- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

A może na golfa?

Strona głównaA może na golfa?

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

Kiedy Naczelna poinformowała mnie na początku sierpnia, że w kolejnym numerze Prestiżu będzie więcej tenisa, serce się szczerze uradowało. W końcu wrzesień to w Polsce bardzo tenisowy miesiąc. Finałowy tydzień US Open, w którym być może będzie nam dane ściskać kciuki za naszych, potem Puchar Davisa z ogromną szansą na historyczny awans do Grupy Światowej polskiej reprezentacji, no i wreszcie szczecińska, tygodniowa uczta dla kibiców „białego” sportu – ATP Pekao Szczecin Open. Już w głowie kłębiły się pomysły na kolejny felieton. Już zaczęły się propozycje najbardziej atrakcyjnego tytułu. A w końcu decyzja – tym razem jednak nie będzie o tenisie.

Wakacyjne miesiące w mojej rodzinie od dwudziestu lat kojarzą się właściwie tylko z tenisem. Jest z nami od rana do późnego wieczora. Z tenisem się budzimy i kładziemy spać. Organizacja turnieju pochłania nas zawsze bez reszty, wtedy kiedy przyjaciele i znajomi wypoczywają w ciepłych krajach czy nad Bałtykiem.

My z Agnieszką, przez lata już się przyzwyczailiśmy, nasze dzieci nie. One tego turnieju nie lubią. Grają w golfa, w tej dyscyplinie się realizują i o golfie właśnie chciałem spłodzić słów kilka. Bo, po wieloletnich próbach namówienia mnie na partyjkę tej gry, najpierw przez mojego dorosłego już syna, do którego niedawno dołączyła nastoletnia córka wreszcie się poddałem. Stanąłem na drivingu, posłuchałem rad trenera i znajomych golfistów i zacząłem próby trafienia w białą piłeczkę.

Nie powiem, żeby mi się to na początku jakoś specjalnie podobało. Ta kacza pozycja przy uderzeniu, uchwyt kija tak nienaturalny, że aż dłonie odmawiają posłuszeństwa. Do tego ta przesadna etykieta, której trzeba przestrzegać jak w żadnym sporcie. No i jeszcze te niekiedy dziwne ubrania. Pierwsza wizyta, druga, trzecia, kolejne rady grających od lat, wreszcie pierwsza wizyta na polu, na razie małym i wpadłem. Nie powiem, że bez reszty, bo tenis zawsze będzie na pierwszym miejscu, ale golf podoba mi się z każdą wizytą na polu coraz bardziej. Z jednej strony konieczność niebywałej koncentracji, co każe wyłączyć umysł z innych obciążeń i daje duży odpoczynek od stresu i problemów dnia codziennego. Z drugiej ten spokój golfowego pola, co koi skołatane nerwy i daje oddech jak mało co. Wiem, wiem. Ktoś powie nudy, sport dla dziadków, a może nawet usłyszymy, że to nie sport. Znaczy nigdy nie grał w golfowym turnieju, nigdy nie przeszedł ponad siedmiu kilometrów z ciężką torbą na plecach i to co chwila machając metalowym kijem. Na drugi dzień bolą plecy, zakwasy w mięśniach nóg i ramion. Wcale nie mniejsze niż po squashu czy tenisie. To sport niezwykle rozwijający, diabelnie trudny technicznie i nieprawdopodobnie popularny na całym świecie. 

To sport, w który grają miliony, to tysiące pól, to tematyczne kanały telewizyjne relacjonujące największe golfowe eventy.

To wreszcie, od najbliższych igrzysk dyscyplina olimpijska. Ale dla mnie jest coś w golfie najważniejszego – możliwość sportowego, czy w naszym przypadku raczej rekreacyjnego, spędzania czasu z najbliższymi. Przejście 18-dołkowego pola trwa kilka godzin. Jest wreszcie szansa na rozmowę i długi wspólny spacer. Bo przecież – rodzina jest najważniejsza. Grajcie więc w golfa. Chociaż ja i tak tenis będę kochał do końca życia najmocniej. Do zobaczenia więc na ATP Pekao Szczecin Open.

 

 

Krzysztof Bobala

– Reklama –

clochee1000x100

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać