Stany Zjednoczone to kraj w którym poza Rzeczpospolitą mieszka najwięcej naszych rodaków. Nieoficjalne liczby mówią, że żyje tutaj dziesięć milionów osób polskiego pochodzenia, z których blisko półtora miliona mówi naszym językiem. W grudniowym „Prestiżu” relacjonowaliśmy wizytę Pogoni Szczecin w USA. Jak się okazuje, wielu Polaków zamieszkujących Chicago czy Nowy Jork jest związanych z Pogonią. „Prestiż” poszedł ich śladami.
Na wstępie trzeba zaznaczyć, że wbrew pozorom to zadanie bardzo trudne. W USA przeważają Polacy, którzy pochodzą z białostockiego oraz z całego południa Polski. Pozakładali oni tutaj przeróżne kluby oraz organizacje – szczególnie utożsamiające się z regionami Polski, z których pochodzą. Organizują przeróżne spotkania, zabawy, a w okresie świątecznym np. wigilię. Polonusom szczególnie zależy, aby mieć kontakt z ludźmi z tego samego regionu w którym się wychowali. Niestety szczecinian jest tak mało, że dotychczas nie powstał żaden klubowy organizm, który utożsamiałby się z godłem Gryfa.
Nie oznacza to jednak, że szczecinian nie ma czy nie było. Na początku warto wspomnieć o tych, którzy w Chicago spędzili kilka lat i wrócili już do kraju. Jednym z nich był Jarosław Jasiński. W latach 2005-2007 był konsulem generalnym naszej placówki dyplomatycznej w wietrznym mieście. Podczas swojej kadencji cały czas interesował się losem Pogoni, a najwięcej informacji czerpał od brata do dziś mieszkającego w Szczecinie.
A skoro już jesteśmy przy morskim klubie, to należy wspomnieć o Tomaszu Stępniewskim, czyli popularnym ,,Sandale”. Dziś jest on jednym z szefów klubu kibica Pogoni. Z USA wyjechał w 2004 roku i miał bardzo duży wpływ na budowanie klubu kibica miejscowego Chicago Fire. Poza tym wywieszał flagi Pogoni podczas meczów naszej reprezentacji, które rozgrywane były w mieście największego skupiska Polaków w Ameryce.
Zresztą sportowi szczecinianie przeważają chyba wśród tych mieszkających w Chicago, którzy pochodzących z naszego regionu. Amatorsko swoją przygodę z piłką nożną kontynuuje Przemysław Ziarek. Jest on wychowankiem Pogoni Szczecin, a przeszłości występował również w drugoligowym Chemiku Police. Gra w jednym z miejscowych polonijnych klubów, podobnie jak Jacek Lechowicz.
Trenerem w młodzieżowej akademii piłkarskiej PNA Soccer Academy jest Tomasz Bednarek, który w Szczecinie mieszkał do 19. roku życia. Trenował w rezerwach Pogoni Szczecin pod okiem takich znanych trenerów jak Kazimierz Biela i Wiktor Mazurek. Przygodę z piłka nożną kontynuuje do dziś. Z grodu Gryfa zabrał ze sobą do Chicago swoją dziewczynę Wiolę. Od ponad dwóch lat są już szczęśliwym małżeństwem. – Do Polski na razie nie zamierzam wracać – mówi z rozmowie z „Prestiżem” Bednarek. – Już niedługo skończę studia ekonomiczne. Wiola jest szefową kuchni w polskiej restauracji Ferajna. Na razie dobrze nam tutaj, ale do Szczecina podchodzę zawsze bardzo sentymentalnie. Praktycznie codziennie mam kontakt z rodziną która tam mieszka i wiem o wszystkim, co się dzieje w mieście – dodaje Bednarek.
Swoją przygodę z trenowaniem młodzieży kontynuuje również inny szczecinianin, a obecnie mieszkaniec Chicago – Tomasz Drążek. Swój fach piłkarskiego szkoleniowca rozpoczynał właśnie w Pogoni, teraz pracuje w klubie Chicago Eagels. Między innymi jednym z jego wychowanków w morskim klubie był właśnie Tomasz Bednarek.
W Chicago odnalazł się również Dariusz Lewandowski, który w latach 1997-1998 był podporą defensywy szczecińskiej drużyny. Do USA przyleciał w grudniu 2003 roku. Od razu jego wybór padł na Chicago. Do Ameryki piłkarz zabrał ze sobą żonę Kasię i 13-letniego wówczas syna Damiana. – Trudno tak jednoznacznie powiedzieć, jak to się stało, że się tu znalazłem – opowiada „Prestiżowi” Lewandowski. – Gdy grałem w Radomsku, moja małżonka postanowiła wysłać zgłoszenie na losowanie o zieloną kartę. Mnie na tym kompletnie nie zależało. Doszło do tego, że Kasia nie miała skąd wziąć zdjęcia do mojego formularza. Wówczas wpadła na pomysł. Wycięła moją twarz widniejącą na bilecie wstępu na mecz z czasów gdy jeszcze grałem w Pogoni. Myślałem, że to się nie uda, a jednak! Nie dość że amerykańskie władze emigracyjne przychylnie spojrzały na nasze petycje, to jeszcze zaakceptowały mnie wyciętego z biletu. Pobyt w Szczecinie wspominam bardzo dobrze. Nigdzie nie spotkałem takiej atmosfery kibicowania jaka wówczas panowała na stadionie przy ulicy Twardowskiego – uśmiecha się, wspominając dawne czasy, Dariusz Lewandowski.
Szczecinian można również znaleźć w okręgu nowojorskim. To właśnie tutaj zaraz po Chicago mieszka najwięcej Polaków w USA. Wśród nich jest bardzo znany Wojciech Ziembowicz. Jest on bardzo aktywnym działaczem sportowym, prowadzi również swój program w lokalnym polonijnym radiu. Za swoją działalność na rzecz krzewienia polskiego sportu za granicą otrzymał wyróżnienie od ministra sportu. W listopadzie włączył się w organizację pobytu piłkarzy Pogoni Szczecin, która przebywali na tournee w Ameryce. Warto dodać, że swoją przygodę ze sportem rozpoczynał w naszej Arkonii.
Na zachodnim wybrzeżu, a dokładniej w Los Angeles, udało się nam znaleźć Krystiana Orlińskiego. Co prawda urodził się on pod Warszawą, ale praktycznie całe swoje życie w kraju spędził w Szczecinie, z którego wyjechał w 1981 roku. Jest on bardzo cenionym operatorem agencji Reuters. Pracował z kamerą na trzech konfliktach zbrojnych, na Dalekim Wschodzie oraz w byłej Jugosławii. W grodzie Gryfa bywa bardzo często, gdyż do dziś na Niebuszewie mieszka jego tato. – Szczecin ma znakomite położenie i takie warunki jak mało innych miast w Polsce. Nie mamy jednak szczęścia do lokalnych władz. Myślę, oczywiście patrząc z dystansu, że Szczecin to miasto utraconych szans – ze smutkiem stwierdza w rozmowie z nami Orliński.
Takiego samego zdania jest również autor artykułu, obecnie mieszkający w Chicago, ale sercem i pochodzeniem prawdziwy szczecinianin
Jan Pachlowski








