Czy to mit, że trzeba mieć dwójkę lub co najwyżej trójkę jako pierwszy numer przy podawaniu wieku żeby uznano kobietę za piękną? Według wizażystki Doroty Kościukiewicz-Markowskiej – tak.
Zdobywamy świat, budujemy gniazdo, rodzimy dzieci. Raptem nadchodzi chwila odpoczynku i zdajemy sobie sprawę, że czas gdzieś uciekł a wraz z nim przybyło nam kilka zmarszczek. Rozglądamy się zatrwożone wokoło. Świat pędzi dalej a my spoglądając na o dekady młodsze kobiety przestajemy czuć się piękne. Czy tak musi być? Czy zmarszczki – naturalna cecha ludzkiego ciała powinna zawstydzać człowieka? No więc co się dzieje? Może znów wierzymy w złudne i nęcące marketingowo hasła, że jednak coś z nami nie tak, że coś trzeba poprawić by na zawsze zostać młodą i piękną? Gdybyśmy tylko chciały przystopować i zastanowić się nad istniejącą sytuacją, zobaczyłybyśmy, że jedynie co hasła te sprawiają to nasze kompleksy, które powinny z wiekiem się zmniejszać a nie zwiększać, wypierane przez powiększającą się mądrość. Kompleksy jednak się nie zmniejszają a wręcz przeciwnie, rosną i rozwijają się karmione i podsycane każdą nową zmarszczką.
Sytuacja ta służy, nie nam oczywiście, ale tym, co kompleksy te chcą nam zakorzenić a co wiąże się w konsekwencji z dużą utratą zawartości naszego portfela na zabiegi, które dają nam iluzję bycia młodą. Co się z nami stało? Czyżbyśmy zupełnie zatraciły naturalność? Czy chcemy wyprzeć z naszego słownika pojęcie – „starzenie się”? Czy na zawsze musimy zostać młode? Za cenę pokłucia nas igłami czy pokrojenia skalpelami? Czy to na pewno da nam szczęście?…
Beata jest atrakcyjną czterdziestokilkuletnią kobietą, tym bardziej piękną, że sama sobie z tego sprawy nie zdaje, co dodaje jej jeszcze większego uroku. Z pewną niechęcią zgodziła się wziąć udział w sesji, nie wierząc we własną urodę.
Ja jednak wydobywam na światło dzienne naturalne piękno, nawet tam, gdzie kobieta jeszcze tego nie widzi. W tym przypadku jest to piękno połączone z dojrzałością, ze zmarszczkami, nie pierwszymi i nie ostatnimi. Przyglądam się im z ciekawością i zastanawiam się jakby wyglądał nasz świat, gdyby istniał zupełnie inny paradygmat – zaakceptowania człowieka, takim, jakim jest…
A teraz Beata w dwóch odsłonach, piękna po czterdziestce z naturalnym blaskiem i tajemniczym uśmiechem, skrywającym dojrzałą pewność siebie.
Dorota Kościkiewicz – Markowska
Casting
Jeśli jesteś zainteresowana wzięciem udziału w projekcie "Pałac kolorów" i masz idealną cerę zapraszamy na casting.Szczegóły: www.dorota.tv w zakładce "wydarzenia"
Na zdjęciach:
W pierwszej odsłonie, w makijażu dziennym Beata ma na twarzy lekki podkład w naturalnym kolorze, kości policzkowe muśnięte pudrem rozświetlającym, a tuż pod nimi róż w kolorze jasnej, ciepłej pomarańczy. Do makijażu oczu użyłam praktycznie wszystkich kolorów z jakich składa się tęczówka oka Beaty. Od jaśniutkiej pistacji przez delikatne złoto – niezbyt świecące, po bardzo jasną czekoladę w kącikach zewnętrznych oka, która nadaje głębi spojrzenia. Kreska jest bardzo delikatna, cieniusieńka, narysowana czarną kredką tuż przy linii rzęs dolnych i górnych do połowy ich długości, przyprószona na koniec tym samym czekoladowym cieniem. Działanie takie po pierwsze uchroni kreskę od rozmazania a po drugie zmiękczy kontur i kontrast pomiędzy kredką a cieniem, którego nie chcę uwypuklać w makijażu dziennym. Rzęsy pociągnięte są raz czarnym, niezlepiającym, o delikatnej konsystencji tuszem do rzęs. Usta pomalowane są samym błyszczykiem w kolorze naturalnej, bardzo jasnej pomarańczy. Całość daje nam efekt naturalnej, ciepłej twarzy.
W makijażu wieczorowym chciałam skupić się na jasnych oczach Beaty, tak by wydobyć jeszcze bardziej ich naturalny blask. W tym celu użyłam kilka odcieni śliwki oraz kreskę na górnej powiece utworzoną przez eyeliner w kostce, który przy dojrzałej skórze o tyle jest lepszy od eyeliner-a w płynie, że można nim stopniować ilość rozpuszczonej w nim wody, a co za tym idzie kontrolować nakładanie kreski, tak, by nie wchodziła nam ona w linie wokół oczu a tworzyła zwartą całość. Połączenie kontrastującej z okiem śliwki oraz mocno zarysowanej kreski daje nam efekt jeszcze jaśniejszych, tajemniczych, oczu o lekko uwodzicielskim spojrzeniu. Dopełnieniem są usta pomalowane w kolorze ciemnego, lekko błyszczącego różu, oraz policzki muśnięte pod kościami policzkowymi bronzerem, a na samych policzkach odrobiną różu. Całość daje nam pewną siebie i nieprzerysowaną, dojrzałą, kobiecą piękność, idealną do wyjścia na kolację przy świecach…








