Podobno wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Być może. W Szczecinie na pewno do Baru „Turysta”. Dla jednych to zwykła jadłodajnia ze smacznym, domowym jedzeniem. Ale dla wielu to świątynia lokalnej gastronomii, lokal z domową kuchnią, który coraz częściej odwiedzają cudzoziemcy, którzy zjeść szybko, dobrze i po polsku.
Ostatnio udowodnili to dwaj niemieccy influencerzy – twórcy kanału „FastFoodBoss”, którzy opublikowali na TikToku i Instagramie filmową relację ze swojej wizyty w Szczecinie. W jej trakcie postanowili poznać także uroki lokalnej gastronomię. I okazało się, że największe wrażenie na nich zrobił… Bar „Turysta”.
„Ogromny wybór, duże menu. Bigos można zjeść za 9 złotych, czyli za 2 euro. Wybieramy surówki, przystawki i absolutną klasykę, czyli kompot. Ja wybieram dzisiaj schabowego i bigos, a kolega zupę pomidorową. Zapłaciliśmy razem siedem euro. Kotlet bardzo smaczny, ale bigos to jest prawdziwy przebój. Jest tutaj trochę jak w kantynie, ale to żaden problem – relacjonuje jeden z influencerów, gdy drugi z nich komplementuje zupą pomidorową.
Ci niemieccy influencerzy trochę nas zaskoczyli swoim filmem i pozytywną opinią. Ale to dla nas bardzo fajna reklama. Przyjemnie jest usłyszeć, że im smakowało I że cena im odpowiadała. Pozytywne wrażenia. Cieszymy się, kiedy w barze pojawi się ktoś nowy. Choć klientów mamy sporo, więc nie narzekamy. Ale to sympatyczne uczucie, kiedy się dowiadujemy, że ktoś nowy przychodzi i mu smakuje – mówi Mariusz Siwak, współwłaściciel baru i znany szczeciński szef kuchni.
Dodaje, że cudzoziemcy wśród klientów nie są jakimś szczególnym zjawiskiem. W barze często słychać języki z wielu stron świata.
Mamy dużo sygnałów od cudzoziemców, którzy odwiedzają Turystę. Otrzymujemy też sporo informacji z mediów społecznościowych od np. szczecinian, którzy wyjechali za granicę i przypominają sobie czasami, że kiedyś jedli w Barze Turysta. To sympatyczne i cieszymy się, że ciężka praca naszego zespołu jest doceniana. Są zadowoleni, że to co przygotowują i oferują smakuje klientom – zapewnia Mariusz Siwak.

Legenda
Bar „Turysta” został otwarty w 1964 roku i mieścił się przy ulicy Obrońców Stalingradu. Kilka lat temu doszło do zmiany adresu. Bar co prawda nie zmienił lokalizacji, ale ulica otrzymała nowego patrona – Edwarda Bałukę – antykomunistycznego opozycjonistę. W czasach PRL „Turysta” należał do szczecińskiego oddziału Spółdzielni Spożywców „Społem”. Po transformacji ustrojowej i gospodarczej został sprywatyzowany. W 2024 roku bar obchodził swoje 60-lecie. Jest więc jednym z najstarszych barów nie tylko w mieście, ale i w regionie. I już nie mlecznym, bo stracił ten charakter.
Bar mleczny, to taka polska odmiana baru szybkiej obsługi. Upowszechnił się w okresie międzywojennym. Ale najwięcej na znaczeniu zyskał w czasie PRL. Dlaczego mleczny? Bo w menu były tradycyjne, proste dania, oparte przede wszystkim na produktach mlecznych, jajkach, kaszach oraz mące. I były tanie, w porównaniu do cen w ówczesnych restauracjach. Do tego charakterystyczny wystrój, serwis i często fatalna wentylacja.
Po transformacji gospodarczej takie lokale zaczęły się likwidować. Również w Szczecinie – tłumaczy Bolesław Sobolewski, szczeciński znawca gastronomii.

Bar „Turysta” przez lata był symbolem równości w dostępie do gastronomii. Stołowali się w nim przedstawiciele wszystkich zawodów i grup społecznych m.in. robotnicy, naukowcy, prawnicy, lekarze, studenci, uczniowie oraz oczywiście emeryci. Po transformacji gospodarczej w Polsce – po 1989 roku bar został sprywatyzowany. Przez lata prowadziła go Krystyna Wargin. Kilka lat temu postanowiła jednak rozstać się z „Turystą”. Bar trafił w nowe ręce – Mariusza Siwaka – znanego szczecińskiego szefa kuchni oraz jego dwóch wspólników.
Dlaczego Turysta? Kolega mnie przekonał do tej inwestycji. Nie chcieliśmy też, żeby lokal z taką tradycją zniknął z mapy Szczecina. Jest nas trzech jako współwłaścicieli. Ale tylko ja reprezentuję branżę gastronomiczną. Od razu czekała nas ciężka próba, bo trafiliśmy w czas pandemii. Ale przetrwaliśmy. Chyba dzięki temu, że działamy w trójkę. Cieszy nas to, że jesteśmy rozpoznawalni na gastronomicznym rynku. A jesteśmy na nim od sześciu lat. I cały czas dążymy do tego, żeby utrzymać poziom i dalej się rozwijać – mówi Mariusz Siwak.
Tłumaczy, że zależało im, aby Bar Turysta się nie zmienił.
Słyszymy czasami, że ten wystrój nie wszystkim się podoba, nie wszystkim odpowiadają np. wysokie stoliki. Ale chcieliśmy, żeby zostało tak, jak było. Oczywiściestaramy się zapewnić naszym pracownikom jak najlepsze warunki pracy, troszeczkę ją unowocześnić np. wentylację. Ale wystrój zostawiamy taki, jaki był. Bo to jest ten klimat, Kiedyś był to bar mleczny. Dziś bar z domowym jedzeniem szybko serwowanym o jak najlepszej jakości. I sądząc po opiniach klientów, to się sprawdza – zapewnia współwłaściciel baru.
Wprowadzili pewne zmiany w menu, ale niezbyt rewolucyjne. Pojawił się większy wybór dań mięsnych, dania rybne, gulasz, wątróbka, gołąbki, pieczone ziemniaki. Ale ciągle klienci zajadają się tym z czego bar zawsze słynął – leniwe, naleśniki, jajecznice, flaczki, barszcz ukraiński, mielone, schabowe, marchewka z groszkiem, fasolka z bułką tartą, krokiety, pasztety jajeczne i fasolka po bretońsku.
Nie chcieliśmy zmieniać całkowicie menu. Od czasu do czasu tylko coś dokładamy. Mamy szefa kuchni, który dba o nowe rzeczy, ale także pilnuje, aby te stare się nie zmieniały. Przestrzegamy dawnych receptur. Po prostu chcemy, żeby te potrawy smakowały tak, jak 10, 20, czy 30 lat temu. Przejmując bar otrzymaliśmy od jego poprzedniej właścicielki stare receptury. Część dawnych pracowników odeszła na emerytury, ale część została. Zależało nam, aby razem z nimi zostały te smaki, do których bar nas przyzwyczaił. Ale oczywiście jesteśmy otwarci na coś nowego – dodaje Mariusz Siwak.

Ich dzień powszedni
„Turysta” rozpoczyna swoją działalność o godzinie 10. Jest otwarty także w sobotę. Zazwyczaj już około połu-dnia można zobaczyć jego znak charakterystyczny – długie kolejki klientów, które często sięgają aż do biura nieruchomości działającego obok. Codziennie przyjmuje ich kilkuset. Dziennie kuchnia zużywa np. kilkadziesiąt kilogramów twarogu, ponad sto kilogramów ziemniaków, do tego inne warzywa, nabiał, mięso, mąka itp. Smaży się kilkaset sztuk schabowych i filetów drobiowych, kilkaset naleśników, gotuje dziesiątki litrów zup.
Często bar odwiedzają nietypowi goście. Nie tylko influencerzy, artyści czy podróżnicy.
– Odwiedzają nas różni klienci. Wśród nich zdarzają się np. politycy różnych opcji. Robią sobie zdjęcia np. nad zupą pomidorową, mielonym czy naleśnikami. Ale najczęściej takie obrazki widzimy, kiedy zbliżają się wybory. No cóż, jeżeli ktoś chce, oczywiście może przyjść. Nie możemy przecież nikomu zabronić coś zjeść i przy okazji zrobić sobie zdjęcie. Ale my jesteśmy apolityczni. Skupiamy się na gotowaniu. Dla nas najważniejsi są klienci i ich zadowolenie. Ale jesteśmy też otwarci na pewne inicjatywy np. artystyczne. Na 60-lecie baru odbył się koncert, bo chcieliśmy upamiętnić jakoś tę rocznicę, pokazać, że Turysta już tyle lat funkcjonuje na rynku. Kolejne podobne przedsięwzięcie planujemy we wrześniu tego roku. Chcemy przyciągnąć nowych klientów, bo choć jesteśmy wizytówką Szczecina, to jednak nie wszyscy do końca wiedzą o Barze Turysta. Sporo nowych ludzi przyjeżdża do Szczecina, osiedlają się tu. Chcemy im pokazać, że jesteśmy i czekamy na nich – powiedział współwłaściciel Turysty.
Czy w najbliższym czasie pojawi się coś nowego w menu?
– Czekamy na propozycje. Zapraszaliśmy do współpracy szefów kuchni z innych miast, żeby wprowadzić pewne elementy np. kuchni krakowskiej, albo nadmorskiej. Nasi klienci również mogą nam coś zasugerować, podpowiedzieć. Może coś wymyślimy wspólnymi siłami, spróbujemy i już na stałe zagości wśród naszych propozycji kulinarnych? – dodaje Mariusz Siwak.








