Grzybowa Babci Irenki

Grudzień to jeden z moich ulubionych miesięcy. Czas, mimo świątecznej gorączki, płynie jednak nieco wolniej. Można trochę odsapnąć, przystanąć. No i ta magia Bożego Narodzenia, z rodzinną wigilią przy pachnącej choince i pysznych świątecznych potrawach.

Autor

Krzysztof Bobala

Wiem, że trochę podpadnę mojej kochanej żonie, ale jednak muszę autorytatywnie stwierdzić, że nikt nie gotuje takiej grzybowej z kluseczkami i nie piecze takiego karpia pod chrzanową pierzynką, jak moja mama, zwana popularnie Babcią Irenką. Wspaniały to czas obżarstwa, ale i wspólnych rodzinnych spotkań, rozmów i wszelakich podsumowań. Nie inaczej będzie w tym roku. Główne tematy są od zawsze takie same. Polityka, zdrowie i sport. Polityka ostatnio wręcz wylewa się nam z telewizorów i radioodbiorników więc wybaczcie, ale nie poświęcę jej choćby zdania, a myślę, że ograniczymy także aktywność w tym względzie przy świątecznym biesiadowaniu. Narzekania na zdrowie uniknąć się nie da, bo niestety z każdym rokiem człowiek coraz starszy i organizm chce nam o tym przypomnieć, ale spróbujemy ten temat ograniczyć do minimum. Pozostaje sport, czyli to, co przede wszystkim męska część rodziny uwielbia najbardziej. Najpierw omówienie dokonań lokalnych. Tutaj spór toczy się głównie pomiędzy Szczecinem a Bydgoszczą, gdzie mieszka moja siostra z rodziną, a szwagier to zapalony kibic. Na początek idzie futbol i tutaj nasza absolutna przewaga. W końcu my gramy w ekstraklasie, a Zawisza nie dosyć, że spadła do I ligi to jeszcze jesień ma niezbyt udaną. Szwagier punktuje siatkarską drużyną Łuczniczki z męskiej Plus Ligi. Odpowiadam Mistrzem Polski Chemikiem Police w siatkówce pań. Tutaj cała bydgoska rodzina mojej siostry składa oficjalny protest, bo jednak Police to nie Szczecin. Na nic zdają się tłumaczenia, że Azoty Arena, że kibice głównie ze Szczecina. Protest przyjęty. Na szalę rzucam więc piłkę ręczną. I tutaj odnoszę triumf całkowity. Wprawdzie Staszek próbuje jeszcze bronić się koszykówką, ale obecność wśród najlepszych naszych Wilków skutecznie odpiera ten atak. On we mnie żużlem, ja oddaję tenisem. Siostra wspomina coś o sukcesach lekkoatletów, ja o kolarzach torowych. Wreszcie sięgamy po kolejną porcję makowca i przechodzimy do podsumowania polskich osiągnięć w skali międzynarodowej. Słaby sezon zimowy. Od kilku lat przyzwyczajeni do sukcesów skoczków czy Justyny Kowalczyk tym razem musieliśmy obejść się smakiem. Czego nie dali nam reprezentanci sportów zimowych wynagrodzili piłkarze ręczni, a w szczególności Michał Szyba. To co reprezentant Polski „wyprawiał” w meczu o medal Mistrzostw Świata z Hiszpanią, na długo zostanie w głowach kibiców. Wiosna to już piłka nożna i pewne 4 punkty, potem jeszcze doskonała postawa jesienią i nasi piłkarze stali się rewelacją eliminacji do EURO 2016. Jeżeli Lewandowski i spółka potwierdzą wysoką formę w czerwcu przyszłego roku możemy realnie liczyć na jakąś dużą niespodziankę z udziałem naszej reprezentacji. Podsumowując ten rok wspomnieć trzeba pierwszą edycję Igrzysk Europejskich, całkiem udanych dla naszych sportowców czy też osiem medali naszych lekkoatletów podczas sierpniowych mistrzostw świata w Pekinie. Ja ten rok pamiętać będę jednak najbardziej przez pryzmat tenisa. Najpierw historyczny awans polskiej reprezentacji do Grupy Światowej Pucharu Davisa. Potem największy sukces Agnieszki Radwańskiej – wygrana w turnieju Mistrzyń WTA Finals czyli rozgrywkach Masters w Singapurze. Wielka forma, wielka ambicja, wielkie pieniądze i wreszcie wielkie oczekiwania sukcesów w kolejnym roku. Czekamy na występy Isi w Wielkim Szlemie, czekamy na gole Lewego na EURO, czekamy na dobre występy innych polskich reprezentantów. Tego wszystkiego, w ten świąteczny czas, Czytelnikom Prestiżu i sobie życzę. Wesołych Świąt.

Prestiż  
Grudzień 2015