- Reklama -
spot_img

Nie lubię poniedziałku

Strona głównaNie lubię poniedziałku

Musisz przeczytać

- Reklama-
spot_img

 

Tak jak bohaterowie jednej z najsłynniejszych polskich komedii, jak Bob Geldof w słynnym przeboju lat osiemdziesiątych „I don’t like monday” – tak i ja nie znoszę poniedziałku.

Właściwie to nie ma co się ograniczać – ja nienawidzę poniedziałku. Spostrzegawczy czytelnik dojrzy, że nie wszystkich poniedziałków, a tego jednego, konkretnego. Co roku tego samego. Poniedziałku zaraz po turnieju Pekao Szczecin Open. Jeszcze w uszach brzmią oklaski wypełnionej po brzegi widowni, po ostatniej piłce niedzielnego finału, jeszcze w pamięci pozostają przemiłe spotkania podczas całego turnieju, jeszcze podśpiewujemy sobie przeboje towarzyszącego turniejowi festiwalu. A tu… poniedziałek. Wszystko trzeba zburzyć. Jeden dzień i dzieło, w tworzenie którego, tak wiele osób, przez cały rok wkłada zdrowie, wolny czas i całe mnóstwo pozytywnej energii, w ciągu kilkunastu godzin przestaje istnieć. To smutny widok. I wtedy pozostaje już tylko czas na podsumowania. Jak było w tym roku?. Przede wszystkim urodzinowo. W  końcu obchodziliśmy turniejowe osiemnaście lat. Jak zauważył redaktor Artur Dyczewski z Polskiego Radia Szczecin była to bardzo zakrapiana „osiemnastka”. Padało prawie przez cały tydzień. i jeszcze to zimno. A jednak prawie wszyscy uważają, że to był bardzo dobry turniej. Dlaczego? Po pierwsze pokazaliśmy niebywałą sprawność organizacyjną. Rewelacyjna praca kortowych i wspaniale przygotowane szczecińskie korty, które po godzinie od ostatnich kropli, nawet ulewnych deszczy, nadawały się do gry. Po drugie naprawdę atrakcyjny Plus Tennis Music Festival, który był idealną alternatywą na zimne wieczory. Prawdziwie energetyczne koncerty The Soul Catchers czy kapeli Trebunie Tutki, rewelacyjny wieczór z piosenkami Renaty Przemyk, czy musicalowy popis Hanny Śleszyńskiej, Piotra Gąsowskiego, Roberta Rozmusa i Wojciecha Kalety podczas czwartkowego bankietu sprawiły, że o festiwalu mówi się już prawie tak dużo jak o samym turnieju. i wreszcie po trzecie – Goście. W tym roku dopisali jak nigdy. Artyści, przedstawiciele biznesu, dziennikarze i politycy. W turniejowy piątek pojawił się nawet były Prezydent Niemiec. To grono bardzo zacne, którym chwalić się możemy bez kompleksów. Bo na której polskiej imprezie sportowej pojawia się były Prezydent Niemiec i były Premier Polski, prezesi dwóch największych polskich banków: Pekao SA i PKO BP i wiele znamienitych postaci biznesu. Wszyscy byli naprawdę zadowoleni i zapowiedzieli swój przyjazd za rok.

Ale nie byłoby tego sukcesu, potwierdzonego raportem Supervisora ATP, w którym co drugie słowo to excellent (z ang. znakomity), gdyby nie cała turniejowa rodzina. Jest nas ponad trzysta osób. Niektórzy pracują przy turnieju cały rok inni tylko dwa tygodnie. Ale wszyscy robią to z prawdziwą pasją i zaangażowaniem. Wspólnie pracujemy, wspólnie cieszymy się z sukcesów ale i razem się bawimy. Na Players Party, na koncertach turniejowego festiwalu i najważniejszej imprezie, która od lat integruje całą turniejową załogę – Party After Tennis.

Kiedy już opadną emocje po finale, w niedzielny wieczór spotykamy się w Tiger Pubie.

Są kortowi, ochroniarze, kierowcy Lexusa, sędziowie i hostessy. Zawsze wpadnie któryś z finalistów i obsługa Biura Prasowego. Ale zasada jest jedna – wstęp tylko dla pracujących przy Pekao Szczecin Open. Nikt już nie mówi o zmęczeniu, wszyscy są wyluzowani, a szampańska zabawa trwa prawie do „białego rana”. A potem boląca głowa i ten znienawidzony poniedziałek. Chociaż co roku zagląda do nas promyk nadziei i optymizmu. Przecież za rok znowu turniej!

Krzysztof Bobala

 

Poprzedni artykuł
Następny artykuł
- Reklama -
spot_img

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
spot_img

Musisz przeczytać