- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

Łowcy portugalskich fal

Strona głównaŁowcy portugalskich fal

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

ZAKOCHANY W PORTUGALII

Starałem się pokierować swoim życiem tak, aby jak najczęściej tu bywać. W przerwach pomiędzy pracą/studiami kilkukrotnie organizowałem wypady na surfa ze znajomymi z Polski, próbując zarazić ich bakcylem i stopniowo odkrywając kolejne obszary portugalskiego wybrzeża. Kolejnym krótkim rozdziałem była praca na surfcampie w okolicach Ericeiry (Sizandro), gdzie w zamian za łóżko i wyżywienie pracowałem fizycznie przy odrestaurowywaniu tego obiektu przed sezonem. Los chciał, że poznałem spoko gościa – Michała z Krakowa, który akurat odbywał swojego portugalskiego surf tripa i wziął mnie na pokład – tym razem odkrywaliśmy miejscówki środkowej i północnej Portugalii,
a dobre warunki do pływania dopisywały nam nieustannie przez prawie 3 tygodnie… 

Musiałem zrobić przerwę na doładowanie budżetu, ale już myślałem jak tu znowu wrócić do Portugalii na dłużej i w efekcie wpadłem na pomysł studiów magisterskich w niewielkiej, acz słynnej surf-mieścince Peniche (dobór uczelni raczej ze względu na kierunek swellu niż kierunek studiów…). Po studiach próbowałem jeszcze prowadzić własną knajpę w Lizbonie, co po roku uznaję za kolejną życiową lekcję. Po paru latach nadal udaje mi się przebywać w pobliżu oceanu – spędzam tu większość czasu, szkolę i organizuję wyjazdy surfingowe. 

POLOWANIE NA FALE

Jak wygląda moja portugalska przygoda? Jak co wieczór wlepiam oczy w ekran laptopa wnikliwie analizując prognozę by wybrać plażę, która zaserwuje nazajutrz najciekawsze warunki. Decyzja zapadła, więc pakuję do busika dechę i wojskowy śpiwór. Tak, wojskowy. Możecie wierzyć lub nie, ale noce w Portugalii wcale nie są ciepłe, a szczególnie zimą, kiedy północny Atlantyk wydaje najwięcej interesujących “ground swells”. Późnym wieczorem parkuję na spocie, rozkładam prowizoryczne łóżko i dobranoc – pchły na noc.

Słońce wschodzi, słychać szum oceanu, wartko otwieram oczy. Wyglądam przez okno, a tam fale – długie, regularne i wysokie! Jeszcze tylko sekunda… Naciągam pianę i lecę na wodę nacieszyć się pierwszymi falkami. Surfing o poranku ma w sobie nutkę magii i harmonii, dlatego tak bardzo cenię sobie te dostojne momenty. Zwłaszcza, że na bardziej popularnych spotach czasami bywa naprawdę ciasno. Szacuje się, że w samej Portugalii surfuje ok 70 tysięcy osób, a do tego jeszcze przyjezdni, szkółki, itd… 

Kto jeszcze nie pływał w Portugalii może się zdziwić, ale w wodzie nie brakuje utalentowanych surferek, ani nerwowych lokalesów gotowych dokształcić każdego, kto przejawia jakieś braki w znajomości etykiety lub zasad pierwszeństwa/bezpieczeństwa. Na pocieszenie pozostaje nam fakt, że w tym całym tłumie raczej ciężko natrafić na rekiny lub inne kreatury zagrażające naszemu zdrowiu – woda jest tu dla nich za zimna, natomiast dla nas w sam raz na 4 mm piankę.

ZA ZIMNO DLA REKINÓW

Z drugiej strony jest też kilka mniej obleganych spotów, dostępnych dla tych, którzy mają trochę czasu i zdecydują się wnikliwiej czytać mapę oraz odjechać kawałek dalej za miasto. W końcu Portugalia to prawie 1800 km linii brzegowej usianej falami różnego rodzaju – beachbreak, pointbreak, reef… w zależności od umiejętności i upodobań każdy znajdzie coś dla siebie.

Jeśli mam “day-off” to w oczekiwaniu na zejście poziomu wody oddaję się moim drobnym hobby, jak rysowanie czy gitarka, choć najchętniej krążę busikiem po okolicach eksplorując oraz fotografując kolejne zakamarki, widoczki, a nieraz i falki poukrywane pośród malowniczych klifów. 

– Reklama –

spot_img

Jeszcze zanim tide dojdzie do poziomu, który korzystnie wpływa na zachowanie fal, planuję czy popływać na tej samej miejscówce co z rana, czy lepiej wybrać się na inny spot. Tutaj sprawa jest ułatwiona, bo znaczna liczba portugalskich break’ów monitorowanych jest on-line 24/7 – w ciągu dnia wystarczy więc smartphone i internet żeby zorientować się jak wygląda sytuacja na wodzie. 

BARWNA SCENERIA

Będąc za miastem lub w mniejszych miejscowościach, nie powinno być problemów z dojazdem na wieczorną sesję, jednak chcąc wydostać się z centrum dużego miasta, jak np. Porto czy Lizbona, to z reguły nieuniknione jest stanie w korkach, gdyż okolice sunsetu często pokrywają się z godzinami szczytu… jednak falki w barwnej scenerii zachodzącego słońca i przy siadającym wiaterku zawsze są miłym akcentem. Na koniec dnia chill ze znajomymi, rzut okiem na prognozę na kolejny dzień
i oczekiwanie na ciąg dalszy portugalskiej przygody…

 

 

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

– Reklama –

clochee1000x100

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać