- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

NIE LUBIĘ OLIWEK!

Strona głównaNIE LUBIĘ OLIWEK!

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

O nowej płycie, oliwkach, Annie Jantar rozmawiamy z Eleni przy okazji jej recitalu w Filharmonii Szczecińskiej, który odbył się 7 kwietnia 2009 roku. NIE LUBIĘ OLIWEK!

RAFAŁ PODRAZA: 22 płyty, w tym kilka złotych, miliony fanów, koncerty w Polsce i za granicą – ostatnio tournèe po Australii. Krytycy zarzucają jednak Pani kiczowatość: banalne teksty, proste melodie…

Eleni: Na szczęście ludzie inaczej to oceniają i cieszę się, że mimo niepochlebnych opinii ze strony krytyków przetrwałam wszystkie burze i ataki. Zawsze uważałam, że trzeba robić swoje. Moje teksty nie są kiczowate, o czymś mówią. Gdyby było inaczej, na pewno dzisiaj nikt by już o mnie nie pamiętał, a przecież wciąż mam swoją publiczność, która tłumnie przychodzi na koncerty. Podejrzewam, że ludzie w tych tekstach odnajdują cząstkę swojego życia. A dla mnie to jest ważniejsze niż pochlebne opinie krytyków.

– „Eleni. Nic miłości nie pokona” to wywiad-rzeka, traktujący bardzo szeroko o Pani życiu, karierze – pełen osobistych przemyśleń. Czy była to pewnego rodzaju terapia po rodzinnej tragedii z 1994 roku?

– Chyba tak… Choć nie ukrywam, że początkowo nie byłam przekonana do tego przedsięwzięcia. Ale dzisiaj widzę, że był to rzeczywiście dobry pomysł. Jak się okazuje, ta książka wielu ludziom, którzy przeżyli podobną tragedię i nie potrafią sobie z nią poradzić, bardzo pomaga. Widać taka książka musiała powstać, ktoś tam na górze widział w tym cel.

– Gdyby nie ostre weto trenera: „sport albo muzyka”, kto wie, może dzisiaj znalibyśmy Panią jako sportsmenkę…

– To prawda. A kto wie, może byłabym dzisiaj legendą sportu na miarę Ireny Szewińskiej! To oczywiście żart, ale faktycznie uprawiałam lekką atletykę. Z powodzeniem grałam też w siatkówkę, piłkę ręczną. Ale niestety, nie godziłam tego wszystkiego, czyli treningów z dodatkowymi lekcjami muzyki, chórem szkolnym, zespołem. I w końcu musiałam wybrać.

– Za rok jubileusz. 35 lat na scenie. Może będzie wreszcie okazja posłuchać nowej płyty? „Coś z Odysa” wyszło w 2001 roku…

– Wiem, już od dłuższego czasu obiecuję nową płytę, ale wciąż się jakoś nie składa… Wciąż zbieram materiał, choć nie mogę powiedzieć, że nic nie zostało w tym kierunku zrobione! Część materiału jest już nagrana, a nad resztą pracuję. Na płycie znajdą się piosenki Seweryna Krajewskiego, Jarka Kukulskiego, Kostasa. Płyta będzie na pewno! Może faktycznie jubileusz będzie ku temu najlepszą okazją.

– Grek to optymizm, radość życia. To piosenka, taniec i… oliwki z tego co wiem oliwek Pani nie lubi.

– Reklama –

spot_img

– No właśnie, jak to jest? Sama się nad tym wielokrotnie zastanawiałam, bo faktycznie nie lubię oliwek, mimo że wszyscy wokół się nimi zachwycają… Może dlatego, że jestem polską Greczynką?

– Joanna Rawik powiedziała: „miotam się pomiędzy dwoma ojczyznami, czuję, że zdradzam Rumunię, gdy dobrze mówię o Polsce, i na odwrót”. Pani ma podobne dylematy?

– Tak. Mimo że urodziłam się w Polsce i tu dorastałam, tu mam dom, pracę i najbliższą rodzinę, to tęsknię za Grecją. I podobnie w drugą stronę… Ale dzięki temu, że mam dwie ojczyzny, wewnętrznie jestem bogatsza. Czerpię bowiem z dwóch kultur. Grecja na pewno zawsze będzie w moim sercu, ale myślę chyba po polsku.

– „Za wszystkie noce” to piosenka Pani czy Anny Jantar?

– „Za wszystkie noce” to piosenka Kostasa. Śpiewałam ją na koncertach w języku greckim. Na festiwalu w Sopocie w 1976 roku podeszła do mnie Ania i zapytała, czy może zaśpiewać ją w języku polskim z tekstem naszego wspólnego przyjaciela – Lecha Konopińskiego. Kostas zgodził się bardzo chętnie.

– „Lubię prać, sprzątać, gotować, prasować i pracować w ogrodzie”… To jak na gwiazdę piosenki, sprzedającą płyty w milionowych nakładach, bardzo odważne wyznanie.

– Nigdy nie czułam się gwiazdą, nigdy też nie chciałam nią być. To, że jestem popularna, odczuwam dopiero będąc wśród ludzi, kiedy uśmiechają się przyjaźnie, kiedy proszą o autograf, albo kiedy „straszę” ich z okładki jakiejś kolorowej gazety w kiosku.

– „Sprzeda” nam Pani przepis na rybę à la Eleni?

– Usmażone wcześniej filety mintaja lub morszczuka zalewam sosem: najpierw podsmażam cebulę, do której dodaję pokrojoną w paski zieloną, czerwoną i żółtą paprykę. Podlewam wodą i dodaję czerwony pieprz, oregano i ostry ketchup. To wszystko duszę na małym ogniu i gotowym sosem zalewam rybę.

– Dziękuję za rozmowę.

– Reklama –

spot_img

RAFAŁ PODRAZA

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

– Reklama –

clochee1000x100

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać