w żadnej formie.
Zorganizowanie teatru od podstaw, to niełatwe zadanie dla jednej osoby. – Musiałam znaleźć trzydziestu młodych, zdolnych artystów i przeszkolić ich w zakresie techniki wokalnej, tanecznej i aktorskiej, stworzyć scenariusz, reżyserię, choreagrafię – wylicza artystka. – Trzeba było także zaprojektować kostiumy i światła na scenie, zapewnić zespołowi profesjonalny sprzęt nagłośnieniowy, salę prób, i na końcu jeszcze sprzedawać spektakle.
Lizę Minelli biorę od zaraz
Do dzisiaj istnieje 30-osobowa formuła zespołu, czyli 10-ciu mężczyzn i 20 pań w wieku od 20 do 30 lat, z których kilka jest w zespole już od ośmiu lat.
Czy „trzydziestka” to górna granica wieku dla artysty musicalowego, który musi zarówno śpiewać jak i tańczyć na scenie? – Gdyby jutro na casting wpadła do mnie Liza Minelli lub Tina Turner, to zatrudnię je bez patrzenia w metrykę – uśmiecha się pani Małgosia. – A z doświadczenia wiem, że tancerka kończy karierę wtedy, gdy nie daje rady kondycyjnie na scenie. Znałam artystki, które dobiegały pięćdziesiątki, ale wyglądały świetnie i występowały – dodaje.
Połowa zespołu Teatru Broadway to wokaliści, a druga połowa tancerze. Choć specyfika musicalu jest taka, że wszyscy muszą być sprawni pod względem wokalnym, tanecznym a także aktorskim.
– Nasze spektakle charakteryzują się eklektyczną formą, czyli zawierają utwory jazzowe, rockowe i muzyki pop – opowiada twórczyni Broadwayu. – Ta praca wymaga wysokich umiejętności wokalnych i tanecznych. Wykorzystujemy techniki tańca współczesnego, klasycznego, modern jazzu. Potrzebna jest znakomita kondycja, którą można osiągnąć podczas regularnych prób i ćwiczeń.
Często takim próbom przed spektaklem, podobnie jak ciężkim treningom sportowców, towarzyszą krew, pot i łzy.
– Nauka jednej piosenki, z ustawieniem całej sceny dla baletu, chóru i solistów trwa trzy albo cztery miesiące – tłumaczy pani Małgosia. – To nie skręcanie długopisów, że ja pokażę, a zespół się nauczy. To długi proces i olbrzymia praca zespołowa, wymagająca ciągłego udoskonalenia danego utworu.
Kto tańczy w teatrze Małgorzaty Obłój?
– Wykształcenie artystów jest ważne, bo ułatwia mi bardzo pracę nad spektaklem, a artystom pozwala zrozumieć teatr – mówi właścicielka. – Ale to nie jedyne kryterium naboru. Wokaliści to absolwenci lub studenci wydziału wokalno – aktorskiego lub wydziału klasyki, jazzu. Jako tancerzy zatrudniam absolwentów szkół baletowych, jak również tańczących po kilkanaście lat w zespołach tańca współczesnego.
Teatr Broadway ma również utalentowanych amatorów. Muszą oni mieć talent, inteligencję, pasję, odpowiedni charakter, zdrowie, pozytywne myślenie, poczucie humoru, ambicje i dobry gust. Nie ważne jak wyglądają, ile mają lat, czy są grubi czy chudzi, niscy czy wysocy. Ważne jest, co z tym zrobią na scenie, czy uczynią z tego walor. – Teatr jest jak życie, musi w nim być wszystko – dodaje filozoficznie artystka.
Czy profesjonalny taniec, wykonywany często w zawrotnym tempie to kontuzjogenne zajęcie? – Samo życie jest szkodliwe i kontuzjogenne – żartuje artystka. – Występy na scenie, zwłaszcza taniec, to zajęcie dla inteligentnych ludzi, którzy umiejętnie rozkładają siły podczas prób i spektakli. Zawsze powtarzam młodym artystom – nie liczy się ilość, lecz jakość pracy.
Nawet piętnaście przebiórek
Sam spektakl trwa ponad dwie i pół godziny. Bierze w niej udział 30 osób i… 250 kostiumów. Artyści przebierają się pomiędzy utworami nawet 15 razy, mając na to często nie więcej niż dwie minuty. A trzeba wiedzieć, że stroje – jak choćby suknie ślubne – są jak najbardziej prawdziwe i niełatwe do przyodziania.
Przez 12 lat Teatr Brodway wystawił już ponad 500 gal, wszystkie w języku oryginalnym, czyli angielskim. Repertuar spektakli jest stale modyfikowany, w zależności od potrzeb odbiorców. Ale niezmiennie pozostają w nim utwory z „Kabaretu”, „Moulin Rouge”, „West Side Story”, znane songi filmowe wykonywane niegdyś przez Franka Sinatrę, czy słynna Deszczowa Piosenka, którą rozsławił Gene Kelly. Teatr występował również w Szwecji i Niemczech.
O teatrze, jako rodzaju sztuki mówi się, że w ostatnich latach przechodzi kryzys z powodu mniejszego zainteresowania publiczności. Czy dotyczy to też teatru musicalowego?
– Nie wiem czy to kryzys. Po prostu na całym świecie sztuka została zdominowana przez plastik – koncerty z playbacku, obrazy z komputera, jeansy z poliestru i aktorzy z reklamy. Ja preferuję koncerty na żywo, obrazy Degasa (francuski malarz Edward Degas – przyp. red.), jeansy z bawełny i Tadeusza Łomnickiego w ”Ja Feuerbach”, a nie aktora z reklamy. Jest jeszcze kilka milionów ludzi, którzy lubią to co ja. Lubią jazz, lubią dobre malarstwo i oni przychodzą posłuchać starych, znanych utworów. My nie gramy przy pustych widowniach. Ktoś nas zawsze zaprasza i skoro mój teatr istnieje już 12 lat, to chyba kryzys nas nie dotyczy – podsumowuje pani Małgosia.
Małgorzata Obłój – Szczecinianka, absolwentka Wydziału Wokalno – Aktorskiego Akademii Muzycznej w Łodzi w klasie prof. Adeli Winiarskiej. Promotorem jej pracy magisterskiej (o musicalu amerykańskim) był reżyser Jerzy Gruza. Debiutowała w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Podczas kariery artystycznej grała też w teatrach dramatycznych komediowych i operowych, m.in. Teatrze Roma i Teatrze Komedia w Warszawie, Teatrze Polskim i Operze na Zamku w Szczecinie. Zagrała w filmie „Życie po życiu” oraz serialu Klan. Najbliższym jej sercu gatunkiem teatralnym jest musical, dlatego w 2002 r. stworzyła własny teatr musicalowy pod nazwą „Teatr Broadway.”









