Hall No1

O krok przed innymi

Tworzą zgodny duet zarówno prywatnie jak i zawodowo, łącząc pasję z pracą, sztukę z pięknem, gdyż jedno z drugiego wnika oraz jedno z drugim się przenika. Pojawili się na szczecińskim Podzamczu 6 lat temu jako Hall No1- nietypowy salon fryzjerski, w którym nie tylko można się uczesać ale w przyjemnej atmosferze i otoczeniu życzliwych osób spędzić czas. Niedługo po salonie pojawiała się agencja koncertowa Hall No 1 Art, będąca ucieleśnieniem ich prywatnych fascynacji i miłości jaka darzą muzykę. Zorganizowali m.in. koncerty Kasi Nosowskiej i Anity Lipnickiej. Z okazji szóstych urodzin marki, Radosław Ross i Krzysiek Niwiński specjalnie dla czytelników Prestiżu opowiedzieli o kulisach swojej pracy.

Autor

Aneta Dolega

Marka, którą tworzycie Hall No 1 i Hall No1 Art kończy w tym roku 6 lat. Świętujecie swoje urodziny. To rzadkość w przypadku takiej liczby, zazwyczaj celebruje się pięciolecie, dziesięciolecie…

Radosław Ross: Sześć lat jesteśmy na Podzamczu i zaczęło się od Hall No 1, czyli niestandardowego i niesztampowego salonu fryzjerskiego. Agencja koncertowa czyli Hall No1 Art powstała cztery lata temu, co w sumie daje nam 10 (śmiech).

Krzysiek Niwiński: A co ciekawe i ważne , to fakt, że pierwszy koncert zrobiliśmy właśnie równe dziesięć lat temu.

Radosław: To był koncert Maryli Rodowicz w szczecińskim amfiteatrze. Później była przerwa związana z innymi projektami i w 2017 otwarcie Hall No1 na Szczecińskiej Starówce. Dwa lata później wystartowało Hall No 1 Art.

Krzysiek: Zatem szóstka to dla nas okrągły jubileusz (śmiech).

Salon fryzjerski, agencja koncertowa. Jedno z drugim się wiąże i nie tylko poprzez nazwę marki i właścicieli. Oba projekty też prowadzicie dość nietypowo. Opowiedzcie więcej o tym.

Krzysiek: Twórcą marki, pomysłu i wszystkiego co wiąże się z Hall No1 jest Radek. W związku z tym, że wiele rzeczy robimy zawodowo zaczęło to ewoluować i zapragnęliśmy wrócić do organizowania koncertów. To od zawsze była nasza pasja. Moja od dzieciństwa, ponieważ jako dziecko bywałem na wielu koncertach i widziałem jak wyglądają one od kulis. Wymyśliłem sobie, że chcę to robić w przyszłości, więc to robię Zawsze na własnych warunkach.

Krzysiek: Samo otwarcie salonu było już czymś nietypowym, bo odbyło się poza miejscem w którym jesteśmy dzisiaj. Z tej okazji zorganizowaliśmy pokaz autorskich fryzur wraz z pokazem mody.

Radosław: Można nas lubić, można nie lubić, ale nie można nam zarzucić tego, że nie jesteśmy kreatywni. Weszliśmy na poziom wyżej już na samym starcie. Zorganizowaliśmy otwarcie o którym wspomniał wyżej Krzysiek - w Muzeum Narodowym i zanim ruszyliśmy z agencją, jako salon Hall No1 już zajmowaliśmy się organizacją imprez. Wyszliśmy poza sztampę czterech ścian naszego lokalu, weszliśmy jako nieliczni w tej branży, w Szczecnie, w kooperację z firmami. Pokazaliśmy, że można zajmować się warsztatem jakim jest fryzjerstwo, ale można wychodzić poza obszar strefy bezpieczeństwa i siedzenia wyłącznie w salonie. Można organizować imprezy, eventy, wysyłać limuzyny po gości. Nasza działalność, czy będzie to Hall No1 czy Hall No1 Art polega na tym, że musimy i chcemy przenieść ludzi na pewien czas w inny świat, w inny wymiar. To jest wspólny mianownik obu działalności. Z tego co się orientuje, nikt inny dotychczas ze świata „beauty” na naszym lokalnym podwórku tak nie funkcjonował.

Krzysiek: To połączenie beauty z artem, gdyż pomysł na salon był taki, żeby to była także galeria sztuki, w której będziemy prezentować twórczość szczecińskich artystów. Zatem art w strefie beauty był z nami od samego początku.

Urodziny Waszej marki to także plany, przyszłość i jak to sami określiliście – wejście na wyższy poziom. Jak to należy rozumieć?

Krzysiek: Z przyszłością w naszym przypadku jest tak, że o niej nie mówimy dopóki czegoś nie ogłosimy oficjalnie – a więc o planach a właściwie realizacjach porozmawiamy już niebawem. Jest dosłownie klika osób, które wiedzą o naszych planach. To co teraz przed nami to jesienne rozkręcenie działalności agencji. Zaczęliśmy pod koniec 2019 roku i mieliśmy zaplanowaną dużą trasę koncertową na sezon zimowy 2020. Z powodu pandemii nie mogliśmy tego zrealizować. A dzięki temu, że nie jest to nasze główne źródło utrzymania – przetrwaliśmy. Nie porzuciliśmy tych planów i intensywnie pracujemy nad wyjątkową trasą koncertową z legendarną grupą. Wejście na wyższy poziom wiąże się z wyjściem poza ramy Szczecina, czyli całe trasy koncertowe. Naturalnie nie rezygnujemy też z pojedynczych koncertów. Niczego na szczęście nie musimy, a więc wiem, że będą to piękne i dopracowane koncerty.

Radosław: Ten wyższy poziom to choćby dzisiejsza sesja fotograficzna, nasze spotkanie i ten wywiad. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyliśmy. Zwykle gramy drugie skrzypce, jesteśmy w cieniu, i to nasi artyści, gwiazdy i klienci są w centrum uwagi. Muszę też uczciwie przyznać, że nigdy dotąd na okładce Prestiżu nie gościła twarz żadnego innego fryzjera, zatem nieskromnie, ale szczerze – znowu jestem „krok przed” (śmiech)!

Trasa koncertowa ale od samego początku podchodzicie do organizacji koncertów we własny sposób i niemal na własnych warunkach.

Krzysiek: Przy organizacji koncertów kooperujemy z różnymi firmami. Nie tylko „wymyślamy” artystę ale także współtworzymy całe show, począwszy od świateł, nagłośnienia a skończywszy na tym co się dzieje na backstage’u. Nie sztuką jest tylko zaprosić artystę. Nas kręci całość, tworzenie projektu, łącznie z set listą i scenografią. Oczywiście we współpracy z naszym artystą.

Życie na własnych warunków w naszym przypadku to także, fakt, że rzadko „bywamy” – raczej nie pokazujemy swojego życia w mediach społecznościowych, nie pozujemy na ściankach.

Radosław: Nie interesuje nas sztampa i działanie tzw. rynku.

Są artyści, wokaliści czy zespoły, których koncertów nigdy byśmy nie zorganizowali, choć pewnie odniosłyby komercyjny sukces ale jeśli czegoś nie czujemy, nie chcemy, się pod tym podpisywać to tego nie robimy. Nie interesują nas także otwarte koncerty plenerowe, będące częścią czegoś większego.

A gatunki muzyki, których nie tkniecie?

Radosław i Krzysiek: Disco polo. Nawet symfonicznie (śmiech). Chociaż mogłoby to być ciekawe… (śmiech) ale nie.

Krzysiek: W wyborze artystów kierujemy się intuicją i niekoniecznie też zawsze prywatnym gustem. Musimy poczuć że będzie to coś niesztampowego, wyjątkowego. I było, czy w przypadku Anity Lipnickiej, Kasi Nosowskiej czy Igo – który właśnie z nami rozpoczął swoją pierwszą solową trasę koncertową w dniu premiery swojego pierwszego solowego albumu. Do tej zawsze były to koncerty które spotykały się z bardzo dobrym odbiorem publiczności – co dla nas jest najważniejsze.

Radosław: Zazwyczaj robimy coś co przekłada się później na coś innego, jest nawet początkiem czegoś nowego. Na przykład Anita Lipnicka po koncercie u nas, wróciła do regularnego koncertowania – ruszając w dwie piękne trasy koncertowe. My nie jesteśmy za czymś, tylko zawsze przed czymś.

Wróćmy do Waszego pierwszego koncertu sprzed 10 lat. Skąd w ogóle taki pomysł by go zorganizować?

Krzysiek: Byliśmy wtedy bardzo młodzi i pamiętam dobrze to, że jak Maryla Rodowicz, której robiliśmy koncert, przyjechała na próby do amfiteatru, zobaczyła mnie i powiedziała: Boże, jak pan jest młody. (śmiech) No ale skąd to się wzięło…. To, że prowadzę agencję koncertową poniekąd zawdzięczam nieżyjącemu już Krzysiowi Krawczykowi. Moi rodzice przyjaźnili się z Ewą i Krzysztofem Krawczykami odkąd pamiętam. I jak byłem dzieckiem, bardzo dużo czasu spędzaliśmy w trasie, ponieważ mój tato przez pewien czas grał z Krzyśkiem, w jego zespole na perkusji. Myślę, że wtedy nasiąknąłem tym klimatem, życiem w trasie, oglądanie tego od zaplecza.

Ale dlaczego Maryla Rodowicz? Tacy młodzi…

Krzysiek: Chyba dlatego, że liczyłem na to, że to będzie ogromny komercyjny sukces, w końcu sprawdzona, popularna artystka. Koncert był zaplanowany w Teatrze Letnim, więc wyobraziłem sobie, że wypełnimy cały amfiteatr. Tak się nie stało, ale pod względem artystycznym był to jednak sukces. Także pod względem organizacyjnym, bo wszyscy byli zadowoleni ale też zaskoczeni, że tacy młodzi ludzie potrafią robić takie rzeczy. Trwa to do dzisiaj, bo się jeszcze nie zdarzyło żeby ktoś był niezadowolony ze współpracy z nami.

Macie przy tym tzw. luz czy jednak to bycie na zapleczu wydarzeń, wymaga swego rodzaju spięcia?

Krzysiek: Organizacji koncertów towarzyszy zawsze wysoki poziom stresu i adrenaliny, ale wynikający raczej z tego, że jestem perfekcjonistą. Z jednej strony to dobrze, z drugiej bywa to uciążliwe bo nawet kiedy koncert zostaje dopięty na ostatni guzik, rozpoczął się i wszystko jest ok, ja jeszcze chodzę, zaglądam do garderob, jeszcze sprawdzam, zamiast w spokoju posłuchać muzyki. Ze mnie ciśnienie schodzi dopiero na drugi dzień.

Radosław: Ja natomiast często dbam o końcowy efekt artysty i biegam z lakierem do włosów służącym później za zakulisowy mikrofon (śmiech). Staram się też zawsze choć na chwilę usiąść w ustronnym i niewidocznym miejscu na widowni, aby poza byciem organizatorem i fryzjerem – być również widzem. Chcę móc widzieć wszystko z różnej perspektywy, mieć pełen odbiór wydarzenia aby przy kolejnym – organizacja była jeszcze lepsza.

Krzysiek: No i po to, żebyś później cały rozemocjonowany opowiedział mi jak było! (śmiech)

W temacie Waszego pierwszego „dziecka” jakim jest salon Hall No 1, to jest to dość nietypowe miejsce, do którego przychodzimy nie tylko żeby np. zmienić fryzurę. Dla kogo tak właściwie jesteście?

Radosław: Przychodzą do nas różni ludzie, także artyści, również ci których koncerty organizujemy. Z racji tego, że zapewniamy cały backstage, to fryzury czy make up są bardzo ważne. Jesteśmy więc firmą, która zapewnia wszystko: począwszy od zorganizowania ogromnej imprezy, koncertu po wspomniane wyżej zaplecze, 6 gwiazda, która śpiewa, występuje, może przyjechać na Podzamcze i wyjdzie stamtąd kompletna. Zresztą zawsze mówię, że każda moja klientka jest gwiazdą a ja jestem od tego, żeby wykazać się jak najlepiej, żeby każda z nich czuła się jak najlepiej, wyjątkowo. Zapewnić klimat, unikatowość, wyjątkowość i to co najważniejsze, tę relacyjność z której później rodzi się wzajemna lojalność. Z racji lokalizacji Podzamcza, blisko opery, blisko filharmonii, przychodzą do nas osoby, które np. akurat mają spektakl. Ostatnio w ten sposób zawitała do nas Olga Bołądź. Zresztą lokalizacja zawsze była dla mnie ważna. Już jako student dorabiając sobie za barem parząc kawę w nieistniejącej już niestety, ale kultowej Cafe Pravda. Patrząc przez te duże białe okna na Trasę Zamkową, myślałem, że jak miałbym mieć coś swojego to tylko tutaj, w tym miejscu. I finalnie wysiedziałem sobie to Podzamcze!

Każdy może do nas wejść, umówić się na fryzurę , wypić kawę, każdy może przyjść porozmawiać, co często się zdarza bo wpadają do nas, które chcą się tylko przywitać bo akurat tędy przechodziły. Otwierając to miejsce, uruchamiając tę markę bardzo ciężko pracowałem na to co jest teraz. Do późnych godzin, ponad siły, zabiegałem o klientów, nikomu nie odmawiałem. To że dzisiaj siedzimy wspólnie przy tym stole wynika z mojej ciężkiej pracy. Obaj z Krzyśkiem nie mieliśmy żadnej protekcji, znajomości, nasi rodzice normalnie pracowali na etatach. Byliśmy chłopakami z marzeniami, którzy bardzo ciężko pracowali.

Aktualnie w salonie poza mną, pracuje kilka osób.

Wyglądacie na zgrany duet. Jak długo się znacie i czy życie prywatne nie koliduje z zawodowym?

Radosław: Prywatnie znamy się 13 lat. Zatem wychodzi na to, że po trzech latach znajomości zrealizowaliśmy pierwszy wspólny zawodowy projekt. Świat nie był tak bardzo jak teraz „skomputeryzowany”. Żeby rozreklamować koncert, obaj jeździliśmy nocami po mieście rozwieszając plakaty, jak miało to miejsce 10 lat temu.

Krzysztof: W wielu aspektach podobnie patrzymy na świat. Umiemy ze sobą rozmawiać. Prowadzimy często długie rozmowy, które trwają nieraz do świtu. Lubię to chociaż czasami nie jest to łatwe, bo dobrze byłoby na urlopie odpocząć – ale skoro może to być twórczy czas to…dlaczego tego nie wykorzystać (śmiech) Zawsze stoimy po swojej stronie, idziemy w tym samym kierunku, jeden zawsze pociągnie za sobą drugiego.

Radosław: Najbardziej możemy liczyć na siebie. Najwięcej też od samych siebie nawzajem wymagamy. A powinniśmy już chyba od innych! (śmiech). Życie prywatne w ogóle nie koliduje z zawodowym. Każdy ma swoje pole działania i bardzo dobrze się wspólnie uzupełniamy.

Dobrze się Wam żyje w Szczecinie? Lubicie tu być?

Krzysiek: Lubię Szczecin. I niezależnie gdzie będziemy mieszkać w przyszłości to Szczecin będzie zawsze miejscem, do którego będę chciał wracać. Wszystko co do tej pory dobrego mnie spotkało i to co osiągnąłem związane jest z tym miastem. Mamy zaufane grono ludzi, z którym wypracowaliśmy pewien wzór współpracy. Jak z kimś nam się dobrze współpracuje to kontynuujemy tę znajomość. Tak jak powiedział Radek jesteśmy bardzo wymagającymi osobami, najwięcej wymagamy od samych siebie ale od innych także i jak ta współpraca nam się nie klei to w kulturalny i sympatyczny sposób ją kończymy. Mam to szczęście, że życie zawodowe zarówno to związane jak z Hall No1 jak i moją codzienną pracą w branży motoryzacyjnej – to połączenie pracy i pasji, dlatego czuję że w Szczecinie się spełniam. Szczecin to także bliskie nam osoby – nie jest ich wiele, ale czuje, że to takie relacje na całe życie.

Radosław: Jestem składową wielu miast. Różne miasta dawały mi różne doświadczenie. Szczecin dał mi wykształcenie prawnicze, Poznań – fryzjerskie. Pomieszkując w Berlinie mogłem liznąć życia, które wyglądało zupełnie inaczej niż to u nas, pomimo niewielkiej odległości między tymi dwoma miastami. W przyszłości nie chciałbym się zamknąć tylko na Szczecin.

Będąc szczerym z czytelnikami muszę powiedzieć że nie jest to miasto, którym się bezkrytycznie zachwycam. Choć wiem też, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma na stałe. W przyszłości chciałbym, aby Szczecin nie był moim miejscem docelowym, takim, do którego będę raczej wracał. Aby nam wszystkim żyło się lepiej, jest tu jeszcze wiele do zrobienia. Chciałbym zresztą właśnie zawodowo jeszcze tu coś zrobić. Coś, co będzie moją wisienką na torcie, ale – dziś już wiem, że nie za wszelką cenę. Wydaje mi się też, że czy to w kwestii zawodowej czy prywatnej, Ja nie muszę już nic, nikomu udowadniać. Mogę co najwyżej chcieć. I oby mi się chciało jak najdłużej. Tego mi życz.

I tego Ci życzę, Wam obu i dziękuję za rozmowę.

 

Podziękowania dla Eichholtz by Clue Studio za pomoc w realizacji sesji.

foto: Aleksandra Medvey-Gruszka / MUA: Agnieszka Ogrodniczak

 

Prestiż  
Marzec 2023