Podglądactwo to stan, kiedy satysfakcję osiągamy obserwując zachowania innych. I w większości chodzi tutaj o zachowania seksualne. Podglądają panowie i panie, chociaż, jak mówią seksuolodzy, panie wolą być podglądane, mężczyźni uwielbiają podglądać.
Od dziecka czuję się mężczyzną, i też podglądam. Podglądałem już kilkanaście lat temu w Paryżu w Lasku Bulońskim. Podglądałem też w ostatnim tygodniu w Holandii. Amsterdam, czyli sex, drugs & bikes ze swoją de Wallen; dzielnicą z latarniami w czerwonym kolorze i Eindhoven – miasto poukładane, czyste, wręcz sterylne. Z dziesiątkami pubów, coffee shops, gdzie zamiast kawy podaje się inne używki. Ale oba te miasta oraz, potraktowany tylko przejazdowo, Rotterdam, to miejsca, gdzie „robi się” całe mnóstwo sportu. To miasta wielkich i uznanych marek piłkarskich. To metropolie, którym zazdroszczę jednego. Nie liberalizmu, nie zabytków, nawet nie milionów rowerów, na których jeżdżą chyba wszyscy w Holandii. Zazdroszczę im obiektów sportowych. Wszędzie i wszystkich. Stadiony dla zawodowców i amatorów, hale sportowe przy co drugiej ulicy, ośrodki squasha i korty tenisowe przynajmniej dwa na dzielnicę. I pływalnie. Mnóstwo basenów. Przy szkołach, centrach sportowych, miejskie i prywatne. I ten jeden, na koniec listopada najważniejszy w Europie. Kompleks basenów w Eindhoven, na którym odbywały się Mistrzostwa Europy w Pływaniu na krótkim basenie. I to był właśnie cel wizyty. Takie same mistrzostwa w przyszłym roku zagoszczą w Szczecinie dlatego – pojechałem tam podglądać. Podpatrzeć jak to robią najlepsi. W końcu pływanie to w Holandii sport numer dwa, zaraz po futbolu, a i doświadczenie w organizacji tego typu imprez Eindhoven ma nieporównywalnie większe.
Szczecińskie mistrzostwa będą największą i najbardziej prestiżową imprezą sportową rozgrywaną w przyszłym roku w naszym kraju. Dla Eindhoven, które przyjęło kierunek promowania się przez duże imprezy sportowe (zresztą jest to trend, który wyznaczyło holenderskie ministerstwo sportu dla wszystkich większych miast) to także najważniejsza impreza w tym roku. Dlatego ogromnym zaskoczeniem był brak jakichkolwiek reklam i informacji na temat imprezy w hotelu, czy też minimalna promocja w centrum miasta. Ale trybuny na pływalni były pełne. Holendrom nie trzeba mówić, że są u nich mistrzostwa Europy, oni to po prostu wiedzą. Jako oficjalna delegacja Szczecina, mieliśmy możliwość obejrzenia imprezy od przysłowiowej podszewki. Korzystaliśmy z tego bez ograniczeń, czerpiąc doświadczenie holenderskich organizatorów, pełnymi garściami. Setki wolontariuszy, piękne hostessy, chwytliwa muzyka w oprawie ceremonii dekoracji i finałów oraz rewelacyjne tempo imprezy, które nie pozwalało się nudzić kibicom. Do tego wspaniały obiekt z trybuną dla sponsorów zbudowaną bezpośrednio w wodzie i super ekskluzywna Hospitality Area, która przyciągała niezliczone rzesze sponsorów i vip-ów (skąd ja to znam?). To wszystko, jestem pewny, zobaczymy także w Szczecinie. A jak pokazała ta wizyta, pływanie w dobrej oprawie ogląda się fantastycznie. No i wreszcie te pływaczki. Już dzisiaj, panom radzę wpisać do notesu takie nazwiska jak Włoszka Federica Pellegrini, Węgierka Zsuzsanna Jakabos czy Holenderka o egzotycznej urodzie Ranomi Kromowidjojo i za rok przygotować dobre aparaty fotograficzne.
A na koniec zdanie, które pośród gromkich oklasków, wyświetlone zostało podczas ceremonii zamknięcia mistrzostw na wszystkich telebimach na obiekcie – Thank you Eindhoven, see you in Szczecin. Poczułem dumę z mojego miasta. Zróbmy wszystko, aby to uczucie towarzyszyło nam także za rok, po naszych, szczecińskich mistrzostwach.
Krzysztof Bobala





