Spotykamy się na Akademii Sztuki, w chwilę po zakończeniu dyplomów pana studentów. Bycie pedagogiem, nauczycielem jest dla artysty ważne?
To jest dla mnie ogromnie ważne, to jest dopełnieniem mojej osoby. Nie wyobrażam sobie innej kooperacji niż ze szkołą. Przy ponad dwudziestoletnim równoległym nauczaniu studentów niemieckich poświęcenie mojej uwagi także studentom polskim, to doskonała okazja do wychwycenia w projektowaniu ewentualnych różnic i podobieństw po obu stronach Odry. Dodatkowym uzupełnieniem jest to, że przyjeżdżam do swojego rodzinnego miasta, do Szczecina.
Mieszka pan w Berlinie, pracuje w Szczecinie, podróżuje po całym świecie. Jak z tej perspektywy wygląda pana rodzinne miasto?
W Szczecinie byłem zawsze zakochany, to miasto mnie fascynowało. Abstrahując od wojny, faszyzmu, od polityki, patrząc na nie teraz, odnoszę wrażenie, że jednego dnia pojawił się statek kosmiczny, który zabrał wszystkich mieszkańców i tylko my zostaliśmy. Tęsknota za Szczecinem sprzed czasów komunizmu zawsze podtrzymywała mnie na duchu. Wydawało mi się, że było lepiej, nie było tej szarości komunizmu. Do tej pory to we mnie pokutuje. Cieszy mnie, że wreszcie powstają tutaj nowe ciekawe budowle takie jak, np. Filharmonia Szczecińska, ale ciągle smuci wybiórczy stosunek do zabytków z przeszłości. Przykładem tego jest zdławienie i upolitycznienie inicjatywy kupców szczecińskich mającej na celu odtworzenie pomnika Sediny.
A jego bliskość z Berlinem?
Jest tylko na mapie. Szczecin jest jeszcze nieodkryty. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że nikt go nie zna w Niemczech. Nie znam nikogo, kto odwiedził to miasto, kto zna jego historię. A przecież urodziła się tu Maria Fiodorowna i Katarzyna II, obie Niemki z urodzenia. To jest źle reklamowane, o tym w ogóle się nie mówi. Z kolei Szczecin, poprzez swoje położenie, powinien to wykorzystać i odcinać od tego kupony. Sprawcom „przebudowy” domu, w którym urodziła się caryca Katarzyna II (ul. Farna 1), kazałbym za karę przywrócić pierwotny stan budynku! W ten sposób można byłoby stworzyć muzeum Katarzyny II, do którego turyści z Zachodu mieliby znacznie bliżej niż, do St. Petersburga lub Carskiego Sioła.
Historycznie nie istniejemy, a artystycznie?
Wydaje mi się, że tak. Przykładem są nasi studenci, ich prace zwłaszcza dyplomowe, które miałem okazję przed chwilą oceniać. Są na bardzo wysokim poziomie.
Jest pan obywatelem świata, osobą która znana jest z tego, że nie ma telefonu, co w dzisiejszych czasach uchodzi za ekstrawagancję.
Niestety już mam telefon.
Co się stało?
To jest związane z moimi przyjazdami do Szczecina. Jeżdżąc po świecie nie potrzebowałem telefonu, to były wyjazdy, nie tak częste jak do Szczecina. Wystarczał Internet. W telefon zaopatrzyłem się ze względu na moją żonę, żeby z nią mieć kontakt. Nie korzystam za to z niego w innych, niż rodzinnych, sytuacjach. Prawie go nie używam. Nie jestem uzależniony od gadżetów, nie mam profilu na Facebooku i bardzo dobrze mi z tym. Zabrnięcie w tym może doprowadzić do paranoi.
W jednym z wywiadów powiedział pan coś zaskakującego, że mężczyźni to odpady, a my byśmy sobie doskonale poradziły bez was.
Uważam kobiety za wyższe stadium w rozwoju. Jesteśmy darmozjadami. Kobiety rządziłyby światem o wiele lepiej bez nas. Kobieta jest osobą bardziej odpowiedzialną, ma poważniejszą rolę do wypełnienia niż mężczyzna, bo nie tylko daje życie, ale jeszcze się o nie troszczy. Mężczyźni nie są do tego zdolni.
Nie ma w tym trochę kokieterii?
Czy nie było kokieterii w Pani poprzednim pytaniu, kiedy nazwała mnie Pani „obywatelem świata”?
Jest pan bardzo czujnym obserwatorem rzeczywistości. Pana twórczość jest tego najlepszym przykładem. Śledzi pan na bieżąco wiadomości ze świata?
Kiedyś zawsze miałem włączony telewizor. Jednym okiem oglądałem telewizję, a drugie oko kierowałem na monitor komputera, na którym robiłem swoje rzeczy. I tak mi zostało do dziś, tylko, że doszło do tego polskie radio i kanał Youtube. Natłok wiadomości mam cały czas i to mnie szalenie interesuje. Przypomina mi się wypowiedź jednego z hiszpańskich reżyserów (Luis Buñuel), który tuż przed śmiercią wyznał, że jednego będzie żałował, a mianowicie tego, że nie będzie mógł wstać z grobu żeby kupić gazety.
Co pana ostatnio poruszyło, zainspirowało?
To, co się dzieje np. w Turcji. Cały czas jesteśmy politycznie atakowani przez niewybredne rządy. To mnie nie tyle inspiruje, ja jestem tym atakowany. Moje plakaty są formą obrony. Przeżywam to zbyt osobiście, żeby mój plakat był tylko komentarzem. Gdybym miał swoją trybunę to mógłbym mówić to, co myślę, a ponieważ nie mam to wyrażam się za pomocą twórczości.
Życie w Polsce też pan uważnie śledzi? Żyjemy w ciekawych czasach…
Z jednej strony czasy są bardzo dobre, bo można wyjeżdżać, swobodnie podróżować. Z drugiej strony, epokę w której żyjemy można porównać do absolutyzmu. Wykonujemy wszystkie polecenia, które przychodzą z góry. My jako obywatele nie mamy wpływu na nic. To jest smutne.
Pozostając w temacie, niepokojące jest ostatnio ożywienie ruchów nacjonalistycznych. Dobry temat dla takiego artysty jak pan?
Określenie tego w kategoriach atrakcyjności tematu jest zbytnim uproszczeniem. W mojej twórczości poświęcenie uwagi podobnej tematyce to przecież nic nowego. Skomentowałem powyższe „ożywienia” w moich plakatach takich jak np.: „Nostalgia” (1993), „Germania 2000?” (1993), „Za pięć dwunasta” (1994), „To nie my, to Niemcy?” (1966), a ostatnio w dyptyku pt. „Naród poetów i myślicieli” (2010), poświęconym zamordowaniu polskich profesorów.
Czy dla artysty są tematy tabu?
Jestem przeciwko jakiemukolwiek tabu, to jest głupota. Jestem za prawdą. Tylko mówiąc o wszystkim możemy zrozumieć siebie i innych.
Mówi pan przy pomocy plakatów. No właśnie, skąd fascynacja tą formą wypowiedzi?
Pierwszą moją miłością było kino. Idąc do kina zauważałem najpierw plakat. Często przyklejałem nos do gabloty kinowej przy kinie Kosmos, gdzie oglądałem godzinami zdjęcia z filmów, wtedy jeszcze czarno-białe. To był dla mnie świat nierealny, który chronił mnie przed światem realnym, czyli komunizmem. Kino było moją ucieczką, a po drodze do kina napotykałem plakat. Nie mogłem go zignorować. Przy okazji: żyjemy w czasach, kiedy kino Helios znajduje się w byłych Delikatesach, a w kinie z prawdziwego zdarzenia jakim był Kosmos planuje się urządzenie sieci sklepików!? Zakrycie jego zabytkowej fasady wybudowaniem nowej kamienicy to kolejny poroniony pomysł.
Pamięta pan ten pierwszy?
Ten, który utkwił mi chyba najbardziej w pamięci to był plakat do westernu pt. „W samo południe” Mariana Stachurskiego z 1959 roku. Nawiasem mówiąc stał się on inspiracją do plakatu wyborczego Solidarności pt. „W samo południe, 4 czerwca 1989”.
Plakat jest formą użytkową, gdzieś na pograniczu sztuki i komercji. Dlaczego nie reklama tylko „obrona” przed niekoniecznie różową rzeczywistością?
Ja też sprzedaję towary, tylko moje towary mają inne nazwy. Np.: „rasizm”, „nietolerancja”, „wojna”, „bieda”, „zanieczyszczenie środowiska naturalnego” itd.
Pana plakaty według niektórych tworzą polska szkołę plakatu, czyli to, co najlepsze w polskiej grafice użytkowej, znane także poza granicami naszego kraju.
Jestem ze Szczecina więc nie wiem czy jestem z Polski. Ale żarty na bok. Nie utożsamiam się z polską szkołą plakatu. Jestem Drewiński. Nazywanie mojej twórczości w ten sposób, to nadużywanie tej nazwy. Tę szkołę stworzyli inni ludzie, tacy jak mój profesor Waldemar Świerzy. Ja nie należę do tej generacji. Moja szkoła nazywa się Lex Drewiński. Nieważne czy jesteś z Polski, Chin czy Belgii, ważne jest to, co masz do powiedzenia.
Dziękuję za rozmowę.
Lex Drewiński, jeden z najlepszych plakacistów na świecie, urodzony w Szczecinie od prawie 30 lat mieszka na stałe w Berlinie. Początkowo działał jako niezależny grafik – m.in. projektując plakaty dla warszawskiego Pol-Filmu. Następnie, pracował jako reżyser i scenarzysta w Studio Filmów Animowanych w Poznaniu. Od 1992 roku do chwili obecnej profesor Grafik Design w Fachhochschule Potsdam w Poczdamie (Niemcy), równolegle od roku 2010 profesor w Akademii Sztuki w Szczecinie na Wydziale Projektowania Graficznego. Ma na koncie ponad 150 nagród i wyróżnień, głównie międzynarodowych.









