Taka gala w Szczecinie odbyła się po raz pierwszy. I można się spodziewać kolejnych, bo impreza zrobiła duże wrażenie na kibicach, którzy prawie do ostatniego miejsca wypełnili Szczeciński Dom Sportu.
Gala sportów walki Iron Fist zmieniła halę SDS-u nie do poznania. Na środku parkietu stanął ring, były trzy telebimy, lasery i dym. Galę poprzedził pokaz tancerek z Shock Dance oraz występ szczecińskiego zespołu Quo Vadis, który na tę okazję skomponował specjalny utwór pt. „Iron fist”.
– Trochę obawialiśmy się, czy impreza wypali, ale nieskromnie powiem, że jesteśmy zadowoleni – mówi Marek Pawlak z firmy Brandhouse.
Sporo emocji było też na ringu, choć organizatorzy tuż przed samą imprezą mieli trochę kłopotów ze skompletowaniem walczących par.
– Problem był tym większy, że walki odbywały się we wciąż mało popularnych dyscyplinach – formule MMA, czyli połączeniu różnych stylów walki (w ringu mógł się spotkać np. bokser z judoką) i boksu tajskiego – opowiada Krzysztof Jakubowski, współwłaściciel agencji Brandhouse.
W gali wzięło udział kilku szczecinian, czterej z nich schodzili z ringu jako zwycięzcy.
Najpierw szybko ze swoim przeciwnikiem rozprawił się Paweł Piłat (Nak Muay Szczecin), potem Maciej Jewtuszko (Bersekers Team) złamał nos Tomaszowi Kowalskiemu i wygrał przez nokaut techniczny. Na punkty wygrał Maciej Linke (Gold Team Linke), choć jak mówił po gali, ciosy przeciwnika sprawiły, że nie pamiętał części walki i był o krok od porażki.
Nie udało się natomiast pożegnanie z polskimi kibicami starszego z braci Linke – Mariusza. „Manolo” nie wytrzymał szaleńczego ataku dużo młodszego Piotra Sudeckiego. Szczecinianin po dwóch minutach leżał na deskach, a sekundanci rzucili na ring ręcznik i sędzia musiał przerwać walkę.
W jedynej walce bokserskiej Artur Mulinow (Bersekers Team) pokonał na punkty Patricka Baumanna.
Podobna impreza to duże wyzwanie organizacyjne, które sporo kosztuje, ale bardzo prawdopodobne, że w przyszłym roku w Szczecinie odbędzie się podobna gala. Organizatorzy już teraz zapowiadają, że będzie bardziej efektowna.
– Mamy nadzieję, że zorganizujemy ją na przełomie kwietnia i maja. Udowodniliśmy, że w starej hali można zrobić fajną imprezę. Na pewno chcemy doszlifować organizację imprezy, zrobić większe show, liczymy też na przyjazd lepszych zawodników. Już zgłaszają się Tajlandczycy, Japończycy czy Ukraińcy. Mamy nadzieję, że kolejna gala będzie większego formatu – zapewnia Marek Pawlak z Brandhouse. Imprezie patronował „Prestiż”.
tch








