Razem z latem powraca jedno z głównych zagrożeń wakacyjnego wypoczynku i rekreacji – kleszcze. Choć lekarze zauważają coraz większą wiedzę społeczeństwa na ten temat, to informacji na ich temat oraz jak się przed nimi chronić nigdy nie jest za dużo. O tym jakie choroby przenoszą, o nowych gatunkach, które trafiają do Polski, co je przyciąga i jak blisko jesteśmy wyprodukowania szczepionki przeciwko boreliozie Prestiż rozmawia z profesorem Miłoszem Parczewskim.
Coraz więcej mówi się o kleszczach i chorobach przez nie wywołanych. Skąd ta nagle rosnące zainteresowanie? Rosnąca świadomość społeczna? Czy to może np. efekt oficjalnego ujawnienia informacji przez kilku celebrytów, że dotknęła ich borelioza?
Prof. Miłosz Parczewski: Zainteresowanie chorobami odkleszczowymi jest stałe, powiedziałbym, że znaczne. Obserwujemy je od kilku, a właściwie kilkudziesięciu lat. Co prawda podczas pandemii społeczeństwo przekierowało swoją uwagę w stronę COVID-19, ale po tym okresie wróciła dyskusja na temat chorób odkleszczowych. Wysokiego zainteresowania nie wiązałbym szczególnie z celebrytami, choć faktycznie zdarzały się wypowiedzi znanych osób, które informowały o tym, że same na boreliozę chorują. Zainteresowanie społeczeństwa wynika raczej z rosnącej styczności z kleszczami oraz „pracy u podstaw” lekarzy – jako społeczeństwo odrobiliśmy lekcję ze świadomości zagrożeń i roli profilaktyki w tym zakresie. Ponadto wpływ na to miała także pewna próba uporządkowania sytuacji, m.in. poprzez stanowisko konsultanta krajowego na temat niestandardowych metod leczenia. To wywołało szerszą dyskusję na temat prawidłowości diagnostyki i leczenia boreliozy w Polsce.
Ale chyba wciąż sporo osób bagatelizuje choroby przenoszone przez kleszcze. Jak wielki jest katalog chorób spowodowanych przez te pajęczaki?
Nie sądzę, że bagatelizuje się choroby przenoszone przez kleszcze, szczególnie w kontekście pewnej, zupełnie niepotrzebnej, paniki internetowej czy doniesień o egzotycznych gatunkach kleszczy. Myślę, że raczej część tych chorób pozostaje po prostu niezdiagnozowanych. Tak się dzieje, gdy ludzie mylą rumienie boreliozowe z innymi odczynami skórnymi, alergiami i nie zgłaszają się do lekarza. Sądzę jednak, że świadomość społeczna na temat boreliozy, jej wczesnych objawów jest obecnie na tyle szeroka, że pacjenci dmuchają na zimne i prędzej przyjdą ze zwykłym odczynem skórnym podejrzewając u siebie boreliozę, niż zbagatelizują taki objaw. Należy także pamiętać o tym, że leczenie wczesnej boreliozy jest stosunkowo proste. Antybiotykoterapię z powodzeniem wdrożyć może lekarz POZ. Przyjmowanie leków trwa dwa, trzy tygodnie i to w większości przypadków rozwiązuje problem.
Warto dodać, że borelioza jest chorobą społecznie bardziej akceptowalną niż np. choroby przenoszone drogą płciową. Borelioza nie stygmatyzuje pacjenta, a przyznanie się do niej w gronie przyjaciół czy rodziny jest stosunkowo bezpieczne. Natomiast rzeczywiście jest tak, że rodzajów chorób przenoszonych przez kleszcze w Polsce nie ma wcale zbyt wiele. Są wśród nich boreliozy o różnych gatunkach, kleszczowe zapalenie mózgu, ludzka anaplazmoza granulocytarna, bardzo rzadko babeszjoza a inne odkleszczowe choroby tropikalne, takie jak gorączka krymsko-kongijska czy gorączka gór skalistych w Polsce się nie zdarzają.
Niedawno rozpoczęła się akcja poszukiwania kleszczy z rodzaju Hyalomma na terenie Polski. Te duże, egzotyczne pajęczaki trafiają do centralnej Europy przez ptaki wędrowne. Naukowcy obawiają się, że ocieplający się klimat może sprzyjać ich rozprzestrzenianiu się w naszym kraju. Dlatego by lepiej poznać skalę tego zjawiska rozpoczęli projekt „narodowe kleszczobranie”. Ma nawet powstać mapa Hyalomma w Polsce. Jak bardzo te pajęczaki są niebezpieczne? Czy rzeczywiście kleszcze Hyalomma mogą przenosić m.in. wirusa krymsko-kongijskiej gorączki krwotocznej? Czym różnią się od kleszczy występujących w Polsce od lat?
Pytania o nowe rodzaje kleszczy i ich zachowania należałoby skierować raczej do biologów, parazytologów, specjalistów zajmujących się tymi pajęczakami. Ja, jako specjalista chorób zakaźnych mogę powiedzieć tyle, że faktycznie pojawiają się w Polsce zawlekane gatunki kleszczy, które potencjalnie mogą przenosić nieco inną charakterystykę chorób. Rzeczywiście kleszcze Hyalomma mogą przenosić m.in. wirusa gorączki krymsko-kongijskiej, ale pamiętajmy, że jeżeli to są pojedyncze kleszcze w skali kraju, to ryzyko tego, że stawonóg będzie zakażony i przeniesie wirusa na człowieka jest bardzo niskie. Transmisja choroby zakaźnej z kleszczy na człowieka jest sumą trzech zmiennych – gęstości występowania kleszczy w danym środowisku, która w przypadku kleszczy Hyalomma w Polsce jest bardzo niska, ryzyka zakażenia kleszcza przez patogen, która znowu w Polsce jest nieznana do bardzo niskiej, no i ryzyka, że ten zakażony kleszcz pogryzie człowieka. Podsumowując, ryzyko na ten moment jest w Polsce bliskie zeru.
Co przyciąga kleszcze? Zapach potu, temperatura ciała, kosmetyki? Czy preparaty mające odstraszać kleszcze, które są powszechnie sprzedawane np. w hipermarketach rzeczywiście nas chronią?
To bardzo ciekawe pytanie, na które nikt nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jest tak, że są ludzie, którzy będą mieli więcej kleszczy niż inni, przy tej samej ekspozycji. Dlaczego tak się dzieje? Właściwie nie wiemy. Były pomysły, że wpływ na to może mieć zapach potu, grupa krwi, ale nikt ostatecznej „kropki nad i” w tym temacie nie postawił. Niezależnie od tego, co przyciąga kleszcze warto pamiętać o podstawowych zasadach, takich jak odpowiedni ubiór w lesie – jeśli to możliwe długie nogawki i rękawy, jasne kolory ubrań, na których lepiej widać kleszcze. Po wizycie w lesie warto dokładnie obejrzeć skórę, wziąć prysznic, a przed taką wizytą możemy stosować repelenty, raczej z aptek niż hipermarketów. Pamiętajmy przy tym, że substancje te nie chronią w stu procentach i działają kilka godzin, a nie kilkanaście czy kilkadziesiąt.
Czy kleszczy jest teraz w Polsce więcej niż kiedyś? Jak na tej mapie wygląda Szczecin i region?
Zmiany klimatyczne powodują, że nie tyle zmienia się liczba kleszczy, ile wydłuża się czas ich żerowania. Kilka lat temu nie obserwowaliśmy, żeby ludzie z rumieniami, a więc dowodem na boreliozę wczesną, przychodzili do nas zimą. Teraz to się zmieniło. Tych ludzi jest oczywiście mniej niż latem, ale są. To oznacza, że pogryzienia zdarzają się także w miesiącach późno jesiennych, zimowych i wczesno wiosennych, a jeszcze jakiś czas temu nie był to typowy okres żerowania kleszczy. W kontekście województwa zachodniopomorskiego istotne jest to, że kilka lat temu byliśmy obszarem, w którym występowało dość dużo kleszczy zakażonych krętkami borrelia, ale bardzo mało kleszczowym zapaleniem mózgu. W tej chwili mamy sporo kleszczy zakażonych zarówno boreliozą, jak i wirusem kleszczowego zapalenia mózgu. Z tego powodu zmieniły się rekomendacje na temat szczepień. Kiedyś szczepienia na kleszczowe zapalenie mózgu były polecane szczególnie osobom pracującym w lasach, dzisiaj rekomendujemy, by wszystkie osoby przebywające regularnie w parkach i lasach, uprawiające w terenach zalesionych sport, biegające, często i długo spacerujące, pamiętali o szczepieniach przeciwko tej chorobie.
Czy to prawda, że jesteśmy blisko wyprodukowania szczepionki przeciwko boreliozie?
Szczepionka w kierunku boreliozy jest obecnie w fazie badań klinicznych, z nadzieją czekamy na ich wyniki. Pozytywny scenariusz mówi, że w perspektywie kilku lat doczekamy się szczepionki na boreliozę. Byłby to przełom w walce z tą chorobą.







