Pozostawiła po sobie fantastyczne zdjęcia, które mieliśmy przyjemność wielokrotnie publikować na łamach Prestiżu. Mówiła o sobie „człowiek orkiestra”, bowiem każdą sesję przygotowywała sama, począwszy od szukania inspiracji, poprzez dobór modelek (na które mówiła ciepło „emelki”), fryzur, makijaży, a skończywszy na wykonaniu zdjęć. Perfekcjonistka w każdym calu, rzadko korzystała z pomocy innych, a jeśli już to z kameralnego grona zaufanych osób, z którymi się przyjaźniła.
„Jako wielki miłośnik malarstwa klasycznego, odczuwam błogie zadowolenie oglądając zapożyczenia ze sztuki średniowiecza, renesansu czy baroku we współczesnych kampaniach projektantów mody czy na zdjęciach edytorialowych” – pisała na swoim blogu. Sama czerpała garściami z malarstwa, kina i literatury. Wśród inspiracji wymieniała jednym tchem malarzy holenderskich (genialna sesja dla Yuliyi Babich), współczesną literaturę spod znaku „Lolity” Nabokova, czy Henry Millera, którego uwielbiała. Ostania jej praca została poświęcona ukochanemu malarzowi Hieronimowi Boschowi. Jeszcze nie ujrzała światła dziennego (jedną z fotografii z cyklu publikujemy), ale już można powiedzieć o tej serii, że to dzieło skończone.
Kolejnym konikiem, a co za tym idzie niewyczerpanym źródłem inspiracji było dla Magdy kino. Lars Von Trier, bracia Coen, Pedro Almodovar czy David Cronenberg, aktorki pokroju Tildy Swinton czy aktorzy w typie Jeremy’ego Ironsa. Lista jest długa… Udało sie jej stworzyć kilka sesji inspirowanych zimnymi blondynkami Hitchcocka, Marleną Dietrich, Betty Davis, „Piknikiem Pod Wisząca Skałą”, Weira czy kontrowersyjnym „Nocnym portierem”. Choć nie lubiła słowa „artysta” i twierdziła, że to słowo – wydmuszka, niewątpliwie pozostawiła po sobie sztukę. Tu, na lokalnym rynku pokazała, że o modzie można rozmawiać w kategoriach sztuki.
Oprócz tworzenia, miała jeszcze czas na prowadzenie agencji modelek MLStudio. I w tym przypadku pokazała, że będzie to robić po swojemu. Każdą z dziewczyn traktowała indywidualnie, każdej poświęcała dużo czasu, była prawie jak druga mama. „Emelki” wypatrywała na ulicach, w centrach handlowych, potrafiła w brzydkim kaczątku odnaleźć łabędzia. Miała doskonałe oko do nieoszlifowanych diamentów.
„Jestem bardzo emocjonalna. Przeżywam cały czas, zarówno porażki dziewczyn, jaki i ich sukcesy. Kiedy dowiedziałam się, że jedna z moich modelek zamykała pokaz Armaniego, popłakałam się ze szczęścia. Warto mieć wizerunek zimnej bizneswoman, ale wiem, kiedy mogę sobie pozwolić na wyluzowanie.” – mówiła.
O Magdzie można pisać bez końca. Była fascynującym człowiekiem. I choć bardzo nam jej brakuje, to zawsze możemy wrócić do jej zdjęć, gdzie pozostawiła po sobie trwały ślad.
Zdjęcia i stylizacja: Magda Lipiejko
Zdjęcie Magdy: Konrad Wielgoszewski
Modelki: ML Studio







