- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

Obywatelka świata

Strona głównaObywatelka świata

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

Podobno Twoje spektakle powstają w snach?

To jest absolutnie na serio. Tak świadomie to się zaczęło przed premierą „Krzyku” Tennessee Williamsa… To był 2002 rok. Pracowaliśmy nad tym tekstem i nagle zrozumiałam, że kiedy wracam po próbie do domu, to wszystko żyje we mnie jutrzejszą próbą. Ja nie mogłam się jej doczekać, było mi wciąż mało i mało, więc zaczęłam pracować nawet we śnie…

I to się pokrywało potem z tym co na jawie?

Przybiegałam na próbę i mówiłam aktorom: śniło mi się to tak a tak, zobaczmy, spróbujmy, przećwiczmy… i od tego czasu stało się to jakąś niemal techniką. 

W jakim języku śnisz? 

Teraz po rosyjsku… ale jak przyjechałam do Polski to tylko po polsku… to chyba ten sam mechanizm jak ze spektaklami, bardzo chciałam się szybko nauczyć języka, a czasu nie wystarczało, we śnie kontynuowałam to czego nie zdążyłam za dnia (śmiech). Mało tego, moja chęć uczenia się była tak ogromna, że nawet myślałam po polsku. Ale mówi się, że twoim językiem jest ten, w którym klniesz. Ja na co dzień klnę po polsku, ale jak ostatnio uderzyłam się bardzo mocno w palec to wykrzyczałam „Job T*** Mać” (śmiech).

Kim się czujesz? Polką? Rosjanką?

Ja przyjechałam tu pozbawiona narodowości… zdziwi Cię być może to, co powiem, ale w Związku Radzieckim wychowałam się jako obywatel świata. Życie tam nigdy nie wymagało ode mnie deklaracji narodowości. Jeśli musiałbym się jakoś określić, to powiedziałabym tak: płynie we mnie krew rosyjsko – ukraińsko – polsko – żydowsko – tatarska (śmiech). Szybko jednak okazało się, że mimo wielu prób i wysiłków by myśleć o sobie jako o Polce jest nie możliwie. Nie było i chyba wciąż nie ma na to do końca akceptacji ludzi, Polaków. Jestem tym zmęczona, ale jednocześnie pewna jednego: jestem Rosjanką, choć urodzoną w ukraińskim Lwowie. 

Miałaś z tym problem? Wiadomo, że niektórzy mają problem z Rosją i chyba Rosjanami.

Pamiętam jak ktoś mi powiedział, że ZSRR to przecież było więzienie. Ja nigdy tego tak nie traktowałam, ja w ZSRR nauczyłam się pojęcia sumienia, wolności i przede wszystkim szacunku do ludzi. Wszystko co mam w sobie zawdzięczam Związkowi Radzieckiemu, poważnie… Myśląc ZSRR nie myślę jednak o polityce, ale o ludziach! A ludzie tam wiedzieli, że trzeba się kochać, trzeba się szanować, że wszyscy jesteśmy braćmi. I to była prawda! Dziś nikt już tego nie pamięta… ale nikt mnie nie przekona, że było inaczej… Oczywiście, że były potwory, ale potwory były i nadal są przecież wszędzie. 

– Reklama –

spot_img

Jaką byłaś studentką? 

Okropną (śmiech). Co miesiąc byłam wzywana do rektora, by tłumaczyć się ze swoich szaleństw i występków. Byłam rozwydrzoną studentką, naprawdę przesadzałam… ciągła impreza, alkohol… szaleństwo. Pod koniec studiów rektor bardzo się, cieszył, że wreszcie opuszczam uczelnię. Dodam, że z dyplomem. 

Pierwszy angaż? 

Dostałam skierowanie do Briańska, przy granicy z Białorusią. Problem był tylko jeden – tam nie było jeszcze teatru. To znaczy miał powstać… Więc siedziałam z dwójką aktorów, których też tu przysłali i zrobiliśmy spektakl, który graliśmy w… więzieniach, bo tam dużo więzień było. W Briańsku byłam rok, potem wróciłam do Lwowa, a w międzyczasie zdążyłam się rozwieść… 

We Lwowie założyłam swój ukochany Teatr Kameralny. Ponad 10 lat graliśmy spektakle i po ukraińsku i po rosyjsku, ale po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości usłyszałam, że nie możemy grać po rosyjsku. Nie zgodziłam się na to, więc… nie zgodzono się na nasz teatr. Ale już we Lwowie poznałam swojego obecnego męża, który mnie bardzo w tych trudnych chwilach wspierał. 

I zjawiłaś się w Szczecinie? 

Tak. To był bardzo trudny czas. Szukałam pracy, zrobiłam nawet kursy masażu i  fryzjerstwa… Było trudno, ale byłam szczęśliwa bo byłam przy swoim ukochanym. 

A co z teatrem?

Chodziłam na wszystkie spektakle w Szczecinie. Marzyłam, żeby znów zacząć robić teatr. Na jednym ze spotkań w Konsulacie Rosyjskim spotkałam ówczesnego dyrektora Książnicy Pomorskiej, ten skontaktował mnie z kolei z dyrektorem Klubu 13 Muz. Dostałam swoją szansę. Dzięki Heniowi Gęsikowskiemu z Muz zrobiłam z Arkiem Buszko i Grzegorzem „Jednorękiego” Tennessee Williama. To był 1996 rok.

Nie znałaś jeszcze języka polskiego, jak się dogadywaliście?

– Reklama –

spot_img

Lepiej zapytać ich (śmiech). Mówiłam do nich mniej więcej tak: ”yuuuyyy uuuy uiiiuuuoooo o” (śmiech). Wiesz teatr to język uniwersalny. A tak poważnie to szybko uczyłam się polskiego, a i rosyjski był dla chłopaków zrozumiały. 

Pamiętasz jakieś anegdoty z tego pierwszego okresu w trudnych warunkach lingwistycznych?

O tak! (śmiech). Na początku myślałam, że słowo k***wa to nie jest brzydkie słowo. Wszyscy jakoś tak nieśmiało i z zakłopotaniem mówili kurde czy kurcze. Myślałam, że to są brzydkie. Poszłam kiedyś do biblioteki i nie mogąc znaleźć książki puściłam nieświadomie taaaaaką wiązankę… Jakiś starszy pan obok spojrzał na mnie z przerażeniem i powiedział: Matko Boska! Co Pani mówi… Spaliłam się ze wstydu, ale od tego momentu już wiem, które słowa są cenzuralne, a które nie (śmiech). 

Jak dobierasz teksty?

Powiem przekornie: nie myślę o widzach (śmiech). Wychodzę z założenia, że jeżeli to interesuje mnie i ludzi z którymi to robię, to widz wyciągnie z tego to co chcemy powiedzieć, pod warunkiem oczywiście, że wiemy co chcemy powiedzieć… Jak szukam? Po prostu czytam, czytam, czytam… I nagle znajduję jakąś prawdę, którą rozumiem i podzielam. 

Dziś pracujesz z amatorami. Jak dawniej… 

Skończyła się na chwilę jakaś przygoda z teatrem zawodowym… ale wierzę, że tylko na chwilę. Czekam na propozycję, na pewno nie odmówię (śmiech).A teatr amatorski, czyli od amatora, kogoś kto robi coś miłości. Dla mnie nie ma różnicy czy pracuję z aktorem zawodowym czy bez dyplomu. Teatr mój żywioł! 

A propos żywioł, to dobre słowo na określenie Twojego charakteru… 

Jestem krzykliwa, hałaśliwa, wybuchająca, ale jak ktoś kto mnie chociaż zna przez godzinę, to wie, że to tylko zewnętrzna warstwa, może nawet obronna…Tak, jestem też apodyktyczna, bo uważam, że w teatrze nie mam miejsca na demokrację, reżyser musi być dyktatorem. Demokracja w teatrze oznacza chaos. Mogę rozmawiać, dyskutować, przyjmować, odrzucać, ale to dlatego, że biorę pełną odpowiedzialność za to co robię.

Pełną odpowiedzialność bierzesz teraz za kilkudziesięciu młodych ludzi z teatru Nie Ma…

To moi aktorzy, z niektórymi pracuję prawie 15 lat. Kiedyś bałam się, że są bardzo młodzi, i że nie mogą zrobić tego co chcę, że nie zrozumieją… A dziś? To już dojrzali trzydziestolatkowie. Oni wiedzą czego chcą i wiedzą czego ja chcę. To jest naprawdę niezwykła symbioza. W teatrze traktujemy się jak najbliższa rodzina. Ten kocioł myśli, idei… ach! Ale kiedy zaczynałam pracę w Teatrze Nie Ma, obiecałam dzieciakom, że kiedyś na spektakle będą chodziły prawdziwe tłumy, bo kiedy jeszcze graliśmy w miejscu sztuki OFFicyna zdarzały się spektakle, na które przychodziło kilu, dosłownie kilku widzów. Ja zawsze im mówiłam, że widz to widz, i że trzeba zagrać nawet dla dwóch czy trzech osób. I co? Dziś na każdym spektaklu nadkomplety, bywa, ze ludzie stoją… 

I na koniec marzenia…

Tego już pewnie nie dożyję (śmiech), ale ęże kiedyś moi aktorzy, moi niemacy, będą dostawać za swoja pracę, jeśli nawet nie stałą pensję to chociaż jakieś niewielkie pieniądze. Zapraszam do nas niektórych dysydentów, zobaczcie, że mamy w Szczecinie jeszcze jeden, prawdziwy teatr.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

– Reklama –

clochee1000x100

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać