Ta informacja wywołuje co prawda uśmiech, ale raczej niedowierzania, ironiczny i powątpiewający. A chyba nie o takie skrzywienie ust chodziło pewnie twórcom najnowszych badań dotyczących odczuwania radości przez Polaków. Okazuje się, że pomimo zarazy aż 77 procent mieszkańców północno-zachodniej części Polski, w tym województwa zachodniopomorskiego, zadeklarowało, że odczuwa radość co najmniej raz dziennie. A uczucie beztroskiej tzw. „dziecięcej radości” – zdarza się średnio ok. 4,5 razy w tygodniu! To najwyższy wynik w kraju! Trochę to dziwne, zwłaszcza jak się patrzy na pomaseczkowe twarze szczecinian na ulicach. Zbyt często nie widać na nich szczęścia i radości. Może więc te 77 procent, to osobnicy subtelni i taktowni, skrywający swą radość gdzieś głęboko, nie okazując jej ostentacyjnie i powszechnie nie chcąc wnerwiać tych, którzy nie pałają nią, albo nie mają do niej powodów? Ale z drugiej strony załóżmy, że jednak jest tak, jak pokazują badania. Ludzie, naprawdę?! Z czego Wy się tak cieszycie i zęby szczerzycie? Wiem, wiem, pewnie zaraz padną odpowiedzi, że ze zdrowia, udanych dzieci, księdza w rodzinie, nowych przebojów Zenka Martyniuka, 500 plus, zwrotu podatku, albo że sąsiada wezwano na przesłuchanie do skarbówki itp. Może nawet pojawi się wyznanie –  cytat z przeboju sprzed lat pt. „Ja to się cieszę byle czym”. Można i tak. Choć człek z wiecznym uśmiechem na twarzy szybciej skojarzy się z jakimś „wioskowym głupkiem” niż osobnikiem wyrażającym prawdziwe szczęście i zadowolenie z życia przez 24 h. Jak wiecznie uśmiechnięci Amerykanie. Czy nie doprowadza do szału ten ich, pełen fałszu, obyczaj powitalny? Na pytanie: „Jak się masz? Co u Ciebie?” zawsze pada odpowiedź: „Świetnie”. Zawsze. Choćby odpowiadający był na skraju bankructwa, został ukąszony przez muchę tse-tse i jego szanse na przeżycie malały z godziny na godzinę, jego żona miała romans z roznosicielem pizzy, córka postanowiła sprzedać nerkę, żeby uratować populację jakiejś małpy w Boliwi, a syn został cyrkowcem i specjalizuje się w wyginaniu sztućców wzrokiem. U nas na pytanie „co u Ciebie?”  zazwyczaj usłyszymy szczery, soczysty potok przekleństw jasno wyjaśniających i określających naszą aktualną sytuację na tym padole pełnym łez.  Oczywiście zaraz pewnie usłyszę, że my, Polacy, jesteśmy wiecznie skwaszeni, nie uśmiechamy się, nie potrafimy się cieszyć życiem, ciągle narzekamy i marudzimy. Tylko z czego się cieszyć jak człowieka np. prześladuje widmo głodu (szczerzące z radości zęby na widok swej kolejnej ofiary), grozi mu wizyta grupy nie znających litości (ale za to radosnych, bo mających pracę i pensję) windykatorów z banku, komornika, który z promiennym uśmiechem pomoże przenieść się z M ileś do kartonu po pralce pod wiaduktem na Trasie Zamkowej, czy też ma w pracy (o ile ją posiada) zwierzchnika – psychopatą, któremu marzy się zamiana firmy w gułag.  Ktoś powie – trzeba się cieszyć z drobiazgów. Albo że słońce świeci, ptaki śpiewają, przyroda bujnie rozkwita, jest ciepło, miasto pięknieje i takie tam różne inne dyrdymały. Gdybym był bogaczem, jak śpiewał Tewje Mleczarz ze „Skrzypka na dachu”, to pewnie inaczej patrzyłbym na świat. Z radośnie wykrzywioną gębą i szczęściem w oczach.  Ale znowu z drugiej strony jak się obserwuje jakie problemy mają ci bogacze! Ciągle ktoś od nich chce pieniędzy i tylko czyha, żeby ich ograbić.  Może więc rację mają ci cieszący się z prostych i banalnych elementów żywota naszego codziennego np. chleba ze smalcem na śniadanie, skarpet do sandałów, promocji na homary w markecie, najnowszych reality show w TV, porysowania komuś lakieru „wypasionej” fury itp. Trudno dogodzić Polakowi. Przypominają się wersy tekstu jednej z piosenek sławnego kabaretu Tey z programu pt. „Z tyłu sklepu”. Wykonywał ją niezapomniany Bohdan Smoleń. A wersy owe brzmiały tak: „Coś się z narodem dzieje niedobrego, Nie ma za grosz poczucia humoru ludowego, Ja was widziałem o świcie w tramwaju, Bo powracałem luźno sobie z balu, (…) Przez chwilę myślałem: Może coś się stało?, Ale to by nasze polskie radio dawno już podało, Pisałaby by prasa we wszystkich gazetach na pierwszych stronicach, No bo jakaż z tego byłaby... tajemnica? I tak podniecony, już nie wytrzymałem. Razem z motorniczym, kumplem z partyzantki, tramwaj zatrzymałem. I jak ten natchniony poeta Horacy zawołałem... LUDZIE!!! KOCHANI... COŚCIE TACY SMUTNI??? PRZECIE JEDZIECIE DO PRACY!!!”. Teraz naprawdę cieszy się ten, kto ma pracę. A jak płacą na czas, to zanosi dziękczynne modły. A jak jeszcze się okaże, że człowiek nie łapie się na „bogacza” według definicji przygotowanej przez twórców tzw. Nowego Ładu, to rzeczywiście pełnia szczęścia i banan na twarzy! Z czego więc się cieszą mieszkańcy Zachodniopomorskiego? Jeden z socjologów Uniwersytetu Szczecińskiego, w wypowiedzi dla pewnej stacji radiowej, stwierdził, że są czynniki, które pozytywnie wpływają na nasze szczęście. To m.in. dużo przestrzeni, tereny zielone i mała gęstość zaludnienia w stosunku do innych województw w kraju. Mamy więc dużo miejsc na aktywność fizyczną, możliwości obcowania z naturą i „mamy warunki do tego, żeby móc realizować swoją wolę życia”. Jeden z moich sąsiadów przed laty chcąc wzmóc swą aktywność fizyczną i zwiększyć możliwość obcowania z naturą kupił sobie działkę – ogródek. Zaczął kopać ziemię, żeby posadzić jakieś warzywa i …dostał zawału. Ale w tej smutnej historii pojawiają się jednak elementy szczęścia. Bo sąsiad przeżył. I zaczął żyć radośnie i pełną piersią. Zgodnie z hasłem Wielkiego Beaumarchais: „pijmy, bawmy się i szalejmy, bo nie wiadomo, czy świat potrwa dwa tygodnie”. 

 

Prestiż  
Czerwiec 2021