Jay-Z, Cypress Hill, Pink, Snoop Dog, Faithless, Kanye West, White Stripes, Björk, Beastie Boys, Sex Pistols, Massive Attack, The Prodigy, Chemical Brothers, Editors, Kings of Leon, White Lies, Faith No More – co łączy tych znakomitych światowych artystów? Wszyscy zagrali na Heineken Open’er Festival, a do Polski sprowadził ich gdynianin Mikołaj Ziółkowski, szef agencji Alter Art organizującej tę imprezę.
Czy pamiętasz, jak i kiedy narodziła się idea Festiwalu Heineken Open’er?
– Idea taka narodziła się w naszych głowach dziesięć lat temu i wypływała z wiedzy, jaką miałem o rynku muzycznym. Alter Art, czyli firma, którą kieruję, działa jako promotor wydarzeń muzycznych, rozrywkowych i artystycznych już od połowy lat 90. Doszedłem do wniosku, że w Polsce w najbliższej przyszłości będzie miejsce na takie klasyczne, duże, wielkoformatowe wydarzenie muzyczne. Z tego przekonania narodził się Heineken Open’er Festival, którego pierwsza edycja odbyła się w Warszawie.
– Czy wtedy, myśląc dopiero o stworzeniu takiej imprezy, myślałeś i czy w ogóle zakładałeś, że będzie ona miała tak gigantyczny wymiar w niedalekiej przyszłości?
– Byłem przekonany, że rynek muzyczny rozwinie się w takim kierunku, że w Polsce i w ogóle w tej części Europy takie wydarzenie się nie tylko przyjmie, ale też będzie w stanie konkurować z najlepszymi. Skoro dobre festiwale od wielu lat odbywają się w Wielkiej Brytanii, w Niemczech czy w Danii, to dlaczego nie w Polsce? Aczkolwiek wielu w to wątpiło, wszak Polska z punktu widzenia muzycznego nie jest krajem kluczowym w Europie. Racja była jednak po mojej stronie. Dziś mamy najlepszy duży festiwal w Europie, skutecznie rywalizujemy z innymi festiwalami, które mają 30, 40 lat tradycji. Udało się dojść do takiej pozycji w ekspresowym tempie.
– A jak rywalizują festiwale między sobą?
– Po pierwsze festiwale rywalizują o artystów, po drugie w mniejszym lub większym stopniu o publiczność, po trzecie o prestiż. Open’er odbywa się zawsze w pierwszy weekend lipca. W tym samym czasie w różnych częściach Europy odbywa się około 10 innych dużych wydarzeń muzycznych, w tym słynne Roskilde i Rock Werchter. Widz ma więc w czym wybierać.
– Powiedziałeś, że festiwale rywalizują o prestiż. Bardziej prestiżowej nagrody jak Best Mayor Festival w konkursie European Festival Awards nie można sobie wymarzyć?
– Faktycznie, ta nagroda, którą otrzymaliśmy kilka tygodni temu, była zaskoczeniem nie tylko dla nas, ale też dla całego muzycznego świata. Wiadomo, że gdzieś w głębi duszy tliła się nadzieja, że wygramy, ale nie byliśmy wymieniani w gronie faworytów. Zaskoczeń nie było w innych kategoriach, więc gdy ogłaszano wynik w naszej kategorii, to wszyscy byli przekonani, że wygra kto inny. A tu nagle prowadzący wyczytuje nazwę Heineken Open’er Festival. Zburzony został porządek muzycznego świata (śmiech). Radość była ogromna.
– Ta nagroda to dowód na to, że…
– Najważniejsze jest to, że nagrodę tę przyznała publiczność, której chciało się zagłosować, poświęcić czas na oddanie głosu. To nie było jedno kliknięcie myszką, tylko cała, dość długa procedura. To też dowód na to, że ta relacja, którą staramy się zbudować między nami a festiwalowiczami, jest bardzo mocna. Dzisiaj o publiczność trzeba dbać, trzeba zbudować relacje partnerskie. Pamiętajmy, że żyjemy w zupełnie innej rzeczywistości muzycznej niż dziesięć lat temu. Polska nie jest muzyczną pustynią. Grają u nas tacy artyści jak U2 czy Madonna. Ale niezwykle ważne jest, aby obok takich muzycznych gigantów, obecnych na rynku od kilkunastu a nawet od kilkudziesięciu lat, zapraszać do Polski najbardziej pożądanych artystów młodego pokolenia, jak Kings of Leon, Arctic Monkeys czy The Killers. To są artyści, którzy potrafią zapełnić największe stadiony świata, ale w przeciwieństwie do Madonny czy U2 nie wystąpią w każdym zakątku kuli ziemskiej, tylko w starannie wybranych miejscach. Takich miejscach, w które publika przyjdzie, bo kocha ich muzykę, zna tekst każdej piosenki, a nie tylko dlatego, że nazywa się Madonna. Takich artystów staramy się właśnie zapraszać, nie tylko na Open’era, ale też na Coke Live Music Festival, którego jesteśmy organizatorem. Publiczności trzeba słuchać i spełniać jej życzenia. Wracając do tej nagrody, to oczywiście jest to również dowód na to, my Polacy potrafimy. Heineken Open’er Festival to impreza światowa, a takich sukcesów światowych Polska nie ma zbyt wielu.
– Co jest kluczem do zrobienia dobrego festiwalu?
– Klucz jest jeden. To wiedza.
– Wiedza o czym?
– Wiedza nie tylko o tym, co się dzieje w muzyce, ale też wiedza o tym, co się dzieje w trendach społecznych, kulturalnych, czy nawet cywilizacyjnych. To, co trzeba robić permanentnie, to komunikować się ze swoją publicznością i cały czas pokazywać nowe, ważne, ciekawe rzeczy, nie tylko jeśli chodzi o muzykę. Bo na taki festiwal przyjeżdża się nie tylko dla muzyki. W momencie gdy przestaje się o festiwalu w ten sposób myśleć, lub gdy popada się w rutynę, sprowadzając tylko i wyłącznie stare, sprawdzone gwiazdy, to jest początek końca. Drugi aspekt to wiedza, jak to wszystko zbudować. Głównie chodzi o 60-tysięczne festiwalowe miasto, które musi sprawnie funkcjonować na wielu poziomach. Tego nie da się nauczyć z książek. Wiele razy trzeba samemu stanąć po kolana w błocie, w piekącym słońcu i nauczyć się po prostu na własnych doświadczeniach. To unikalna wiedza.
– Ostatnie lata obfitują w Polsce w koncerty światowych gwiazd, kolejne miasta próbują też robić festiwale, np. Poznań, a w ubiegłym roku Szczecin Rock Festival. Czy jest miejsce na tak dużą liczbę imprez?
– Rynek koncertowy dynamicznie się rozwija, ale granica istnieje. Twierdzę, że osiągnęliśmy ją w ubiegłym roku. Dużo imprez realizowanych na fali sukcesu już istniejących wydarzeń nie osiągnie oczekiwanych rezultatów, rynek muzyczny szybko je zweryfikuje. Teraz przed nami kolejne lata pracy, rozszerzanie skali, przestrzeni funkcjonowania muzyki i koncertów w Polsce. Gwałtowne, często chaotyczne działania, podyktowane doraźnymi interesami, wcale temu nie służą.
– Czy takie imprezy jak Szczecin Rock Festival mają szansę przebicia się? Co poradziłbyś organizatorom?
– Nie naszą rolą jest pouczać publicznie organizatorów innych imprez.
– Heineken Open’er jest z roku na rok coraz bardziej popularny. Do jakiej liczby uczestników można dojść docelowo? Czy jest jakaś granica?
– Tak, postawiliśmy tę granicę na poziomie 60 tysięcy osób każdego dnia.
– Czy kiełkują Wam już w głowie nowe projekty muzyczne i festiwale?
– Mamy nowe plany i myślę, że już w tym roku ujrzą one światło dzienne.
– Jak będzie wyglądał Heineken Open’er Festival za lat pięć, dziesięć czy piętnaście?
– To, czego jestem pewien, to fakt, że nadal będzie to świetna impreza pod względem muzycznym, a coraz większe znaczenie będą miały również aspekty społeczne i sama przyjemność przebywania razem, doświadczania różnych zjawisk, wydarzeń towarzyszących, itp. Open’er zawsze będzie starał się być w awangardzie myśli o kulturze, muzyce i cywilizacji.
Rozmawiał Jakub Jakubowski








