Pisanie o kuchni w grudniu wydaje się z pozoru najłatwiejsze. Cóż 12 potraw, sianko pod obrusem i wolny talerzyk dla zbłąkanego wędrowca. Dla mnie, człeka po niejednej pięćdziesiątce sprawa bagatelna, lecz oto okazuje się, że wigilijne zwyczaje podlegają takim samym prawom ewolucji jak choćby ssaki i inne ptaszęcia. W domach młodych Polaków pizza na wigilijnej wieczerzy nie dziwi, a ziemniaki w mundurkach uważane są za przeżytek. Już Bareja opisał te zjawiska w jednym ze swoich filmów, kiedy to stukano się jajeczkiem pod sztuczną choinką i miast kolędy śpiewano „padmaskowskoje wiecziera”. Mamy wszak wolność słowa, myśli i uczynków.
Ja sądzę, że mamy jeszcze coś więcej: zobowiązania wobec Tradycji. Wobec pamięci o Rodzicach, Dziadkach, o wigilijnych wieczorach gdy z czerwonymi od mrozu nosami wyglądaliśmy pierwszej gwiazdki niecierpliwie spoglądając na paczki ułożone pod przystrojona choinką. W moich dziecięcych latach, w domu moich Dziadków zbierało się ponad dwadzieścia osób. Już w wejściu do bramy starego domu przy ul. Bogusława pachniało odświętnie (dziś pachnie tam jakimś bankiem, albo inną cholerą). Podstawowe wigilijne dania, barszczyk, kapusta, ryby, mają to do siebie, że aromaty rozsiewają niebiańskie i apetyczne.
W rodzinnej tradycji królowały ryby w galarecie, choć i smażona obowiązkowo musiała wjechać na stół. Tak więc najpierw błękit skóry na dzwonkach karpia w złotej galarecie z czerwonymi krążkami marchewki. Tuż obok obowiązkowo ręcznie tarty chrzan o krzepkości wywołującej łzy rozkoszy u mniej odpornych. Szczupak pięknie faszerowany w swojej własnej skórze, krajany w plastry słusznej grubości i równie galaretą zalany. W sam raz dla dzieci, gdyż każda ostka skrzętnie była usuwana. W głębokim, okrągłym półmisku lśniły tłustym brązem kolejne kawałki smażonego karpia, sandacza, a czasami i dorsza. Do tych ryb były ziemniaki posypane natką pietruszki i zręcznie okraszone żółciutkim masłem. No i w rybnym menu wigilii u Kaczmarków danie które w zdecydowany sposób zaciążyło na mojej przyszłości, czyli dniu dzisiejszym: śledź w zalewie z mlecza, ikry odrobiny octu i śmietany pod pierzynką bielusieńkich plasterków cebuli…, a obok parująca micha ziemniaków w mundurkach. Ech, jak tu się nie wzruszyć?
Próbowałem wszelakich sposobów na odtworzenie tego arcydzieła. Ba, nawet podzieliłem się z Wami rok temu przepisem zapamiętanym pieczołowicie. I nic!
Nie wychodzi, nie ten smak, nie te aromaty, zupełna porażka. Czy to śledzie były inne, czy cebula, dość że nigdy nie doścignąłem umiejętności Mistrza i smaku oryginału. Były też oczywiście śledzie i w innych sposobach przystrojone, ale ten był Numero Uno.
Pominę opisy barszczyku, kapusty i ciast popijanych kompotem z suszonych owoców. Pominę opis choinki z ręcznie robionymi ozdobami. W przedświątecznej krzątaninie Waszej przeszkadzać nie chcę, wrócę jeszcze jednak do Tradycji. Otóż pamiętam, w wigilijnym domu Dziadków nie mogło zabraknąć przepięknego hiacynta. Roślina nieco zapomniana już dzisiaj, a niepowtarzalna w swoim zapachu i kolorach radosnych. Babcia dostawała ją od Dziadka co roku z tą samą miłością i kwiat ów był nierozerwalnym elementem Wigilii przy Bogusława.
Możecie zamówić pizzę w wigilijny wieczór. Możecie zrobić krewetki w ananasie i nawet schabowego z kapustą. To przecież wolny kraj. Nie widzę powodów by ganić rozwój i nowoczesność. Globalizacja nie omija i naszych codziennych zwyczajów.
Ale gdyby wieczorem coś zaswędziało Was pod powiekami, jakieś westchnienie głębsze i mgliste wspomnienie wracające uparcie… przypomnijcie sobie finałową scenę z filmu „Miś” ot,co.
Dziś ku przestrodze przed odchodzeniem od tradycji polecam menu wigilijne liczące sobie nieco ponad 150 lat:
1. Zupy: barszcz z uszkami, zupa migdałowa lub z głogu.
2. Szczupak na szaro w rodzynkowym sosie.
3. Szczupak na żółto z szafranowym sosem.
4. Szczupak lub sandacz na zimno w żelatynie naturalnej.
5. Karp gotowany w sosie winnym.
6. Okonie z kartoflami.
7. Szczupak w łusce gotowany w jarzynach, podawany z tartym chrzanem zaprawiany octem.
8. Legumina z sokiem malinowym.
9. Kapusta czerwona z kotletami z ryb.
10. Pieczyste z jesiotra z sałatą rozmaitą.
11. Ciasta rozmaite.
Smakowitych, dostatnich Świąt w otoczeniu Najbliższych życzy Wasz „garkotłuk”
P.S. A wódeczka i owszem, tradycja dozwala. Tyle, że po Pasterce.







