- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

Medal jest, czas na wesele

Strona głównaMedal jest, czas na wesele

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

Przemysław Czerwiński zdobywając w sierpniu medal w mistrzostwach Europy w Barcelonie wskoczył do grona wybitnych polskich lekkoatletów. We wrześniu wykona jeszcze jeden skok, tym razem na …ślubny kobierzec. Ożeni się z kobietą, którą poznał – jakby mogło być inaczej – na lekkoatletycznej arenie.

W Barcelonie wraz z pokonaniem poprzeczki na wysokości 5,75 porzucił chyba miano jednego z najbardziej pechowych polskich lekkoatletów.

Na mistrzostwa Świata do Osaki w 2007 roku wybierał się po wysokie miejsce, skończył ze złamana ręką. Na Olimpiadę do Pekinu jechał w euforii po osiągniętym w ostatniej chwili minimum, skończył ze złamaną nogą.

Czy po takich przygodach sport może jeszcze bawić i chce się go uprawiać?

– Jeśli nie byłbym zawzięty, to już po Osace powiedziałbym stop – opowiada nam Czerwiński. – Rehabilitacja, trzeba wszystko zaczynać od nowa, po co? Mógłbym wtedy pomyśleć. Ale wstałem, otrzepałem się, wyleczyłem i wróciłem na skocznię. Później pojechałem na igrzyska i znów to samo – kontuzja. Dlatego medal zdobyty na ME w Barcelonie odbieram jako samoutwierdzenie, że dobrze zrobiłem wracając do sportu – mówi. To trochę tak, jakby ktoś stał z boku i powiedział „Przemek , tyle lat trenujesz, należał ci się ten medal“.

Czerwiński nie ukrywa jednak, że myślał o złocie. Wychodząc na stadion był bardzo bojowo nastawiony, po głowie krążyła myśl „przecież nie walczę z robotami, ale z ludźmi takim jak ja“.

– Nie udało się zdobyć złota, ale z brązu też się cieszę. Dwóch było lepszych ode mnie – ocenia.

Na stadionie z boku, ale w życiu razem z Przemkiem stoi Jewgienija albo krócej Żeni (dopingowała Przemka także w Barcelonie), studentka politologii z Doniecka, którą tyczkarz poznał trzy lata temu podczas mityngu Siergieja Bubki.

– Siedziała wówczas w loży, a jej rodzice pracowali przy telewizyjnej obsłudze mityngu – wspomina. – A później podczas bankietu, od spojrzenia do spojrzenia, od uśmiechu do śmiechu…

W tym roku, dokładnie trzy lata od czasu gdy się poznali i w tym samym miejscu Przemek poprosił Żenię o rękę. Ich ślub odbędzie się jeszcze w tym miesiącu.

– Reklama –

spot_img

Czy sportowiec zajęty treningami, próbujący ułożyć życie osobiste ma jeszcze czas na jakieś hobby ?

– Ma, ale rok temu gdy nie miałem stypendium i brakowało pieniędzy musiałem pozbyć się zarówno motocykla jak i profesjonalnego sprzętu fotograficznego – mówi lekkoatleta.

Bo motory i fotografowanie to jego dwie pasje.Ta pierwsza jakoś nie pasuje do Czerwińskiego, którego kibice znają z rozbiegu przed skokiem – spokojnego i skoncentrowanego.

– Zdarzyło mi się jechać ponad 200 km/ godz. , ale nie śrubuje rekordów prędkości, szczególnie jak już dojrzałem życiowo. Uwielbiam naked bike, a więc motory zwrotne, przystosowane do jazdy po mieście. Jazdę na motocyklu mam chyba w genach. Jeździł mój dziadek, później mój ojciec, więc ze mną nie mogło być inaczej.

Przemek planuje, że w przyszłym roku ponownie pojawi się w jego garażu Suzuki bandit albo jakiś z modeli Yamahy. Ale zakup motoru i sprzętu fotograficznego odkłada na później, bo teraz vnajważniejszy jest ślub.

– Żenia to jest miłość mojego życia, rozumiemy się doskonale – nie boi się prywatnych wyznań lekkoatleta. – Jest ugodowa. Gdy mam kolejny start, to usuwa się na bok, bo wie, że koncentruję się wyłącznie na nim.

Ale jednocześnie motywuje Przemka do lepszego skakania.

– W tym sezonie mimo sukcesu nie miałem takiej formy, o której mógłbym powiedzieć, że była życiowa. Dlatego wiem, że stać mnie na przeskoczenie 5,90, a więc na rekord Polski. A Żenia mi ciągle powtarza, że mogę skoczyć 6 metrów.

Oby kobieca intuicja nie zawiodła, i niech Przemek skoczy tylko trochę niżej od chmur.

jch

– Reklama –

spot_img
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

– Reklama –

clochee1000x100

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać