Marzena Wasikowska urodziła się w Szczecinie. Gdy miała 11 lat wraz z mamą wyjechały z naszego miasta i zaczęły układać sobie życie na innym kontynencie.
– Na początku mieszkaliśmy z rodzicami przy al. Jedności Narodowej, obecnie al. Jana Pawła II. Następnie przeprowadziliśmy się na ulicę Bogusława, chodziłam do VIII liceum przy al. Piastów – wspomina pani Marzena. – Później budowały się Pomorzany. Przenieśliśmy się tam na trzy lata. Uwielbiałam Szczecin. Z koleżankami i kolegami chodziliśmy na koncerty, jeździliśmy tramwajami. Mama prowadzała mnie do Teatru Lalek Pleciuga, a babcia do Parku Kasprowicza karmić łabędzie, a zimą na sanki. W 1974 roku wyjechałyśmy do Australii. Po tym czasie do Szczecina wróciłam dopiero w 1998 roku. Nie było mnie wiele lat, ale doskonale pamiętałam moje miasto.
Obecnie kojarzona jest przede wszystkim z fotografią. Jej zdjęcia pokazywane są na całym świecie. Miłością do tego rodzaju sztuki zapałała jako 18-letnia dziewczyna.
– W szkole miałam zajęcia artystyczne, które obejmowały prace fotograficzne. Robiłam dobre zdjęcia, które podróżowały nawet do Japonii. Nauczycielka skierowała mnie na studia w Canberze w Australii. Otrzymałam od mojego angielskiego ojca aparat fotograficzny dobrej marki. Tak to wszystko się zaczęło – opowiada.
Marzena Wasikowska do Szczecina przyjeżdża zazwyczaj co dwa lata. Odwiedza tutaj rodzinę oraz przyjaciół. Zabierała często ze sobą dzieci, zdarza się, że również córkę Mię. 26-letnia Mia jest jedną z najpopularniejszych aktorek Hollywood. Grała m.in. u Tima Burtona czy Gusa van Santa. Piękną aktorkę mogliśmy oglądać m.in. w tytułowej roli filmu „Alicja w krainie czarów” – nagrodzonego dwoma Oscarami (za najlepsze kostiumy oraz najlepszą scenografię), w którym wystąpił także Johnny Depp czy w filmie „Stoker” z 2013 u boku Nicole Kidman.
– Nasze dzieci znają trochę Szczecin. Kilka razy ze mną w nim były. W Szczecinie mieszkaliśmy przez 9 miesięcy pod koniec lat 90. Podróżowaliśmy po Polsce samochodem do czasu, kiedy nam go ukradli. Później przesiedliśmy się na pociąg. Czy dzieci chętnie by przyjechały do Polski? Myślę, że tak. Jest tutaj bowiem zupełnie inna energia. Jest genialna architektura, zabytki starsze niż 200 lat. Również Szczecin się zmienia, mocno rozbudowuje. Śledzę jakie ma plany na przyszłość, potencjał jest ogromny.
Jednak nie nasza architektura zrobiła największe wrażenie na dzieciach pani Marzeny, a… bary mleczne.
– One były dla moich dzieci najbardziej atrakcyjnymi lokalami. Potrafią „wywąchać je” w każdym mieście. Od razu pędzą sprawdzić, czy są otwarte – wspomina z uśmiechem artystka i przyznaje, że tęskni za Szczecinem. – To bardzo specyficzne, ale piękne miasto. Oczywiście chciałabym w nim jeszcze pomieszkać, niemniej brakuje mi teraz czasu. Wykładam fotografikę na Australia National University – School of Art, wciąż robię zdjęcia na wystawy. Ostatnio fotografuję wodospady, lubię też portrety – przede wszystkim rodzinne. Współpracuję z magazynem współczesnej fotografii w Australii. Moje prace pokazuję w różnych galeriach artystycznych i muzeach. Przez kolejne trzy lata będę miała jeszcze mniej możliwości, ponieważ pracuję nad pracą doktorską. Mam naprawdę wiele zajęć i jeszcze więcej planów.
Fotografia dla artystki jest niemal całym życiem – choć, jak przyznaje, najlepiej czuje się w portretach. Doskonałymi dla niej modelami są jej dzieci. Pasję dzieli z mężem Johnem Reidem, którego poznała na Australian National University. On również jest cenionym fotografem. Podziela ją także Mia. Nie tylko poprzez doskonały talent, który ujawnia się, gdy stoi przed kamerą, ale również wtedy, gdy jest po drugiej stronie. Syn Kai studiuje natomiast fotografię na Sydney College of The Arts. Pani Marzena zachęca każdego do robienia zdjęć i uwieczniania tego, co dzieje się dookoła. Przekonuje, że jeśli ktoś uwielbia fotografować miasta – powinien poświęcić sporo uwagi Szczecinowi.
– Jeśli ktoś lubi taki rodzaj fotografii, to Szczecin jest jednym z najlepszych miejsc. Nie tylko miasto się zmienia, ale uważam, że ludzie również. W latach 1998 – 1999, gdy tutaj przebywałam, ludzie byli bardzo ostrożni i zachowawczy. W ostatnich paru latach zrobiło się o wiele milej, mieszkańcy są na ogół przyjaźnie nastawieni. Przyjeżdżam z ogromnym sentymentem, to wciąż jest przecież moje miasto – podsumowuje.








