- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

BEZ CIENIA SZTUCZNOŚCI

Strona głównaBEZ CIENIA SZTUCZNOŚCI

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

 

Pracuje i mieszka w Warszawie, ale wciąż wraca do rodzinnego Szczecina. Nie ma w niej cienia gwiazdorstwa, nie lubi bywać na bankietach i sztucznie się uśmiechać. Agata Kulesza jest szczera w tym co robi i pewnie dlatego zyskała ogromną popularność i sympatię widzów, dzięki którym wygrała jedno z największych w naszym kraju show – „Taniec z gwiazdami“. Jakie są jej ulubione w miejsca w Szczecinie? Co robiła na „Wilczych Dołach“ koło TME, a co w nieistniejącym dzisiaj Korabiu? Jak zmieniło się jej życie po wygranej w programie? O tym wszystkim aktorka opowiedziała „Prestiżowi“.

W Szczecinie bywa często, tutaj mieszkają rodzice i siostra oraz dalsza rodzina, czyli bliscy, których regularnie odwiedza. Tym razem spotykamy się jednak w Stargardzie Szczecińskim, gdzie Agata Kulesza przyjechała zagrać spektakl „Bloczek“ warszawskiego teatru Scena Prezentacje.

– Jestem aktorką i od lat ta praca daje mi satysfakcję – deklaruje Kulesza. – Mój największy sukces zawodowy? Uważam za duże osiągnięcie to, że bycie aktorką zawsze pozwalało mi się utrzymać. Na różnym poziomie, ale nigdy nie musiałam szukać innych dróg, żeby zarobić na życie, a jak wiadomo to wolny zawód i bywa różnie – dodaje.

O karierze aktorki nie marzyła od dziecka, nie recytowała wierszy na konkursach, nie grała w szkolnych teatrach. Ten pomysł pojawił się dopiero w drugiej klasie liceum, a sama Agata twierdzi, że przyszedł nie wiadomo skąd. Nagle wymyśliła, że będzie studiowała w PWST w Warszawie, a o tej szkole krążyły wtedy legendy.

– Przyjaciele dziwili się tej decyzji, opowiadali, że nie mam znajomości, że przecież mnie tam nie przyjmą, jeśli nie zapłacę – śmieje się aktorka. – Poszłam mimo wszystko. O jedno miejsce na Wydziale Aktorskim starało się wtedy 25 osób, a ja z marszu, jako niespełna 19-letnia dziewczyna, dostałam się. Jestem z tego naprawdę dumna.

Jej kariera nie rozwijała się spektakularnie, sukcesy narastały stopniowo, spokojnie i konsekwentnie szła jednak do przodu. Agata Kulesza przyznaje, że nie jest przekonana, czy dałaby sobie radę z popularnością i wielkimi sukcesami zaraz po szkole aktorskiej. O wiele ważniejsze wydaje jej się teraz, że ma na swoim koncie tak sukcesy, jak i porażki. Dzięki temu dojrzała, potrafiła przyjąć popularność i nowe sukcesy o wiele bardziej świadomie i skorzystać z nich, zamiast się nimi zachłysnąć.

W aktorstwie najbardziej kocha to, że pracuje na samej sobie, co nie pozwala ustawać w tej pracy. Trzeba ciągle obserwować świat, ludzi i doskonalić siebie, żeby to, co oddaje się na scenie, było wiarygodne.

– Co jeszcze kocham w tym zawodzie, to nienormowany czas pracy – śmieje się Agata. – Lubię tę świadomość, że po tygodniu pracy mam, na przykład, tydzień wolnego. Mam wtedy czas na zebranie myśli, wyciszenie, obserwowanie świata wokół.

Zawód aktora nie jest jednak czymś, dla czego poświęciłaby wszystko. O wiele ważniejsi są rodzina i przyjaciele.

– Reklama –

spot_img

– Kto będzie pamiętał jaką zagrałam rolę? Ale jaką byłam matką i przyjaciółką każdy z moich bliskich na pewno odczuje – mówi aktorka.

Powrót do korzeni 

– Ostatnio policzyłam, że właśnie teraz moje życie dzieli się na pół – wyjechałam ze Szczecina, mając 19 lat, a teraz mija dokładnie tyle samo, odkąd jestem w Warszawie – opowiada Agata Kulesza.

W wywiadach, jakich udzielała wielu pismom, po sukcesach seriali i show z jej udziałem, Agata podkreśla, że jest szczecinianką, która mieszka w Warszawie. Mimo iż spędziła tam już tyle czasu, wciąż jeszcze ważniejsze od miejsca zamieszkania są jej korzenie.

– Odkąd urodziłam córkę, a Marianka ma teraz 12 lat, zaczęłam budować swój dom w Warszawie – zdradza „Prestiżowi” Agata. – Jednak niezmiennie dom rodzinny pozostaje w Szczecinie, stąd się wywodzę.

Aktorka urodziła córkę w Szczecinie – chciała, żeby Marianna była kolejnym, trzecim już, pokoleniem jej rodziny urodzonym w Szczecinie.

W naszym mieście jest pełno miejsc, które pamięta z dzieciństwa, a które wywołują mnóstwo wspomnień. Wychowała się na osiedlu przy ulicy 1 Maja, w bloku naprzeciwko Gontynki.

– Dzieciństwo tam to jabłka, na które chodziliśmy z kolegami na okoliczne działki, „Wilcze Doły”, czyli dziwna wolna przestrzeń za TME, gdzie biegaliśmy – opowiada aktorka. – To również bliskość stoczni i pracujący tam ludzie, to czołgi, które budziły moją siostrę i mnie, bo gdy jechały na stocznię, w oknach trzęsły się szyby. Pamiętam, że naliczyłyśmy ich ponad 40.

Blisko domu Kuleszów znajdował się też Dom Kultury „Korab”, gdzie mała Agata tańczyła w dziecięcym zespole Gama. Po zajęciach razem z koleżankami przekradały się do tamtejszego kina, bo jako stałe bywalczynie Korabia znały wszelkie tajemne przejścia. Przygodę z tańcem kontynuowała w ognisku baletowym na Henryka Pobożnego, koło II Liceum Ogólnokształcącego, by jeszcze później śpiewać w Chórze Politechniki Szczecińskiej.

Również w pobliżu znajdowało się liceum, które skończyła, czyli „piątka” przy Ofiar Oświęcimia.

– Reklama –

spot_img

– W tamtym czasie to było najlepsze liceum w Szczecinie, taka szkoła kujonów – wspomina Kulesza. – Trochę w tym prawdy. Widzę to, gdy patrzę na moją klasę: wszyscy są świetnie wykształceni, jestem z nich naprawdę dumna. Ja, mimo że pierwsza uzyskałam tytuł magistra, zostałam chyba klasową maskotką – żartuje.

Oprócz miejsc takich jak Wały Chrobrego, Zamek Książąt Pomorskich czy jedyne w swoim rodzaju Pogodno, Agata wspomina również charakterystyczne sklepy, jak dawny Cezas, gdzie po szkole chodziła z koleżankami przymierzać buty na obcasach.

– To miasto jest pełne moich miejsc – przyznaje aktorka.

Ale nie tylko miejsc, ponieważ, tak jak wielu innym, również Agacie Kuleszy Szczecin kojarzy się z jedynie tutaj dostępnymi pasztecikami, które obchodziły właśnie 40. urodziny. Podczas naszej rozmowy aktorka dowiedziała się trochę o ich historii i o tym, że pierwotnie służyły radzieckiej armii.

– Są pyszne, uwielbiam je, chyba jak każdy szczecinianin – śmieje się. – A najbardziej fascynujące są te genialne maszyny i proces wytwarzania pasztecików. Zawsze zastanawiałam się, skąd wzięły się w Szczecinie.

Co więcej aktorce kojarzy się z rodzinnym miastem? Turzyn, pełen kramów, kolorowy jarmark z wiatrakami i wszystkim, co można sobie wyobrazić. Szczecin śni jej się do dzisiaj.

– Pierwsze trzy lata życia spędziłam w mieszkaniu w starej kamienicy przy ulicy Rayskiego. Co dziwne, to miejsce do dzisiaj często mi się śni. Nie wiem, co to znaczy. Na pewno chciałabym móc tam zajrzeć, zobaczyć, czy moje wspomnienia zgadzają się z rzeczywistością, może odżyłyby jakieś bardzo wczesne wspomnienia? – zastanawia się.

Jeszcze jedno odróżnia Szczecin od innych miast – Pewex i Baltona, środowisko marynarzy i ich rodzin. – W Warszawie zawsze mówię, że przyjechałam z Europy. Właśnie dlatego, że razem z marynarzami do Szczecina docierało z Zachodu to, co się za Odrą nikomu nie śniło – my wiedzieliśmy, co to jest guma Donald.

Lubię tańczyć 

Wzięła udział w „Tańcu z gwiazdami”, mimo że nie uważa się za gwiazdę. Dlaczego? Twierdzi, że to banalne, ale po prostu lubi tańczyć. Skorzystała z tego, iż zaproponowano jej udział w programie akurat wtedy, gdy miała na to czas. Dostała szansę nauki ze świetnym tancerzem, a przy okazji zarobienia na tym. Żartuje, że w jej parze to Stefano Terrazzino był prawdziwą gwiazdą.

– Dało mi to tyle radości, wytworzyło niezliczoną ilość hormonu szczęścia, a w końcu dzięki temu odkryłam, że taniec jest moją wielką pasją. Głupio byłoby nie skorzystać! – deklaruje.

Udział w show TVN to zabawa, ale też pięć godzin treningów dziennie i wielkie fizyczne poświęcenie. Taniec wydobył z niej to, co było gdzieś głęboko ukryte, pozwolił jej na nowo spojrzeć na siebie. Ma teraz nową pasję.

– Jako aktorka zyskałam ogromną świadomość ciała, a to pomaga w mojej pracy, więcej jestem w stanie zrobić. Może to brzmi banalnie, ale naprawdę wiele zawdzięczam temu programowi, sporo zmienił w moim życiu. Poza tym oczywiście zyskałam popularność, dzięki czemu moja kariera nabrała rozpędu.

Głośno było o niej również, kiedy oddała nagrodę – srebrne porsche – na cele charytatywne. Ten krok Agaty wywołał kilkumiesięczną burzę w mediach. Reakcje były różne. Spekulowano, że ma bogatego męża i jeździ lepszym samochodem, że to PR. Inni z miejsca uznali, że to piękny i wielki gest. A tak naprawdę to spontaniczne, bo nie dla nagrody wzięła udział w programie, bo zyskała znacznie więcej. Pozytywne reakcje ludzi sprawiają, że również na co dzień chce być lepszym człowiekiem.

Nie marzy o konkretnych wielkich rolach, nie musi grać Lady Makbet. Lubi swoje role, tak w Teatrze Dramatycznym, z którym jest związana na stałe, jak i w filmach czy w serialach. W swoim licznym dorobku żadnego scenicznego czy ekranowego wcielenia nie pokochała szczególnie, wszystkim granym postaciom stara się dać coś z siebie.

– Tak samo lubiłam Magdę, którą zagrałam w „Moich pieczonych kurczakach”, jak Edytę z „Heli w opałach” – twierdzi aktorka, która swoimi rolami chce wzruszać, bawić i, po prostu, docierać do ludzi. Chce być znana jako aktorka, chce, żeby to jej role ją określały.

– Zawsze powtarzam, że wzorem jest dla mnie moja koleżanka z klasy, Kasia Nosowska, którą podziwiam za to, że robi co do niej należy i wie do czego dąży. Ja też tak chcę.

WERONIKA BULICZ

AGATA KULESZA

Aktorka teatralna i filmowa urodzona 27 września 1971 roku w Szczecinie. W 1994 roku ukończyła PWST w Warszawie i od tamtej pory jest związana z warszawskim Teatrem Dramatycznym. Grała m.in. w spektaklach Piotra Cieplaka, Filipa Bajona i Agnieszki Glińskiej. Ma na swoim koncie role w spektaklach „Jak wam się podoba”, „Obsługiwałem angielskiego króla”, „Lulu na moście”; w filmach „Moje pieczone kurczaki”, „Zamiana”, a także w serialach: „Hela w opałach”, „Pensjonat pod różą” czy „Niania”. Zajmuje się również dubbingiem, do tej pory użyczała głosu m.in. w „Shreku”. Jest zwyciężczynią 8. edycji show „Taniec z gwiazdami” .

 

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

– Reklama –

1

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać