Taka trochę anty Miss

Jest anty. Ale nie wobec życia, które uważa za wielką przygodę i nauki, jaką z pasją chłonie. Pomimo, że korony Miss na półce przeplatają się z pucharami zdobywanymi podczas zawodów jeździeckich dobrze wie, że nic nie spada z nieba. Każdy, nawet najdrobniejszy sukces wymaga pracy i niezłomnych wartości. Marta Pałucka, Miss World Poland i pierwsza Wice Miss Polski nie boi się o nich mówić, przekonana, że w świecie pełnym iluzji warto jest być sobą i stawiać na to co ważne i trwałe. I dalej zaskakuje, tym razem w basenie z pierwszą w Polsce drużyną pływania synchronicznego dla kobiet.

Autor

Dagmara Rybicka

Jesteś kolejną Polką, która po Anecie Kręglickiej zapisała się na kartach historii w gronie najpiękniejszych kobiet.

Sukces pomimo upływu lat jest obciążeniem, czy jednak wciąż pozwala otwierać kolejne drzwi do realizacji, które sobie postawiłaś za cel?

Absolutnie nie uwiera, bo tytuł przywarł do mnie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Swoją osobą, postawą, podejściem udowodniłam, że konkursy nie są wyłącznie festiwalem urody. Cieszę się, że burzę tym pewien stereotyp, tym bardziej, że wciąż funkcjonuję w środowisku od kilku lat już z drugiej strony. Uwielbiam ten „świat”, atmosferę, która mu towarzyszy. Wraz ze zmianą stanu cywilnego droga konkursowa się dla mnie zamknęła, więc przekazuję doświadczenia kolejnym pretendentkom do tytułu.

Kryterium udziału jest m.in. bycie panną?

Niezamężną i bezdzietną. Od kilku lat na świecie realizowane są konkursy, które znoszą te zasady. Uważam, że to bardzo dobrze, ponieważ możliwość udziału powinny mieć wszystkie panie niezależnie od statusu związku, gotowości do macierzyństwa czy wykształcenia.

Jak oceniasz restrykcje dotyczące wyglądu i wagi stawiane przed najpiękniejszymi? Dziewczyny, które decydują się

na udział muszą mieć w tyle głowy, że są o krok od pułapki własnej fizyczności?

Figura jest kluczowa w modelingu, dlatego wymiary są ściśle kontrolowane. W konkursach piękności centymetry nie mają takiego znaczenia. Podczas wyborów Miss Świata nie wymagano od nas prezentowania się w strojach kąpielowych, organizatorzy położyli nacisk na to, co robimy w życiu, na wykształcenie oraz jaki sport uprawiamy. W ogólnoświatowych konkursach spotykają się dziewczyny z całego globu i w zależności od kraju czy kontynentu kanony piękna są inne. Gdy w Europie smukła blondynka, to w Afryce pożądane są krąglejsze kształty.

Skoro zmagania na scenie są świętem kultur i różnorodności standaryzowanie wyglądu pozbawione jest sensu.

Byłaś zdumiona swoim triumfem, pomimo że daleko Ci do klasycznej Słowianki?

Klasyka, a właściwie stereotypy podczas wyborów Miss Świata są na dalszym planie. O tytule decydowała w dużej mierze praca, którą wykonywałyśmy na zgrupowaniu. Przez cały czas jurorzy bacznie nas obserwowali, analizując czy nadajemy się do roli Miss, w oparciu o to, jak dogadujemy się z grupą oraz jakimi wartościami się kierujemy. Ważne dla nich było to, co możemy wnieść do organizacji konkursu Miss Świata. W moim przypadku o sukcesie zdecydowało jeździectwo (śmiech).

Poważnie?

Jak najbardziej i ja zupełnie nie miałam świadomości, że na tytuł pracowałam od dziecka. Jeżdżę konno od 6 roku życia, jury bardzo spodobało się, że mam pasję, która ukształtowała mój charakter i dzielę się nią z innymi. Krótko mówiąc do tytułów dowiózł mnie mój koń (śmiech).

Jakie obowiązki spadają Miss, gdy zgasną światła reflektorów?

Triumfatorka staje się na kolejny rok twarzą marki danej organizacji konkursowej. Miss Świata skupia się na projektach charytatywnych, więc rolą zwyciężczyni jest reprezentowanie i udział w sesjach zdjęciowych partnerów konkursu. Wbrew pozorom to praca, o czym z resztą przekonałam się będąc po drugiej stronie sceny. Miałam wpływ na oceny dziewczyn i najbardziej istotnym argumentem było dla mnie ich zaangażowanie w działania. Upewniało mnie to, że przyszła Miss poradzi sobie ze zobowiązaniami przez kolejne 12 miesięcy.

Marta, nietypowa z ciebie Miss. Wytłumacz, dlaczego diabelsko inteligentna fanka sportu postanowiła postawić na urodę?

Konsekwencja decyzji, które swój początek mają w modelingu, do którego trafiłam jako 15-latka. Równolegle „podglądałam” konkursy piękności i dostrzegłam zmianę kryteriów oraz całkiem inny profil Miss. Za dziewczynami stały inspirujące historie, które mi imponowały. Pewnie trudno w to uwierzyć, ale o koronę walczą niesamowicie wykształcone kandydatki.

W moim roczniku Miss Świata jest absolwentką farmacji.

Ścisły i piękny umysł, nie jak uważa wielu tylko opakowanie.

Ten stereotyp pięknej, ale pustej nie denerwuje?

Bardzo, jednak czy nam się to podoba, czy nie żyjemy w czasach, gdzie najlepiej sprzedają się clicbaity. Takie informacje z pierwszych stron plotkarskich mediów pogłębiają stereotypy. Ja podchodzę do tego z dystansem, nauczyłam się wiele, mam koleżanki na całym świecie i gdybym mogła zrobiłabym to drugi raz.

Czym teraz się zajmujesz?

Wciąż odcinam kupony od wygranej, nadal pracuję jako modelka skupiona na reklamach telewizyjnych. Niezmiennie jeżdżę konno, więc moje życie od wielu lat wygląda podobnie.

Przerywnikiem tej przewidywalności bywają zabawne sytuacje, gdy prosto z planu przyjeżdżam do stajni. Na szczęście wszyscy przyzwyczaili się, że w pełnym makijażu wsiadam na konia.

Ta przewidywalność, którą podkreślasz to spora kontra, wobec tego, co dziś sprzedaje się m.in. w social mediach. Zakochana żona, sportowiec, trenerka, jak nic nuda. Gdzie skandale, afery, golizna i starsi panowie z egzotycznych krajów?

Wielokrotnie słyszę, że mogłabym więcej o ile postawiłabym na kontrowersje. Wystarczyłoby zaprosić obserwatorów do domu, pokazać spory kawałek mojego życia, trochę je podrasować. Sęk w tym, że ja cenię sobie spokój i nie sądzę, aby to się zmieniło. Nie jest w zgodzie z moją naturą pokazywać więcej, w aferach i skandalach nie uczestniczę. Jest mi przykro, że dziewczyny znane z afer dubajskich stają się celebrytkami, z których biorą przykład młode osoby. Nic nie mogę z tym zrobić, oprócz skrupulatnego trzymania się mojego wizerunku. Pewnie docieram do mniejszego grona, ale jeśli chociażby jedna dziewczynka się mną zainspiruje i zacznie kierować się podobnymi wartościami potraktuję to, jako wielki sukces.

Pływanie synchroniczne, które zaczęłaś uprawiać to antidotum na całe zło czy wsparcie dla jeździectwa?

Hipodrom był doskonałym miejscem na spacery, na które zabierała mnie babcia. Z kolei pierwsze kroki w siodle wydarzyły się na obozie tańca towarzyskiego, gdzie lekcje jazdy były uzupełnieniem wolnego czasu młodych tancerek. Konie wygrały, ale w środku mnie była zawsze potrzeba, aby trenować sport bardzo artystyczny. Jeździectwo jest przepiękne, eleganckie, ma dużo wspólnego z poczuciem rytmu, jednak wciąż ciągnęło mnie do czegoś, co pozwala bardziej wyrazić ekspresję. Zaczęłam realizować to marzenie już jako dorosła osoba – zdawałam sobie sprawę, że gimnastyka artystyczna, czy balet odpadają. Do głowy przyszło mi łyżwiarstwo synchroniczne, nawet kupiłam sobie profesjonalne łyżwy. Nagle całkiem przypadkiem zobaczyłam post sponsorowany, że na basenie tuż obok mojego domu rozpoczyna się nabór do pierwszej w Polsce drużyny pływania synchronicznego dla dorosłych kobiet. Co ciekawe, nigdy wcześniej nikt nie uczył pań od zera tego sportu. Wybrałam się na trening, myśląc, że będzie to raczej aquaaerobic z elementami pływania synchronicznego, ale okazało się, że trenerka Magdalena Kalinowska ma poważne zamiary i podeszła do nas, jak do drużyny, która ma przygotowywać układy. W jednej chwili całość nabrała oszałamiającego tempa! Gdy poczułam się częścią drużyny przez myśl mi nie przeszło, aby zrezygnować.

Jak Ci idzie? Są pierwsze sukcesy?

Aktualnie przygotowujemy nowy układ. Gdyńska drużyna rozrosła się o kolejne pływaczki młodsze stażem, więc jestem przekonana, że lada chwila pływanie synchroniczne stanie się popularne. Jesteśmy o krok od rozgrywek, ponieważ pod szyldem tej samej szkoły pływania Aqua Art powstały kolejne odrębne zespoły w Gdyni, Gdańsku i Poznaniu. Nie mogę się doczekać, tym bardziej że do tej pory byłyśmy jedynie „atrakcją” podczas zawodów pływackich.

Jak się zsynchronizować w wodzie?

Jest to ekstremalnie trudny sport, ponieważ łączy kilka dyscyplin takich jak taniec, gimnastykę i pływanie. My trenujemy dwa razy w tygodniu z czego jedne zajęcia poświęcamy wyłącznie na salę gimnastyczną. Intensywnie się rozciągamy, tu szalenie istotne jest opanowanie trzech różnych szpagatów. Ćwiczymy także układ „na sucho”, powtarzamy kolejność elementów.

Na trening w wodzie poświęcamy 1,5 godziny – rozgrzewamy się, wykonujemy pojedyncze elementy i sekwencje z układów. W ubiegłym roku udało się nam wyjechać na trzy zgrupowania, w tym jedno zagraniczne, gdzie zdarzyło się nawet 6 godzin basenu dziennie.

Na ile sekund musisz wstrzymywać oddech?

Wykonując układ jesteśmy każdorazowo 30 sekund pod wodą. Nasza trenerka, która jest bardzo utytułowaną zawodniczką spokojnie wytrzymuje półtorej minuty, jednocześnie wykonując elementy. Tłumacząc nam aspekty techniczne posłużyła się porównaniem, że to tak, jakby biec sprint wstrzymując oddech i pozwalając sobie na złapanie powietrza na 5 sekund, co 30.

Czyli kawał „roboty” do wykonania, a nie jak się wydaje jedynie machanie rękami i nogami?

Nigdy w życiu nie robiłam jeszcze niczego tak męczącego, chociaż nasz układ na razie miał tylko 1,5 minuty. Większość elementów wykonujemy z głową w dół, czyli dochodzi do tego koordynacja ciała i koleżanek po lewej i po prawej stronie. Oprócz tego liczymy muzykę, bo chociaż mamy pod wodą głośnik, to dźwięk jest słyszalny jedynie na początku układu.

Na treningach korzystamy z okularów i nosków, podczas występu jesteśmy zobowiązane zdjąć okularki, czyli mieć w małym palcu umiejętność patrzenia pod wodą, aby na bieżąco łapać swoje położenie!

Co jeszcze znajduje się na Twojej liście wyzwań?

Nie robię planów, ponieważ żyjemy w dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości, a ja wolę się miło zaskakiwać. Na pewno chciałabym więcej postartować w zawodach jeździeckich i podpisać kolejne kontrakty w modelingu. Wyzwaniem będzie realizacja wymarzonych podróży – numerem jeden jest Australia, którą planowaliśmy po ślubie, jednak zatrzymał nas Covid. Kolejno powrót do Japonii, gdzie sprawdzę na ile pilnie odrabiałam lekcje z tego języka. Listę na 2022 zamyka Czarna Afryka i park goryli w Ruandzie.