- Reklama -
CLOCHEE BANER PODMIEN

Silny Człowiek pod Wezwaniem

Strona głównaSilny Człowiek pod Wezwaniem

Musisz przeczytać

– Reklama –

baner_prestiz_400x400px

Władysław Komar, sławny sportowiec, ale i kabareciarz, podróżował w latach 70. po Polsce z Jackiem Nieżychowskim. Gdy krążyli po południu Polski, w pewnym momencie Nieżychowski rzucił: „O, a tutaj byłem dyrektorem browaru". Komar zaśmiał się. „Jasne” – dodał po chwili. Wtedy skręcili do miejscowości, która nazywała się Szczyrzyc. Po kilku kilometrach stanęli przed bramą jakiegoś zakładu. Pojawił się cieć, który podszedł powoli do auta, wlepił wzrok w kierowcę. Po chwili wahania zdjął czapkę i wykrzyknął radośnie do Nieżychowskiego: „Dzień dobry panie dyrektorze!”. Komar nie odzywał się już podczas drogi, a po podróży stwierdził, że już nigdy nie będzie wątpił w słowa swojego przyjaciela – pisze Michał Stankiewicz.

Rzeczywiście Komar mógł powątpiewać. Jak jeden człowiek mógł wykonywać taką liczbę zawodów, w dodatku niezwiązanych ze sobą, i w każdym odnosić sukcesy? Szef browaru, aktor, śpiewak operetkowy, kabareciarz, dziennikarz, znawca żeglugi, miłośnik big-beatu, dyrektor, działacz tenisowy, znawca kuchni i Bóg wie kto jeszcze? A jednak.

Z domową scenografią

Najsłynniejsze zajęcia dotyczą oczywiście kultury. Tutaj Nieżychowski – co dzisiaj wydaje się niemożliwe – połączył wszystkie gatunki muzyczne, począwszy od operetki, poprzez big-beat, a na kabarecie i muzyce ludowej skończywszy.

W latach 50. trafił do Operetki Śląskiej, gdzie został solistą. Wrócił, by w 1957 roku stworzyć szczecińską operetkę. Skromny lokal w sali gimnastycznej dała… Milicja Obywatelska. Dokładnie 25 stycznia 1957 roku odbyła się pierwsza premiera muzycznego przedstawienia. Była to „Kraina uśmiechu” Franza Lehara. Nieżychowski braki w scenografii uzupełnił własnymi meblami wywiezionymi z domu. Szczecińska diva Irena Brodzińska wystąpiła jako prześliczna Chineczka Mi.

– Doskonale pamiętam tę premierę – mówiła kilka miesięcy temu „Prestiżowi” pani Irena. – Zima, przeraźliwy ziąb, między sceną a widownią w suficie była dziura. My w eleganckich wydekoltowanych sukniach, widzowie siedzieli w futrach, a z dachu sypał autentyczny śnieg!

Operetka ruszyła pełną parą, ale trzy lata później, w 1960 roku, Nieżychowski zmienił ją na branżę rozrywkową. Został szefem Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Imprez Artystycznych, czyli popularnej „estrady”. Zaczął robić popularne programy estradowe „Proszę o głos”, „Fogg and Rock”, do których angażował m.in. Kobielę, Wojnickiego, Koterbską, Bielicką, Lidię Wysocką. Szybko też zainteresował się awangardową muzyką młodzieżową, która została z czasem określona mianem big-beatu, czyli „mocnego uderzenia”.

Na przełomie lat 50. i 60. muzykę usłyszeć można było najczęściej w Trójmieście, gdzie Franciszek Walicki powołał do życia pierwszy bigbeatowy zespół Rythm & Blues, a rok później – legendarnych Czerwono- Czarnych. Nieżychowski pojechał do Sopotu z misją ściągnięcia zespołu do Szczecina. Udało się. I tak począwszy od 1961 roku Szczecin stał się na kilka lat kolebką polskiej muzyki młodzieżowej.

Szczecińska fabryka przebojów

Czerwono-Czarni pod nadzorem Nieżychowskiego stali się swego rodzaju instytucją muzyczną. Nie tylko grali koncerty, nagrywali płyty, tworzyli przeboje. Równolegle prowadzili akcję „Szukamy młodych talentów”. Było to tym trudniejsze, że raczkujący big-beat miał mnóstwo przeciwników, nie wspominając o wrogim nastawieniu aparatu partyjnego. Dominowała tradycyjna piosenka, a także jazz. Nieżychowski jeździł więc i przekonywał. Na przykład dziennikarzy.

– Reklama –

spot_img

„Aż tu pewnego razu do redakcji wjechał ogromny, tubalnym głosem perorujący Jacek Nieżychowski, szef Estrady szczecińskiej” – tak swoje spotkanie z Nieżychowskim wspominał po latach w książce Marka Gaszyńskiego „Mocne uderzenie” znany warszawski dziennikarz Wojciech Giełżyński. – „Robimy sojusz? Chce pan redaktor wrogów swoich pogrzebać z kretesem? (…) Mam rewelacyjny zespół Czerwono- Czarni, grają taki big-beat, że jazzmani po uszy się apołożą. Mocne uderzenie (…). Coś w rodzaju polskiego rock and rolla. Władze zabraniają im występów w Warszawie, żeby nie rozsiewali kosmopolityzmu. (…) Niech pan coś wymyśli, żeby tej kapeli pozwolono zagrać w stolicy, słowo daję: frenet, pies z kulawą nogą na jazz wówczas nie pójdzie” – opowiadał Giełżyński.

I wymyślili. W lutym 1962 roku wynajęli kawiarnię Uśmiech w Warszawie i sprowadzili warszawską śmietankę, a także przedstawicieli władz. Czerwono-Czarni dali koncert i opór przed big-beatem zaczął słabnąć. Zaczęło się wielkie szukanie talentów. Zespół objechał całą Polskę, odwiedzając ponad 200 miast i przesłuchując cztery tysiące osób. Akcja swoim zasięgiem i rozmachem wielokrotnie przewyższała dzisiejsze akcje telewizyjne. Jej finał to dwa z rzędu festiwale w Szczecinie – w 1962 i 1963 roku. A także wybitni laureaci, z których wielu wspominało później, że festiwal ukształtował ich życie zawodowe. Czesław Wydrzycki (Niemen), Wojciech Gąssowski, Wojciech Kędziora (Korda), Helena Majdaniec, Karin Stanek, Halina Frąckowiak, Katarzyna Sobczyk, Zdzisława Sośnicka, Mira Kubasińska, Tadeusz Nalepa – to tylko niektórzy z nich.

Sami Czerwono-Czarni pozyskali też dla zespołu całą plejadę wokalistów, m.in. Majdaniec, Stanek, Sobczyk i Gąssowskiego. Z nimi stali się fabryką przebojów, wystarczy wspomnieć utwory „Chłopiec z gitarą”, „Dwudziestolatki”, „Jedziemy autostopem”, „Nie bądź taki Szybki Bill”, „O mnie się nie martw”, „Trzynastego”, „Pod papugami”, „Czarny Ali Baba” i wiele innych.

Siła tworzenia nie szła jednak w parze z sympatią władz, u których pomysły Nieżychowskiego zawsze budziły niepokój. Jak wspominał Nieżychowski, sam Gomułka wściekał się na propagowanie „zachodniej” muzyki w Szczecinie. Choć Czerwono-Czarni z powodzeniem grali jeszcze do lat 70., to Szczecin stracił festiwal, a pałeczkę muzycznej stolicy przejęło Opole. Wkrótce i samego Nieżychowskiego zmuszono do odejścia z estrady. Była dochodowa i komercyjna, a artyści zarabiali więcej niż w innych miastach. Tego system komunistyczny nie mógł znieść.

Wierszyk zbyt nieprzyzwoity

Druga wielka rola to Silna Grupa pod Wezwaniem. Zespół powstał w drugiej połowie lat 60. z inicjatywy Tadeusza Chyły, który był już wtedy znanym artystą i kompozytorem, m.in. jako autor „Ballady o cysorzu”, Kazimierza Grześkowiaka (także śpiewaka), no i oczywiście Nieżychowskiego. W wymyślaniu nazwy pomagał im Jerzy Duda-Gracz. Jako muzyk dołączył Andrzej Zakrzewski, potem pojawił się w niej Litwin (zamiast Chyły), grał nawet Włodzimierz Nahorny. Duda-Gracz projektował dekoracje i okładki. I czasem pisał. Zespół szybko zdobył sławę i uznanie, m.in. w 1969 roku zdobywając w Opolu nagrodę dziennikarzy. Rok później znów wystąpił w Opolu, a Grześkowiak odebrał nagrodę za wielki przebój grupy „To je moje”. Cała Polska śpiewała ich utwory. Zespół był zjawiskiem trudno definiowalnym, konkurencją dla samego siebie. Na ich występy czekały tłumy ludzi.

„Objawieniem festiwalu była »Silna Grupa Pod Wezwaniem«, kabaret odmienny w stylu od »Piwnicy pod Baranami«, różny od »Owcy« – inny od wszystkich, prawdziwy kabaret, posługujący się tworzywem z naszych pól i jarmarków, z ugorów kulturalnych, z artystycznych wzlotów, samorodnych talentów, zasypiających na poduszce haftowanej w pąsowe róże, z głową pełną marzeń o sławie, o popularności, o telewizji i ciepłych recenzjach (…)” – pisał Aleksander Rowiński w „Argumentach” w 1969 roku.

Grupa przez kilka lat z wielkimi sukcesami koncertowała po Polsce, wydała płytę. W 1974 roku razem Marylą Rodowicz otwierała w Niemczech piłkarskie mistrzostwa świata. W tym samym roku została przez władze zawieszona. Poszło m.in. o lekko nieprzyzwoity, ale sympatyczny wierszyk, jaki wygłaszała.

„Jeleń pasie się w gaiku,
a na stawie dwa łabędzie.
I tak dobrze, i tak cicho,
i tak zawsze kurwa będzie?”

Śmierć krowy i przewrót w ulu

– Reklama –

spot_img

Członkowie Silnej Grupy nigdy nie ukrywali swoich skłonności do zabawy, oczywiście suto zakrapianej. Zresztą jak wspominał sam Nieżychowski – pomysł Silnej Grupy nie zrodził się nigdzie indziej niż w knajpie. Ze swoimi ciętymi żartami, ze swoją niezależnością, do tego wszystkiego przy absolutnym uwielbieniu publiczności, stanowili nieustanny problem dla władz. Po zawieszeniu Grupy Nieżychowski tworzył kolejne kabaretowe projekty. Z Jerzym Dudą-Graczem i Elżbietą Jodłowską kręcił programy telewizyjne, m.in. Starostrumiańską Akademię Kodeksu Ruchu Drogowego. Powołał też kolejny zespół Tercet na Luzie razem ze wspomnianą Jodłowską, Tadeuszem Drozdą i Komarem. Tercet który wystąpił w Opolu z piosenką „Zmarła mi krowa” („a była taka zdrowa”) też nie spotkał się z przychylnością władz. Potem nadszedł czas kilkuletnich występów z Andrzejem Rosiewiczem, m.in. w roli bzykających i śpiewających pszczół. Piosenka „Bzz, bzz, bzz” autorstwa Rosiewicza wygrała w 1977 Opole, a dwa lata później Rosiewicz i Nieżychowski zrobili nią furorę na festiwalu w Sopocie. („Pszczoły nie chcą mieć królowej, chcą do ula teraz króla, i choć może to brzmi smutnie chcą mieć w ulu same trutnie” – śpiewał Rosiewicz i dalej ściszonym głosem: „W związku z tym podobno muchi zakładają już podsłuchi”, „A co na to wszystko osy?” – pytał się Nieżychowski, który miał być nowym królem ula. „Osy piszą wciąż donosy” – odpowiadał mu Rosiewicz. Tekst nie przypadł do gustu władzom. Zresztą sam Rosiewicz i jego Asocjacja Hagaw, podobnie jak Nieżychowski, nieustannie borykali się z cenzorami. Np. w 1980 kierownictwo opolskiego festiwalu chciało zablokować jego piosenkę za słowa „Lecz jak czułbyś się w tym domu czystym oczywistym, gdyby w kuchni ktoś przy dziecku mówił po niemiecku”. Piosenka została dopuszczona po interwencji Jonasza Kofty. Znużony Nieżychowski w 1981 roku postanowił opuścić Szczecin i Polskę.

Filmowy „Pan”

Zarówno przed emigracją, jak i po powrocie Nieżychowski sporo czasu poświęcił też aktorstwu. W 1966 zagrał jedną z głównych ról w muzycznej komedii „Kochajmy syrenki”. W filmie dwie ekipy impresariów usiłują sprzedawać występy swoich podopiecznych w letnich mazurskich ośrodkach. Nieżychowski rzecz jasna lansuje bigbeatowy zespół Żywioły. Jego rywalami są Jacek Fedorowicz i Bohdan Łazuka, którzy z kolei usiłują sprzedawać występy zdecydowanie bardziej tradycyjnego piosenkarza Seweryna Patery. To chyba jedyny film polski, w którym możemy podziwiać pościgi tytułowymi syrenkami. Dość wspomnieć, że bohater grany przez Nieżychowskiego porywa swoją syrenką Paterę. Z racji swej postury, godnego wyglądu, a i pewnie też szlacheckiego pochodzenia, reżyserzy chętnie go też obsadzali w roli „panów”. W „Polskich drogach" zagrał dziedzica Koraba-Makomaskiego, a w „Lalce” arystokratę. W przygodach Szwejka był pruskim generałem, a w „Paryż – Warszawa bez wizy” amerykańskim pułkownikiem. W 1970 roku partnerował Beacie Tyszkiewicz i Czesławowi Wołłejce w „Księciu sezonu” (grali tam też m.in. Barbara Krafftówna, Jan Himilsbach i bardzo młodzi Małgorzata Potocka i Piotr Fronczewski). W realizowanej rok później komedii „Milion za Laurę” można było z kolei zobaczyć w całości Silną Grupę pod Wezwaniem, wykonującą swój sztandarowy numer „Pochód świętych”.

Chicagowska mekka artystów

Miał też na koncie mniej spektakularne osiągnięcia, ale za to niezwykle ważne dla Szczecina. Jeszcze przed operetką współtworzył Technikum Eksploatacji Żeglugi i Portów, którego był dyrektorem. W latach 50. poświęcał się tenisowi, jako szef Okręgowego Związku Tenisowego zabiegał o odbudowę kortów przy al. Wojska Polskiego, podróżował po powiatowych miastach, namawiając do odbudowy poniemieckich kortów. Co chwilę dawała znać jego żyłka biznesowa. Od 1968 na terenie kortów prowadził artystyczną kawiarnię Tenisowa, gdzie śpiewające kelnerki występowały w programie „3 godziny u Jacka”. Jego pasją był też brydż. W latach 50. brał udział w zawodach.

W latach 80. podczas emigracji w USA prowadził firmę budowlaną, kierował chicagowską edycją nowojorskiego „Nowego Dziennika”, a także prowadził z drugą żoną Magdą program radiowy „U Magdy i Jacka”. Jego mieszkanie stało się mekką i hotelem dla polskich artystów koncertujących w USA. Sporo czasu spędziła u niego „Lalunia”. Tak Nieżychowski nazywał swojego przyjaciela i towarzysza biesiad Władysława Komara. „Bo taki śliczny” – wyjaśniał zdziwionym osobom z pełną powagą Nieżychowski. W latach 90. powrócił do Polski, tym razem do Świnoujścia, oddając się kolejnym pasjom, m.in. sztuce kulinarnej. Wydał książkę o kuchni ziemiańskiej „Błogosławione cztery pory roku”. I co ważne, mimo wielu chorób i zaawansowanego wieku dużo podróżował i prowadził wciąż bogate życie towarzyskie. Jego dom na terenie świnoujskich fortów stał się miejscem pielgrzymek wielu znanych artystów, pamiętających jego niesłychane zamiłowanie do życia i żartów – nawet w najtrudniejszych chwilach. Gdy w latach 50. zachorował na zapalenie trzustki i następnie żółtaczkę, trafił do szpitala w Gliwicach. Stan był na tyle poważny, że nie dawano mu wiele szans na przeżycie. Lekarze przeprowadzili więc nowatorską metodę leczenia polegającą m.in. na schładzaniu organizmu lodem. Półprzytomny Nieżychowski skomentował to we właściwy dla siebie sposób: „Panowie, przynieście pół litra, jest w czym schłodzić”. Po siedmiomiesięcznej kuracji opuścił szpital z zaleceniem zmiany trybu życia, zakazem picia alkoholu i nakazem ścisłej diety…

MICHAŁ STANKIEWICZ

Jerzy Jacek Nieżychowski urodził się 29 stycznia1924 w majątku Chlewo w Wielkopolsce. Od 1947 roku w Szczecinie. Wcześniej pracował w Sandomierzu i Nowym Sączu. W 1950 roku ukończył Szkołę Główną Planowania i Statystyki w Warszawie. W tym samym czasie w Szczecinie współtworzył i szefował Technikum Eksploatacji Żeglugi i Portów. Potem całkowicie pochłonęła go kultura. W 1953 roku zdał egzamin aktorski. Został solistą Operetki Śląskiej w Gliwicach, a następnie założycielem szczecińskiej operetki. Kolejno szef szczecińskiej estrady, twórca Festiwalu Młodych Talentów, współzałożyciel Silnej Grupy pod Wezwaniem, laureat nagród w Opolu, aktor filmowy, dziennikarz, biznesmen. Lata 80. spędził w USA, skąd wrócił na początku lat 90. i zamieszkał w Świnoujściu. Dwukrotnie żonaty, ojciec trójki dzieci, dziadek i pradziadek (czwórka wnuków i trójka prawnuków). Zmarł 22 maja 2009 roku. Został pochowany na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

– Reklama –

clochee1000x100

Podobne artykuły

Aktualny numer

- Reklama-
baner_prestiz_400x400px

Musisz przeczytać