To był dziwny sezon. Został zdominowany przez artystyczne bizancjum otwieranego po rozbudowie Teatru Polskiego, do którego kontrapunktem była uboga (oszczędnościowa) formuła działalności Teatru Współczesnego. Scena przy Wałach Chrobrego sezon zakończyła pogrążona w personalnym kryzysie, pozostając w otwartym konflikcie z organizatorem. Skromniejsza niż w poprzednich sezonach była oferta pozostałych szczecińskich scen – Pleciugi i Opery na Zamku. Z kolei ani Kana, ani Zamek Książąt Pomorskich, ani Willa Lentza w sezonie 2023/2024 nie przygotowały nowych spektakli.
Funkcjonalne karteczki wykorzystane przeze mnie przy tworzeniu rankingu zdominowały produkcje Teatru Polskiego. To aż tuzin nowych tytułów, czyli niemal połowa wszystkich szczecińskich premier w minionym sezonie. Owe karteczki wędrowały po stole a to do góry, a to na dół, niektóre czasami czekały na decyzję z boku… Po długich i zaciętych bitwach myśli oraz wnikliwych analizach powstał ranking DZIESIĘCIU SZCZECIŃSKICH SPEKATKLI SEZONU ARTYSTYCZNEGO 2023/2024:
„Kora dziecko słońca”, wyk. Adrianna Szymańska, reż. Adam Opatowicz, Teatr Polski w Szczecinie
„Matka Putina”, reż. i wyk. Anna Januszewska, scena propozycji aktorskich Teatru Współczesnego w Szczecinie
„Hrabiny przodem”, wyk. Olga Adamska, reż. Arkadiusz Buszko, Teatr Polski w Szczecinie
„Kobieta, która zajęła się ogniem”, wyk. Maria Dąbrowska (oraz Kuba Fiszer), reż. Ewa Rucińśka, Teatr Współczesny w Szczecinie
„Teatr Niewidzialnych dzieci”, reż. Przemysław Jaszczak, Teatr Lalek Pleciuga w Szczecinie
„Orfeusz w piekle”, reż. Jerzy Połoński, Opera na Zamku w Szczecinie
„Opowieści babć szeptane córkom przez matki”, reż. Gianina Cărbunariu, Teatr Współczesny w Szczecinie
„Sztukmistrz z miasta Lublina”, reż. Jan Szurmiej, Teatr Polski w Szczecinie
„Don Kichot”, reż. Anna Hop, kier. muz. Jerzy Wołosiuk, Opera na Zamku w Szczecinie
„Cabaret”, reż. Adam Opatowicz, Teatr Polski w Szczecinie
Uzasadniając cztery pierwsze pozycje, czyli monodramy (także z towarzystwem muzyków) sięgnę do własnych słów, ale ograniczę je do wartościujących opinii o aktorskim kunszcie, bo faktycznie wszystkie cztery kreacje są brawurowe! Co ciekawe i przede wszystkim piękne – to Aktorki!
Adrianna Szymańska nie próbuje Kory naśladować. Ona Korę porostu rozumie i czuje. (…) Efektowi który osiągnęła blisko jest bowiem do laboratorium, ale takiego badającego duszę, nie ciało. Na osobne uznanie zasługuje wokalna kondycja Szymańskiej. Każda z jej piosenek, także dzięki wyjątkowej aranżacji, to znów pełne mistrzostwo. (…) Oniryczna, melancholijna, a za chwilę bezwiednie oddana wibracjom rockowego brzmienia.
Anna Januszewska w „Matce Putina”: wkracza na subtelnie oświetloną sztywnym światłem scenę, na której stoją jedynie stół i krzesła. Tę zimną, porażającą pustkę od pierwszych chwil szczelnie wypełnia emocjami (…) Wspaniałe są te najbardziej emocjonalne, rozwibrowane, rozkrzyczane sceny. Siła jej transfiguracji wciąga bez reszty. Ją i widzów. Idziemy za nią, i wierzymy jej w każde słowo, nawet jeśli to nie prawda…
„Hrabiny przodem”: dystans i lekkość z jaką Olga Adamska podaje ze sceny wyszukane literacko kwestie oraz szlachetne songi, to najwyższa próba teatralnego i muzycznego czaru. Aktorka stworzyła oryginalną postać będącą odważną hybrydą jej prywatności, aktorskiego emploi i wypadkowej scenicznego doświadczenia.
Maria Dąbrowska tworząc postać Marii stworzyła jednocześnie unikatowy koncept. Maria Marii jest wręcz produktem. Jeśli aktorce wystarczy cierpliwości i kreatywności na kontynuację losów swojej bohaterki, to poczesne miejsce w historii (nie tylko) szczecińskiej sztuki wydaje się zagwarantowane. (…) to festiwal aktorskiej wirtuozerii i teatralnego wyczucia Dąbrowskiej. Jej energia i entuzjazm jest bardziej zaraźliwy niż najczulsza mutacja koronawirusa.
I kolejne pozycje rankingu, także w formie cytatów z publikowanych na łamach „Prestiżu” recenzji, ale już traktujących wyróżnione produkcje znaczniej szerzej, niż tylko walory wykonawcze:
„Teatr Niewidzialnych Dzieci” to nie tylko wciągająca i wzruszająca opowieść o losach wychowanków domu dziecka, ale też ciekawa lekcja historii. To pean do przyjaźni, hymn chwalący solidarność. W przestrzeni formalnej zaś – udana adaptacja, odpowiedzialna reżyseria, oryginalna forma i piękne lalki i wreszcie świetne aktorstwo.
„Orfeusz w piekle”: odważny pomysł interpretacyjny Jerzego Połońskiego to nie tylko dobry efekt formalny, ale też udana próba uproszczenia skomplikowanego libretta. Zabieg przeniesienia akcji w świat celebrycki ułatwił zrozumienie intencji autorów sprzed ponad 150 lat. Szalona interpretacja dla melomanów oczekujących klasycznego podejścia, będzie wyzwaniem, ale też piękną, mądrą, a przy tym zabawną przygodą!
„Opowieści babć szeptanych córkom przez matki” to przedstawienie arcyważne i potrzebne, znakomicie wpisujące się w społeczną wrażliwość (…) Forma teatru Cărbunariu zaskoczyła. Udało jej się w opowieść o arcytrudnych tematach wpleść lekkość, humor, a przede wszystkim dystans. A za pokłady tego ostatniego, należą się słowa uznania dla całego zespołu aktorskiego.
W „Sztukmistrzu z miasta Lublina” zachwyciła mnie muzyka: „żydowskie rytuały są jednymi z najpiękniejszych pośród wszelkich religijnych uniesień, a Jan Szurmiej zaproponował ich wręcz etnograficzną rekonstrukcję” oraz cyrkowe przygotowanie zespołu: „to co zobaczyłem na scenie przeszło moje oczekiwania! Część zespołu zyskała prawdziwe cyrkowe umiejętności. Od żonglerki, przez chodzenie na szczudłach i jazdę na monocykl, akrobatykę napowietrzną, po pozornie tylko niemożliwe ekwilibrystyczne figury”.
„Don Kichot” w Operze na Zamku zachwycał inscenizacyjnym rozmachem i absolutnie perfekcyjnym wykonaniem. Anna Hop pokazała jak należy pozakazywać baletową klasykę. Jej choreografie były świeże, zaskakujące, a całość kipiała nieposkromioną radością i wysmakowanym humorem. Na osobne uznanie zasługują wspaniałe kostiumy oraz scenografia.
Na ostatnim miejscu rankingu umieściłem „Cabaret” Adama Opatowicza. Choć wielokrotnie spierałem się na temat tej produkcji, także z reżyserem, to jej obecnością w tym zestawieniu chcę podkreślić jej ważność w teatralnym i muzycznym (musicalowym) świecie. Na dowód: szczecińskiej inscenizacji zabrakło oczekiwanego splendoru, rozmachu i… pazura. Szkoda, że tak mało w tym musicalu… musicalu. Szczególnie, w drugim akcie, tak bardzo ascetycznie i smutno skrojonym. Jednak siła tego dzieła – muzyczna i narracyjna – jest na tyle wielka, porażająca i aktualna, że wielokrotne powroty do teatru są wskazane. Ja pójdę trzeci raz, a może i czwarty, piaty, szósty, bo: Nie siedź samotnie, bo muzyczka fest zaczęła właśnie grać — Bo życie kabaretem jest I tak je trzeba brać!
Pozostałe szczecińskie spektakle, które nie zmieściły się w owej dziesiątce, to znakomite produkcje, dzięki którym świat bywa piękniejszy albo bardziej zrozumiały. Teatr pozwala na chwilę zapomnienia i oderwania się od coraz bardziej wkurwiającej codzienności. Chodźcie do teatru! Nie dla rankingów, ale dla emocji, czułości, zabawy i mądrości!













