- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

Elegancki drapieżnik

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

Zanim świat stracił głowę dla Forda Mustanga po obejrzeniu „Bullitta” ze Stevem McQueenem, Mustang wcale nie był autem tak szaleńczo pożądanym i popularnym. Ford po prostu wypuścił samochód dla młodych niekoniecznie bardzo zamożnych ludzi, o bardziej sportowym charakterze, zdecydowanie zgrabniejszej linii niż typowe krążowniki szos. W tym czasie wyżej stojący w motoryzacyjnej hierarchii Forda był Mercury Cougar.

Lepszy pod względem technicznym, równie atrakcyjny wizualnie, no i nieco droższy. Luksusowe wyposażenie, potężny silnik o pojemności skokowej do 7,5 l, przyjemnie mruczący V8, smukła linia i jedyne w swoim rodzaju wysuwane, obrotowe przednie światła – tym zawsze zwracał swoją uwagę. Niestety Hollywood nie zaangażowało go do żadnego popularnego filmu, żaden charyzmatyczny aktor nie zasiadł za jego kółkiem więc niestety sława i pozycja auta kultowego go ominęła i koniec końców, to Mustang zaczął być towarem poszukiwanym przez kolekcjonerów, zyskując coraz bardziej na wartości, a Mercury trafiał do poszukiwaczy aut nietuzinkowych.

Nasz bohater jest częścią kolekcji Mateusza i Ani, którzy jako Furmanka.pl zbierają klasyczne samochody, głównie amerykańskie, które nie tylko stoją i pachną, ale także na siebie zarabiają, jeżdżąc do ślubów, grając w teledyskach czy biorąc udział w sesjach zdjęciowych. Nasz Mercury, rocznik 68 doczekał się zasłużonego uznania i przyjechał na naszą sesję zdjęciową, gdzie towarzyszył mu w roli kierowcy znakomity gitarzysta i członek zespołu Chango Szymon Drabkowski. Okazało się, że zarówno samochód jak i kierowca idealnie do siebie pasują i Hollywood nie jest tu wcale potrzebne by podkreślić wyjątkowość tego modelu Forda.

Mercury, który trafił do Furmanki przyjechał ze Szwajcarii, która jest jednym z tych miejsc w Europie, które szczególnie lubi amerykańskie klasyki. Mateusz przyznał, że zakup tego auta był spontaniczny, a że za długo się nie zastanawia jak mu już coś wpadnie w oko, dość szybko znalazł się w drodze do Szwajcarii.

Pierwszy Mercury Cougar był kuzynem Forda Mustanga. Pojawił się w 1966 roku jako sportowy, a zarazem elegancki samochód dla ludzi o niebanalnych gustach. Wymyślił i wylansował go Lee Iacocca, prezes Forda i Chryslera. Pierwsza generacja tego modelu powstała na bazie Forda Mustanga (czego trudno nie zauważyć, gdyż oba modele Forda są do siebie podobne) w ramach koncernu, zyskując od tego modelu platformę oraz rozwiązania techniczne. Wygląd nadwozia został z kolei opracowany przez Mercury jako samodzielny projekt. Samochód wyróżniał się dużą, dwuczęściową atrapą chłodnicy, którą optycznie znacznie poszerzały chowane pod obrotowymi kloszami prostokątne reflektory. Podobny zabieg stylistyczny zastosowano z tyłu, gdzie układ lamp upodobniono do wzoru w atrapie chłodnicy. Cougar pierwszej generacji, do której należy nasz bohater, oferowany był zarówno jako coupe, jak i roadster. Jego cena przewyższała Mustanga. Samochód trafił w swój czas.

Był taki, jakiego oczekiwali kierowcy. Strojny, z „żyletkowymi” błotnikami i dachem krytym winylem. Duży, ale w granicach rozsądku. Nacechowany dawną chwałą Detroit, ale ekonomiczny w eksploatacji i wyposażony w silniki V8. Mógł zrobić furorę i być autem o wiele bardziej popularnym niż Mustang, gdyby nie amerykański przemysł filmowy. Nie dane mu było zagrać w filmie, brać udział w spektakularnych pościgach czy wozić samego Steve McQueena, ale pewnie cały ten blask spłynąłby na niego, gdyby to on został zaangażowany do jakiegoś kultowego filmu. Ciekawostką jest to, że po tych wydarzeniach to Mercury stał się samochodem tańszym w porównaniu do Mustanga, którego wartość nagle wzrosła. Być może nadejdzie renesans popularności i dla Cougara, eleganckiego drapieżnika, bo w pełni sobie na to zasłużył.

 

– Reklama –

1

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać