Tej piosenkarki nie trzeba nikomu przedstawiać, jest ikoną polskiej sceny muzycznej. W marcu mija 31 lat od jej tragicznej śmierci dlatego postanowiliśmy powspominać i pokazać ją od innej strony – modowej. A Anna Jantar lubiła się pięknie ubrać i lubiła się podobać. Inspirując się modą z tamtych lat, która jak pokazują światowe wybiegi, jest nieśmiertelna pokazujemy wam szczecińskie artystki wystylizowane na tę wielką gwiazdę!
Można powiedzieć, że była urodzoną estetką, do dzisiaj w formie anegdotki opowiada się jak to siedmioletnia Ania zaginęła na kolonii i dopiero po kilkugodzinnych poszukiwaniach znaleziono ją przy swojej walizce, przebierającą sukienki. Nie mogła zdecydować, co powinna założyć na wieczorny apel.
Kolejną słabością nastoletniej Ani było malowanie! Uwielbiała się malować i traktowała to jako zajęcie artystyczne. U nastoletniej panny Szmeterling polegało to głównie na przyciemnianiu brwi i rzęs, na więcej nie pozwoliłaby babcia przyszłej gwiazdy polskiej piosenki. Od zawsze lubiła kapelusze i dobre perfumy. Przez lata używała „Charlie” na zmianę z zapachami Estée Lauder. Jak mówiła o niej Ewa Kuklińska – była stuprocentową kobietą!
Lubiła eksperymentować ze strojem i fryzurą. A że miała wrodzoną klasę, dobrze jej było i w obcisłych dżinsach i w wyszukanym stroju estradowym czy koktajlowym. Trudno określić jej styl w modzie. Nie był to ani styl sportowy, ani klasyczny, coś pomiędzy. Choć niektórzy złośliwi twierdzili, że trochę stylizowała się na Annę German, a trochę na Irenę Jarocką.
Bardzo dbała o siebie, szczególnie o włosy. Szokiem dla wielbicieli piosenkarki i jej męża było obcięcie ich na krótko w 1977 roku. Malowała się zgodnie z swoim stylem, zwłaszcza oczy – zawsze mocno. Na scenie lubiła stroje ekstrawaganckie. Mówiło się, że miała „szwedzką” pupę, ładny dekolt, piękne zadbane ręce i zawsze pomalowane paznokcie -bardzo lubiła krwistą czerwień. Narzekała na swoje zgrabne nogi, choć był to bardziej przejaw kokieterii, niż prawda. Uwielbiała kupować ciuszki, zawsze musiały to być rzeczy gatunkowo dobre. Na przykład z Włoch przywiozła sobie długą suknię, białą, mięciutką, z rozkloszowanym i haftowanym kołnierzykiem oraz inną, wykorzystaną w sesji Jacka Boskiego, z jedwabiu, z marszczeniem i wiązaniem. Do tego białe botki – w PRL-owskiej szarej rzeczywistości wyglądała zjawiskowo, a okładkę z tej sesji uznano za jedną z najbardziej eleganckich w historii polskiej fonografii.
Pod względem makijażu i ubioru była perfekcjonistką. Jeśli pukiel włosów układał się nie w tę stronę, w którą powinien, wpadała w histerię. Często radziła się innych w sprawach dodatków. Czy te korale pasują do sukienki? Czy lepiej z kapeluszem, czy bez? Czy kreska nad okiem nie jest zbyt gruba? Jeśli coś było nie tak, natychmiast to korygowała. Jeśli już nosiła biżuterię, to tylko ze szlachetnych kamieni, Anna preferowała też wyroby rękodzieła artystycznego – lubiła bransoletki, naszyjniki, uwielbiała skórę łączoną z mosiądzem – sporo takich niepowtarzalnych dodatków wykonał dla niej zaprzyjaźniony plastyk.
Kiedy używała kosmetyków, to tylko takich, których w Polsce nie można było dostać. Nigdy nie pokazywała się bez makijażu, nawet znajomym. Musiała być zrobiona – jak to mawiała – do końca. Dlatego też ostatni cenny nabytek Anny jej bajeczne włoskie futerko ze srebrnych lisów stało się powodem straszliwej zazdrości koleżanek-piosenkarek.
Na pewno miała swój styl bycia i swój własny styl artystyczny. Dowodzi tego jej nagła przemiana pod koniec lat 70. Dziewczyna o kruczoczarnych długich włosach i delikatnej urodzie, w powiewnych sukienkach, nagle porzuca to wszystko na rzecz krótkich włosów, skórzanych spodni i kurtek oraz mocnego makijażu… Dla wielu ówczesnych fanów rockowa Anna Jantar była nie do przyjęcia. Ale ona nie przejmowała się tym i wciąż zmieniała swój sceniczny image i repertuar.
Dzisiaj widzimy, że „bursztynowa dziewczyna”, jak ją nazywano, zawsze chciała iść do przodu, a wygląd musiał oddawać jej nastrój i nowy wizerunek – wszystko musiało się perfekcyjnie zgadzać.
Źródło informacji: Mariola Pryzwan „Słońca jakby mniej…”, Bellona, 2005
Debiutowała w grupie „Waganci”, potem piosenkami „Najtrudniejszy pierwszy krok” i „Tyle słońca w całym mieście” ugruntowała swoją pozycję w polskiej piosence. Jedna z najzdolniejszych i najładniejszych polskich piosenkarek lat 70.
Po piosenkach lekkich, łatwych i przyjemnych wdała się w romans z utworami bardziej wymagającymi: „Tylko mnie poproś do tańca”, „Jak w taki dzień deszczowy”. Potem przygoda z rockiem: „Nic nie może wiecznie trwać”, „Spocząć”, „Tak dobrze mi w białym” szybko pozyskały jej nowych fanów. Rok 1980 miał być przełomowym w jej karierze. Niestety…
„14 marca 1980 roku w katastrofie lotniczej zginęła powracająca z trzymiesięcznego tournée po Stanach Zjednoczonych – Anna Jantar, jedna z największych gwiazd polskiej piosenki”.
Taki lakoniczny komunikat mogli przeczytać Polacy w gazecie z 15 marca 1980 roku. Cała Polska była w szoku. Nikt nie spodziewał się katastrofy, nikt nie spodziewał się, że zginie w niej Anna Jantar! Dzisiaj – 31 lat po tragicznej śmierci – Anna Jantar nadal uważana jest za jedną z największych gwiazd polskiej piosenki, a po jej płyty sięgają coraz to młodsi słuchacze.








