Czy możliwe jest pozbycie się tkanki tłuszczowej bez morderczych ćwiczeń, bez drastycznej diety lub bez użycia skalpela? Brzmi to jak science-fiction. A jednak pojawiło się urządzenie, które usuwa tkankę tłuszczową z efektem podobnym do liposukcji. Czy to czary? Nie, to ultradźwięki.
Wiosna to idealny czas na rozpoczęcie wyszczuplania. Nie każdy jednak z radością biega na fitness czy siłownię. Dla wszystkich leniuchów powstał zabieg Ultracontour. Jak mówi pani Małgorzata Figurska z Lady Fitness, jest to jeden z nudniejszych zabiegów. – Klientka tylko leży i przez ponad godzinę się nudzi – śmieje się pani Małgorzata.
Jednak warto przeleżeć te kilkadziesiąt minut, ponieważ efekt wyszczuplenia widoczny jest już po pierwszej serii.
– Zabieg wykonujemy w obrębie wybranej partii ciała. Takiej, która najbardziej nam doskwiera – mówi Małgorzata Figurska. – Jeśli zdecydujemy, że skupiamy się na brzuszku, to rozprowadzamy ultradźwięki tylko w danym miejscu. Podczas kolejnych wizyt także skupiamy się na tej samej partii – dodaje. Warto wykonać minimum trzy zabiegi w odstępie kilku dni. Dopiero po pewnym czasie organizm naturalnie, poprzez wątrobę, wydali zalegający tłuszcz. Ale na efekt warto poczekać, ponieważ obwód ciała w danym miejscu po takiej terapii może zmniejszyć się średnio o 4 do 6 centymetrów. Każdy zabieg podzielony jest na dwie części. Podczas pierwszej z nich głowica maszyny przesuwa się po ciele i za pomocą wiązek ultradźwięków niszczy komórki tłuszczowe. – Cały proces zachodzi w przestrzeni międzykomórkowej, ale klient niczego nie odczuwa. Tylko leży – tłumaczy Figurska.
Druga połowa godziny to drenaż limfatyczny. Wykonuje się go za pomocą elektrod, które przez około 15 minut dotykają naszej skóry. Udrożniają naczynia limfatyczne i odprowadzają płyny z przestrzeni międzykomórkowej. Tłuszcz wędruje do wątroby i potem naturalnie jest usuwany z organizmu. Ultradźwięki na stałe likwidują komórki tłuszczowe, podobnie jak dzieje się to podczas liposukcji. Nie naruszają jednak okolicznych tkanek, naczyń krwionośnych czy nerwów. Jak przy każdym zabiegu są pewne przeciwwskazania, ale zanim klientka zostanie poddana zabiegowi, przeprowadza się z nią szczegółowy wywiad na temat zdrowia. – Ważna jest także waga naszego ciała i współczynnik masy ciała BMI – dodaje kosmetyczka Urszula Iwanik, która również wykonuje ten zabieg. – Nie każdy może poddać się tej terapii. Nie jest to dla osób otyłych, tylko takich, które trochę przekraczają normy. W przypadku dużego otłuszczenia sam zabieg nie wystarczy. Trzeba zmienić nawyki żywieniowe i po prostu pójść na ćwiczenia – tłumaczy. Oczywiście nawet w przypadku osób zakwalifikowanych do zabiegu sama maszyna nie zrobi całej pracy. Aby efekt był naprawdę widoczny, po zabiegu należy pić dużo wody i ograniczyć spożycie pokarmów wysokotłuszczowych. – Ma to też znaczenie ze względu na wątrobę, która po zabiegu jest trochę bardziej niż zwykle obciążona wytrąconym tłuszczem – tłumaczy pani Urszula. – Przy okazji przekonujemy klientki do zmiany nawyków żywieniowych – dodaje. Sam zabieg to nie wszystko. Warto na stałe dbać o siebie, zwiększyć aktywność fizyczną i dbać o kondycję. Możemy pozbyć się kilku centymetrach na udach, ale tylko dzięki ćwiczeniom sprawimy, że nasze mięśnie nabiorą elastyczności i pięknych kształtów.
Daria Prochenka





