- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

Pierwsza dama szczecińskiej operetki

Strona głównaPierwsza dama szczecińskiej operetki

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

Śpiewaczka, aktorka i tancerka, mama primadonny Grażyny Brodzińskiej. Prywatnie skromna i nieśmiała, gdy jednak wychodziła na scenę, porywała publiczność. Irena Brodzińska, największa gwiazda w historii szczecińskiej opery.

– To jest artystka! Wyjątkowa – zachwyca się Jacek Nieżychowski, założyciel i pierwszy dyrektor szczecińskiej operetki. Nieżychowski wie, co mówi, bo to właśnie on ściągnął Brodzińską do Szczecina. – To pewnie był najlepszy ruch w historii opery – ocenia dzisiaj Nieżychowski.

I pewnie się nie myli, choć sama Irena Brodzińska na początku swojej kariery nie przypuszczała, że zostanie śpiewaczką, gdyż taniec był zdecydowanie bliższy jej zainteresowaniom. Ukończyła szkołę podstawową sióstr augustianek, gimnazjum sióstr klarysek w Krakowie, później mama wysłała ja do Szkoły Baletowej w Krakowie. Pracowała jako solistka baletu teatrów muzycznych Krakowa, Poznania i Lublina. Tańczyła ze sławami polskiej sceny baletowej – Witoldem Grucą, wybitnym tancerzem i choreografem, oraz ze Stanisławem Szymańskim, pierwszym tancerzem Teatru Wielkiego w Warszawie.

– Pierwszy angaż dostałam, mając 15 lat. Pojechałam pociągiem do teatru muzycznego w Lublinie. Przyjechałam wcześnie rano, teatr był jeszcze zamknięty, więc przysiadłam na schodach, oparłam głowę o wielką puchową poduszkę, którą dała mi mama, i zasnęłam – wspomina pani Irena. – Tak zastali mnie dwaj panowie, ówczesny dyrektor teatru Antoni Niemczynowski i Edmund Wayda. „Jakie piękne dziecko, co ty tutaj robisz?” – zapytali. „Przyjechałam, żeby tańczyć” – odpowiedziałam.

Tak poznała swojego pierwszego męża Edwarda Waydę , śpiewaka-tenora, aktora, reżysera i dyrektora teatrów muzycznych w Lublinie, Szczecinie. Parę miesięcy później wzięli ślub, niedługo potem urodziła się córka Grażyna. W tym też czasie pani Irena odkryła w sobie talent śpiewaczy i zaczęła kształcić głos. Pierwszą główną rolę – Adeli w „Zemście nietoperza” – otrzymała w Operetce Gliwickiej. Pokonała wtedy trzy kandydatki – uznane śpiewaczki.

Życiową decyzję podjęła w 1957. Jacek Nieżychowski, w latach 50. solista Operetki Gliwickiej, powrócił do rodzinnego Szczecina, by utworzyć operetkę. I zaprosił do niej Brodzińską z mężem. Początki były trudne. Skromny lokal w sali gimnastycznej dała… Milicja Obywatelska. 25 stycznia 1957 roku odbyła się pierwsza premiera muzycznego przedstawienia. Była to „Kraina uśmiechu” Franza Lehara. Irena Brodzińska wystąpiła jako prześliczna Chineczka Mi, partnerował jej mąż.

– Doskonale pamiętam tę premierę – mówi pani Irena. – Zima, przeraźliwy ziąb, między sceną a widownią w suficie była dziura. My w eleganckich, wydekoltowanych sukniach, widzowie siedzieli w futrach, a z dachu sypał autentyczny śnieg! Miała to być tymczasowa lokalizacja. To „tymczasem” trwało ćwierć wieku. W umowie o wynajem sali był punkt, że MO otrzyma na każde przedstawienie 20 miejsc i drugą lożę po lewej stronie sali. I te miejsca zawsze były zajęte. Takie były początki szczecińskiej operetki.

– Wszyscy tworzyliśmy ten teatr i nikt nas nie pytał za ile. Pieniądze nie były najważniejsze. Kochaliśmy naszą publiczność i ona tę miłość odwzajemniała. Teatr był naszym życiem – mówi Irena Brodzińska.
W tamtych czasach aktorzy pracowali bardzo dużo, zdarzało się, że grali ponad trzydzieści razy miesięcznie! Oprócz występów w teatrze jeździli też z przedstawieniami po całej Polsce.

– Byłam na wszystkich próbach, gdy występowała mama – wspomina Grażyna Brodzińska, słynna polska śpiewaczka operowa. – Tylko ci, którzy widzieli ją na scenie, wiedzą, jaka była wspaniała. Pamiętam ją także w duetach z tatą. Jak razem śpiewali, to wszyscy płakali, a potem na stojąco bili brawa.

Trudno zliczyć role, które były tryumfem pani Ireny. Do niezapomnianych na pewno należy zaliczyć tytułową rolę w „Cnotliwej Zuzannie”, Adelę w „Zemście nietoperza”, Roxy w komedii Connersa, Hannę Glawarii w „Wesołej wdówce” i główną bohaterkę w „Hallo Dolly”. Wiele razy wcielała się także w postać Elizy z „My Fair Lady”. Choć była uważana za pierwszą damę szczecińskiej operetki, nie miała cech przypisywanych primadonnom.

– Reklama –

spot_img

Nie kaprysiła, nie spóźniała się na próby, zawsze skromna, pracowita, punktualna i otwarta na uwagi reżysera. Nigdy nie potrzebowała też suflera. Długoletnia suflerka Krysia Błaszniowska, która przez wiele lat z nią pracowała, wiedziała, że Brodzińskiej podpowiadać nie trzeba. – No i gram kiedyś Elizę w „My fair lady”. I nagle, co mi się nigdy dotąd nie zdarzało, zapomniałam tekstu. Po prostu ściana. Więc patrzę na Krysię błagalnie. A ona podnosi kciuk do góry „Super, wyglądasz świetnie!”. Nie podrzuciła mi tekstu! – śmieje się pani Irena.

Jej marzeniem był wspólny występ z córką. Udało się w roku 1978 na scenie Operetki Szczecińskiej, zagrały razem w musicalu „Machiavelli” Jerzego Wasowskiego z librettem Jeremiego Przybory. Wcieliły się w role matki i córki. Spektakle cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Do teatru przychodziły tłumy, które chciały zobaczyć obie panie Brodzińskie na jednej scenie.

– Śpiewałyśmy duet, w którym powinnyśmy być na siebie złe. Było tam jednak miejsce, które doprowadzało nas do śmiechu. A że obie jesteśmy śmieszkami, musiałyśmy odwracać się do siebie tyłem, aby się nie widzieć i w spokoju dośpiewać do końca – wspomina Grażyna Brodzińska. – Robiłyśmy tak na każdym przedstawieniu.

Niedługo po tym przedstawieniu Irena Brodzińska zeszła ze sceny. Osiągnęła na scenie wszystko, czego może oczekiwać artysta – zagrała najsłynniejsze postacie, w jakie mogła się wcielić, oraz zyskała uwielbienie publiczności. Uważa się za artystkę spełnioną. – Nigdy nie żałowałam, że tak szybko odeszłam ze sceny – mówi Irena Brodzińska. – Okazało się że można bez sceny żyć, chociaż początkowo wydawało mi się to niemożliwe. Teraz cieszę się sukcesami moich dzieci i trójki cudownych wnuków. To moja największa duma i radość.

Grażyna Brodzińska o swojej mamie:
– Mamę kochali wszyscy. Na scenie czarowała urodą, uśmiechem i niesamowitą charyzmą. Porównywano ją do Rity Hayworth. Pamiętam, że publiczność miała zwyczaj witać ją brawami, a wiem, jakie to wspaniałe, bo samo ostatnio doświadczyłam takiego powitania w warszawskiej Sali Kongresowej. Mówią, że jesteśmy podobne do siebie na scenie, co bardzo mnie cieszy. Życzeniem mamy było, abym kontynuowała artystyczną działalność Tak też się stało, chociaż tata był początkowo temu przeciwny.

Pamiętam, że gdy brakowało mu jednego dziecka w obsadzie „Barona cygańskiego” Straussa, nie chciał mnie wziąć do przedstawienia, choć idealnie nadawałam się do rólki małej Cyganki. Dopiero mama wpłynęła na zmianę jego decyzji. Była moim najsurowszym krytykiem. Kiedy przychodziła po koncertach, mówiła: „Patrzę na ciebie nie jako matka, tylko jak obcy człowiek. Bo chcę ci obiektywnie powiedzieć, co powinnaś jeszcze poprawić. Ale do tej pory nic nie znalazłam”. Te słowa mamy są dla mnie zawsze największym komplementem. Ona przecież była wspaniałą aktorką i śpiewaczką. Robiła z publicznością co chciała. Była artystką jedyną w swoim rodzaju. Nie ma, nie było i nie będzie takiej drugiej jak ona.

Grażyna Brodzińska, primadonna polskiej operetki. Współpracuje z czołowymi orkiestrami filharmonicznymi i operowymi. Dzięki gościnnym występom za granicą podziwiała ją publiczność na całym świecie. Brała udział w bardzo popularnym cyklu programów telewizyjnych „Z batutą i humorem” Macieja Niesiołowskiego. Ma za sobą wiele głównych ról w czołowych przedstawieniach muzycznych.

Otrzymała wiele odznaczeń za swoje osiągnięcia artystyczne m.in. Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Złoty Krzyż Zasługi, Złoty Gryf Pomorski. Trzy razy z rzędu zdobyła też nagrodę publiczności – Bursztynowy Pierścień.

Źródła:
–  „Szczecinianie stulecia”, wyd. Piątek Trzynastego, Łódź 2000.
– Maria Czech-Sobczak, Władysław Kuruś-Brzeziński, „Pasjonaci szczecińskiej kultury”, wyd. Książnica Pomorska, Szczecin 2003.

Specjalne podziękowania za pomoc w realizacji materiału składamy pani Aleksandrze Nieżychowskiej-Stankiewicz.

– Reklama –

spot_img

– Reklama –

1

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać