Pierwsze ważne nazwisko w pionierowych kronikach to Otto Blauert. To on, najprawdopodobniej w 1907 roku, na fali olbrzymiej ciekawości kinematografem, opatentowanym w 1895 roku przez braci Lumière, założył placówkę pod szumną nazwą Welt-Theater. Nie wiadomo dziś, dlaczego Blauert po dwóch latach zrezygnował z prowadzenia kina, znamy za to nazwisko jego następcy – był to Albert Pietzke. I jemu nie dane było długo nacieszyć się propagującą filmy placówką – zginął w czasie I wojny światowej. Kinem zaopiekowała się wdowa po Pietzkem i przyznać trzeba, że zrobiła to niezwykle fachowo – aż do przejęcia Szczecina przez polską administrację w 1945 roku. Welt-Theater działał sprawnie i cieszył się sporą popularnością.
– Nic nie było zniszczone: działał projektor, wisiał ekran, publiczność miała gdzie usiąść – opowiada dzisiejszy właściciel Pioniera Jerzy Miśkiewicz. – Zmieniono tylko nazwę na Odra i kino ruszyło 26 grudnia 1945 r. Pierwszym zaprezentowanym filmem był „Iwan Groźny” Siergieja Eisensteina.
Najstarsze kino świata ma niezwykłe szczęście do grudniowych wydarzeń – poza pierwszym powojennym seansem w tym właśnie miesiącu dokonano kolejnej zmiany nazwy (17 grudnia 1950 roku Odrę zastąpiono Pionierem) i otwarto kameralną dolną salę Kiniarnię (7 grudnia 2007 roku). – Wykupiliśmy Pioniera od miasta we wrześniu, dziewięć lat temu, nie wpasowaliśmy się więc w grudniową tradycję – śmieje się Jerzy Miśkiewicz.
Popularny wśród szczecinian niewielki „Pionierek” nie miał dla pana Jerzego tajemnic – przez całe lata prowadził działalność tej placówki (i mieszczącego się tuż obok Kosmosu) jako pracownik Okręgowego Przedsiębiorstwa Rozpowszechniania Filmów. Gdy przyszła era multipleksów, Miśkiewicz i jego wspólnik Wacław Szewczyk (obecnie zastępuje go żona – Wanda) uznali, że zrodzi ona w ludziach potrzebę ucieczki do małych kameralnych kin, w których widz nie zlewa się z tłumem innych oglądających. Podjęli decyzję o zakupie Pioniera.
– To była jedna ruina – wspomina dziś pan Jerzy. – Na 104 fotele w sali kinowej tylko cztery były dobre. Teraz mamy 82 miejsca, ale na fotele nikt nie może narzekać. Sprowadziliśmy je z Hiszpanii. Są specjalnie wyprofilowane i już w fabryce zostało ustalone, który gdzie ma stać. Podczas generalnego remontu zmieniliśmy całkowicie wnętrze kina – powstały schody prowadzące do biura na piętrze, no i stworzyliśmy Kiniarnię. W zamyśle miał być to swego rodzaju powrót do początków kina, z terkoczącym projektorem, stolikami i pianinem dla tapera.
Dziś Pionier 1909 to ukochane miejsce szczecińskich miłośników filmu. To tu obejrzeć mogą ambitne kino europejskie, którego w multipleksach się nie uświadczy. W najstarszym kinie świata nie trzeba obawiać się wszechogarniającego zapachu popcornu i głośnych rozmów w trakcie seansu. Nie bez znaczenia jest też fakt, że pracownicy Pioniera znają z imienia wszystkich stałych widzów!
– Z czego jestem najbardziej dumny? – zamyśla się Jerzy Miśkiewicz. – Chyba z przynależności do prestiżowej sieci Europa Cinemas. By się do niej dostać, trzeba spełnić wyśrubowane wymagania odnośnie do repertuaru i kwestii technicznych. Jesteśmy jedynym kinem w regionie, któremu się to udało! Pionier należy też do Sieci Kin Studyjnych i Lokalnych, zrzeszającej polskie kina z ambitnym repertuarem.
W 2005 roku kino otrzymało certyfikat, potwierdzający, że nie ma na świecie starszej, działającej bez przerw placówki. Co prawda w sierpniu tego roku gruchnęła informacja o przejęciu prymatu w tej dziedzinie przez rywala z Danii, szybko jednak okazało się, że Skandynawowie nieco nagięli rzeczywistość, przemilczając fakt kilkuletniego zamknięcia ich kina w latach 80.
We wrześniu przyszłego roku Pionier obchodzić będzie swoje urodziny. Znane jest już nawet ich hasło: „Stulecie na sto dwa”, nawiązujące do kłopotów z ustaleniem dokładnej daty otwarcia kina. Wiadomo już, że program obfitować ma w atrakcje dużego kalibru – szczegółów jednak nikt nie chce zdradzić…







